Ceny alkoholu i Wielki Społeczny Projekt według czytelników “Metra”

lut
17

Witam w drugiej odsłonie działu “Darmówka napisała”. Dziś tłumaczenia wypowiedzi czytelników “Metra” na temat toczącej się w Anglii debaty o cenach alkoholu oraz jeden tekst odnośnie projektu Camerona.

Jedną z najciekawszych stałych rubryk w “Metrze” stanowią komentarze czytelników.  3/4 strony zajmują dłuższe teksty, reszta to króciaki z SMS-ów. Redakcja te przysłane mailem lub SMS-em wypowiedzi wybiera i publikuje najciekawsze, najzabawiniejsze, błyskotliwe. Tematy dotyczą spraw bieżących i zazwyczaj odnoszą się artykułów publikowanych wcześniej w “Metrze”.

Anglicy mają specyficzne podejście do rzeczywistości. Uwielbiają ironię, sarkazm i humor stylu Monthy Pythona. Widać to często także w tych komentarzach.

W pamięciu utkwił mi SMS jednego z czytelników opublikowany już dawno temu. Ktoś napisał: “Mój kumpel od miesięcy wysyła do was SMS-y i jeszcze ani raz mu nie wydrukowaliście. Chcę mu zrobić na złość, więc proszę, opublikujcie tego SMS-a :) ” No i wydrukowali :)

Dzisiejszego poranka natomiast przeczytałem o cenach alkoholu. Sprawa dotyczy toczącej się od jakiegoś czasu w mediach debaty na temat wprowadzenia podwyżek, co ma w zamierzeniu (polityków) doprowadzić do zmniejszenia spożycia na terenie UK. Myślę, że wiele osób zgodzi się ze mną, że jest to taki typowo “polski” temat zastępczy, populistyczny i pozbawiony sensu. Bez dalszych opisów, tłumaczenia:

1.

Profesor Jon Rhodes popiera wzrost cen alkoholu, co jak twierdzi, sprawdza się w innych krajach (Metro, wtorek). W jakich krajach? Gdzie dowód na to?

Skandynawia ma bardzo wysokie ceny na alkohol, a ich kultura wciąż ma styl hulaszczo-pijacki; kraje z niskimi cenami, takie jak np. Hiszpania nie mają tych samych problemów z alkoholem. To pokazuje, że ludzie którzy myślą że są tacy mądrzy, nie mają pojęcia o kulturze w innych krajach.

Brytyjska kultura zawsze była pijacka. Podniesienie cen nie odniesie skutku, wbrew temu co sądzą ci naiwniacy. Podobnie jak w przypadku absurdalnie wysokich cen na benzyny, będziemy nadal płacić, kosztem innych naszych wydatków. (tutaj człowiek przesadził, bo w porównaniu do Polski i stosunku cen benzyny do zarobków, w Anglii płacą śmiesznie mało, tyle co za wodę mineralną – przyp. adamwlondynie.cba.pl)

Wygląda mi to na wspólny wysiłek bogatych i uprzywilejowanych, by opodatkować masy do takiego poziomu, że nie będą mogły sobie pozwolić na picie, palenie, jedzenie junk foood, jeżdżenie i latanie. Dlaczego zawsze musimy być karani opodatkowaniem wszystkiego co uważają za problem lub z jakiegokolwiek innego powodu?

Jak tak dalej pójdzie to wrócimy do czasów wiktoriańskich, przyglądając się bogatym i uprzywilejowanym, którzy będą jedynymi, którzy mogą robić to, czego chcą.

J. Jenkins, Caerphilly

2.

To bardzo rozsądne i słuszne, gdy mówi się, że nadużywanie alkoholu powoduje nadmierne obciążenie dla systemu ochrony zdrowia i z tego względu powinniśmy podnieść ceny.

Jednak ludzie z z problemem alkoholowym nie przestaną pić, gdy ceny zostaną podniesione. Prędzej ograniczą inne swoje wydatki lub zejdą na drogę przestępstwa żeby sfinansować swoje uzależnienie. Dlaczego? Dlatego, że tak właśnie działa uzależnienie.

Podniesienie cen alkoholu spowoduje tylko zmniejszenie spożycia wśród pijących towarzysko, co wpłynie na dochody w interesach i, koniec końców, spowoduje zamknięcie wielu pubów i klubów, co oczywiście oznacza utratę pracy przez wiele osób. Rząd musi wiedzieć, że to nie jest rozwiązanie problemu. Jeśli ja, 17-letnia uczennica, potrafię to dostrzec, to wszyscy powinniśmy się martwić, że oni nie umieją.

Ciara Hurley, Leeds

3.

Czy ktoś może mi wytłumaczyć, dlaczego ceny wódy obwinia się za najwyższy w Europie wskaźnik związanych z alkoholem zachorowań w Europie? Ceny są o wiele niższe w miejscach takich jak Francja czy Hiszpania, w których ten problem też jest o wiele niższy.

Keith, London SE5

Inny, może nawet ciekawszy komentarz w dzisiejszym numerze “Metra” dotyczy projektu Davida Camerona (premiera), o nazwie “Big Society”. W skrócie mówiąc, premier UK zwrócił się do młodzieży żeby ta aktywnie pracowała na rzecz społeczeństwa jako wolontariusze, np. żeby młodzi ludzie zrezygnowali w tym celu z wakacji.  Ogłoszono to wszem i wobec, wykorzystując np. social media jak Facebook. Sam pomysł i całą odezwa Camerona, kojarzy mi się z komunistycznymi “czynami społecznymi”. Utopia i PR.

Oto co napisał dziś jeden z czytelników:

Uprzywilejowany Premier nie powinien się odzywać

Wspierając akcję “Big Society” Camerona, Mark Kitson stwierdził, że “nie ma nic za darmo” (Metro, środa). Serio? Więc jak Pan Kitson by wytłumaczył, że kraj jest rządzony przez ludzi, którzy urodzili się ze srebrną łyżeczką w ustach? (wyrażenie barwnie określające bogaczy – przyp. adamwlondynie.cba.pl)

Pan Cameron, George Osborne i ich koledzy są w istocie z urodzenia milionerami, nie musieli kiwnąć palcem by się nimi stać. Jeśli to nie jest dostawaniem czegoś za nic, to nie wiem czym to jest.

No więc, czy mam słuchać co mówią tacy ludzie? Nie sądzę, tak jak nie powinni ich słuchać wszyscy inni przedstawiciele klasy pracującej (która, wbrew temu w co sami wierzą, obejmuje obecnie także klasę średnią).

Nasi przywódcy mówią zwykłym ludziom, takim jak ja, że powinienem robić coś za darmo, bezinteresownie. Ale jeśli ja zobaczę kogoś w potrzebie, np. sąsiada albo kogoś całkiem obcego, to pomogę bo to jest moralnie właściwa rzecz, a nie dlatego, że jacyś polityczni palanci mówią mi, że powinienem. Więc przestańce nam mówić, co mamy robić, wy idioci.

Peter Rickman, West Sussex

Ładnie pan Peter powiedział, nieprawdaż? :)

Myślę, że ta wypowiedź może być komentarzem do politycznego bełkotu pod dowolną szerokością geograficzną.

Niebawem kolejne tłuamczenia z darmowyc gazet, a dziś wieczorem dodam na bloga relację z minionego weekendu, kiedy to uczyłem (i nauczyłem) się robić SUSHI :D

  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
 

Leave a Reply