Uciekajcie, póki jeszcze możecie

mar
28

Dzisiejsza publikacja w “Pulsie Biznesu” dotyczy chęci wyjazdu za granicę młodych Polaków. “Grozi nam masowy odpływ młodych, wykształconych pracowników” — ostrzega firma doradcza Deloitte.

“Lost generation” to fakt. Szkoda, że dopiero teraz zauważono, że mleko już dawno się rozlało.

Politycy w Polsce od lat zajmują się głównie sobą. Niezależnie od przynależności partyjnej. Czasem partia prawicowa staje się ludową lub lewicową i na odwrót, liberalna konserwatywną itd., w konfiguracjach zależnych od potrzeby chwili.  Trwa telewizyjna bitwa na przezwiska, wyzwiska, mniejsze i większe głupoty, symbole, profanacje symboli, przywiązanie do tradycji, wartości rodzinne i chrześcijańskie, aborcję, becikowe i Smoleńsk. Czasem chciałoby się tych ludzi po prostu, po męsku trzasnąć po twarzy i krzyknąć, żeby się w końcu obudzili i zauważyli prawdziwe problemy i wyzwania społeczne. A obok godła Polski, na ścianie Sejmu powinien zawisnąć zamiast krzyża napis “Gospodarka, głupcze!”.

Nie jest żadną tajemnicą, że system emerytalny w Polsce się zawali. Nikt już nawet nie mówi, że MOŻE się tak stanie, każdy tylko zadaje pytanie JAK SZYBKO? Balcerowicz wiesza zegar z pędzącymi cyframi zadłużenia Polski, Tusk chwali się niewidzialnymi drogami, Episkopat żąda więcej milionów za “utracone mienie”, a Polacy tropią cukier w sklepach jak francuskie świnie trufle. Kraj absurdów i głupoty “elit”! Dodatkowo, słowo “etyka” w tym kontekście może wzbudzać jedynie pusty śmiech…

Słynna w internecie była kiedyś następująca relacja z socjalistycznej Polski, pochodząca z francuskiego pisma “Rohtas”:

Oto znajdujemy się w świecie absurdu. Kraj, w którym co piąty mieszkaniec stracił życie w czasie drugiej wojny światowej, którego 1/5 narodu żyje poza granicami kraju, a w którym co 3 mieszkaniec ma 20 lat. Kraj brutalnie oderwany od wiekowych tradycji, który odbudował swoją stolicę wg. obrazów Canaletta, a stare miasto odtworzył jako nowe. Kraj, który ma dwa razy więcej studentów niż Francja, a inżynier zarabia tu mniej niz przeciętny robotnik. Kraj, gdzie człowiek wydaje dwa razy więcej niż zarabia, gdzie przeciętna pensja nie przekracza ceny dwóch par butów, gdzie jednocześnie nie ma biedy. Kraj, w którym cena samochodu równa się trzyletnim zarobkom, a mimo to trudno znaleźć miejsce na parkingu.
Kraj socjalistyczny, w którym święta kościelne są dniami wolnymi od pracy, gdzie otrzymanie paszportu stanowi problem, a mimo to 200 tys obywateli rocznie wyjeżdża na wczasy za granicę. Jedyny kraj bloku socjalistycznego, w którym obywatelowi wolno posiadać dolary, choć nie wolno mu ich kupić ani sprzedać. Cudzoziemiec musi zrezygnować tu z jakiejkolwiek logiki, jeśli nie chce stracić gruntu pod nogami. Dziwny kraj, w którym z kelnerem można porozmawiać po angielsku, z kucharzem po francusku, a z ministrem tylko za pośrednictwem tłumacza.

Polacy ! Jak wy to robicie ?!

Czy poza ustrojem politycznym, wiele się zmieniło? Czy Polska ma dziś cokolwiek do zaoferowania ludziom, którzy nie godzą się na wyzysk, cwaniactwo, kombinowanie i życie w absurdzie?

Polska produkuje armię młodych frustratów – w tym jesteśmy najlepsi.  Tylko nie bardzo wiadomo, jak długo ten grajdoł wytrzyma, kiedy nie będzie komu płacić podatków na starzejące się społeczeństwo. Z pustego Salomon… i tak dalej…

Poniżej scenariusz zawodowego życia, który może dla niektórych osób będzie szokiem / zaskoczeniem. Czerpałem z doświadczeń własnych i z historii zasłyszanych od innych ludzi. Przed rozpoczęciem polecam obejrzenie tego teledysku:

Od siódmego roku życia uczysz się przez 17 lat, czasem dłużej. Kończysz liceum, studia, w trakcie których udzielasz się w wolontariacie, może w jakimś stowarzyszeniu, realizujesz pierwsze zlecenie, za które dostajesz pieniądze. Wszystko to “po drodze” dlatego, że od dziecka mówiono ci “popatrz na tego pana, który zamiata ulicę – jeśli nie będziesz się uczyć to też tak będziesz pracował w przyszłości”. Wiesz też, że konkurencja nie śpi i jeśli nie będziesz “naj” to ktoś zajmie twoje wymarzone miejsce pracy. Dlatego wyrabiasz różne certyfikaty i zaświadczenia, uczysz się języka obcego na płatnym kursie, jeździsz na szkolenia itd. Pewnego dnia bronisz pracę magisterską i z dyplomem w ręce wychodzisz na świat. Masz dużo pomysłów, energii, wiary w to, że firmy będą się biły o ciebie i twoje, niemałe przecież umiejętności i doświadczenie zdobyte podczas lat nauki. Przecież jesteś najlepszy, po to te wszystkie lata starań, prawda?

I ściana.

Zauważasz, że telefon jakoś nie dzwoni, a z wysłanych 200 CV otrzymujesz kilka odpowiedzi głównie dziękujących za zgłoszenie, ale niestety twoja kandydatura ble ble ble… Cóż, przynajmniej czujesz się jak człowiek, bo ktoś w ogóle raczył ci odpowiedzieć.

Obdzwaniasz znajomych, rodzinę, sąsiadów – może ktoś kogoś zna, wie gdzie jest praca? Na tym etapie zaznaczasz jeszcze, że interesuje cię praca zgodna z wykształceniem, umiejętnościami. Wszyscy obiecują pomóc, niektórzy rzeczywiście poświęcają własny czas, żeby choć spróbować ci coś znaleźć. Jeśli jesteś szczęściarzem (albo masz tzw. “znajomości”) to dostajesz pracę, żenisz się / wychodzisz za mąż, kupujesz mieszkanie – oczywiście na kredyt, którego pewnie nie spłacisz do końca swych dni. Żyjesz polskim szarym życiem w “ciasnym, ale własnym” M, w telewizorze obserwując wielki świat, który biegnie swoim tempem. Rodzi się dziecko i przestajesz mieć czas na cokolwiek innego. Osiągasz “polską nirvanę”, czyli tzw. “małą stabilizację”.

Jeśli jednak nie masz tyle “szczęścia” to..

… nadchodzi moment, w którym poznajesz Urząd Pracy. Rejestrujesz się, żeby mieć jakiekolwiek ubezpieczenie i żeby za byle grypę nie płacić w przychodni z własnej kieszeni. W ciasnym, dusznym korytarzu stoisz co miesiąc żeby podpisać listę. Kolejka jest długa, widzisz w niej takich samych ludzi jak ty, albo zwykłych głąbów, którzy (sądząc po wyglądzie i zachowaniu) nigdy uczciwą pracą się nie zhańbili. Oczywiście nie dostajesz żadnego zasiłku dla bezrobotnych, więc nie dość, że mieszkasz u rodziców to jeszcze “pożyczasz” kasę od mamy, żeby wyskoczyć ze znajomymi na piątkowe piwko.

Urząd pracy nie jest od znajdowania komuś pracy, jakiekolwiek złudzenia w tej kwestii szybko się rozwiewają. Na tablicy znajdujesz wywieszone ogłoszenia dla spawaczy, murarzy, kierowców wózków widłowych itp. Nic w biurze…  N  I  C. Po jakimś czasie dowiadujesz się, że córka lokalnego polityka, młodsza od ciebie siksa bez pojęcia o czymkolwiek zostaje kierownikiem jednego z wydziałów Urzędu Pracy. Zdobywasz frustrującą wiedzę: Urząd Pracy najskuteczniej znajduje pracę ludziom we własnych strukturach, “plecakom” z polecenia oczywiście.

Znajomy rodziców wspomina, że w jego firmie może będą potrzebowali kogoś na staż. Idziesz więc na kawę do Pani Basi – kierowniczki w firmie znajomych twoich rodziców. Podczas miłej rozmowy dowiadujesz się, ża na staż w tym biurze można się dostać wyłącznie po znajomości, ale o opcji zatrudnienia w przyszłosci należy zapomnieć. Idziesz więc z wypełnionymi papierami do Urzędu Pracy, zadowolony że choć jakiś grosz wpadnie przez kilka miesięcy.

Niestety w urzędzie okazuje się, że “pieniądze na staże się skończyły” i żeby spróbować za rok. Pomoc nadchodzi z najmniej spodziewanej strony, bo okazuje się, że córka pani z urzędu pracy chodzi na studia razem z dziewczyną twojego kolegi. Nawiązujesz błyskawiczną znajomość wspartą pudełkiem dobrych czekoladek i kawą, i pieniądze jednak się znajdują. ZOSTAJESZ STAŻYSTĄ!

Na stażu spędzasz pół roku, może rok. Przychodzisz codziennie do biura, w którym nie robisz absolutnie nic.  Najbardziej odpowiedzialne zadanie jakie otrzymujesz to posortowanie dokumentów lub pójście do sklepu żeby Pani Basi przynieść paczkę herbaty i ciastka. Śmiejesz się gorzko w myślach na wspomnienie tych bzdetów o “kreatywności, przebojowości itd.”, które słyszałeś przez lata edukacji. Jedyny plus ze stażu to wolny czas, kiedy o godz. 15 kłapniesz drzwiami i idziesz do domu.

Staż kończy się, a ty dalej jesteś z niczym. Dalej wysyłasz tony CV, na które nie otrzymujesz odpowiedzi. Zaczynasz odświeżać znajomości z ludźmi, którzy zamiast się uczyć, wybrali emigrację. Na wyspach ustawili się, mają sporo siana, którym szpanują podczas rzadkich wypadów do Polski. To oni mieli rację, nie ty. Ty straciłeś 5 lat, oni w tym czasie dorobili się pieniędzy, założyli rodziny, są bezpieczni i szczęśliwi, i choć pracują ciężko, to za godne pieniądze.

Trzeba było pojechać na zmywak zamiast kuć po nocach przed egzaminami.

Gdy już wiesz pod jaki londyński adres masz przyjechać, szok – dostajesz zaproszenie na rozmowę o pracę – casting w wielkiej korporacji.

Przez rekrutację przechodzisz jak burza, pokonujesz 100 rywali na ten jeden jedyny stołek. ZOSTAJESZ PRACOWNIKIEM!

Pracujesz w swoim zawodzie, sporo podróżujesz, realizujesz własne pomysły -  zaczynasz czuć, że wszystko zaczyna iść właściwym torem. Nie przeszkadza ci nawet, że

a) twój przełożony jest tak ekstremalnym prostakiem, że zastanawiasz się, gdzie takich produkują, a jego jedyna umiejętność to spychanie własnej pracy na podwładnych i spijanie śmietanki,

b) zarabiasz na początku mniej niż panna, od której co jakiś czas kupujesz kebaby w budzie obok biura,

c) choć przewalasz się przez bankiety na salonach to tak na serio nie masz życia – wstajesz rano, wracasz często do domu po 20, czasem zostajesz w biurze do północy,

d) spośród większości świetnych ludzi, których poznajesz, znajdują się świnie klasy pierwszej, gotowe wbić ci z uśmiechem nóż w plecy, o czym dowiadujesz się zwykle za późno.

Pracujesz na 120%, korporacja to docenia. Zaczynasz zarabiać więcej, dostajesz nagrody, zaczyna się wielki stres.

Niektórzy zaczynają pić albo ćpać, inni łapią nadciśnienie i problemy z sercem. Niemal każdy zostaje “człowieko – wrakiem”, jak śpiewa Grabaż na ostatniej płycie grupy “Strachy na Lachy” (teledysk z tej płyty na początku tekstu).

Po kilku latach uczestnictwa w korporacyjnym wyścigu szczurów stwierdzasz, że to wszystko nie ma sensu, że ta forsa której masz więcej, jest gówno warta. Że płacisz za te złotówki zbyt wysoką cenę, że przed trzydziestką JESTEŚ WYPALONY. Znajomi mówią, że masz świetną pracę, zazdroszczą, poklepują po plecach, ale tylko ty wiesz jaki jest następny krok. Zwalniasz się lub zostajesz zwolniony.

Starasz się znaleźć nową pracę, może spokojniejszą, za mniejsze pieniądze. Okazuje się jednak, że wróciłeś do punktu wyjścia. Zupełnie nie ma znaczenia, co zrobiłeś i ile masz doświadczenia.  Dowiadujesz się, że trzeba było lizać tyłek kilku osobom przez te parę lat, załatwić kilka korzystnych spraw (kosztem firmy w której pracowałeś) żaby po odejściu dostać ciepłą posadkę w jakimś urzędzie, czy konkurencyjnej firmie.

Pewnego dnia zapraszają cię na rozmowę o pracę (po znajomości załatwioną oczywiście) w firmie pokrewnej do tej poprzedniej. Wymagania to dwa języki, komputer biegle, projektowanie graficzne (Corel, Photoshop). Na start dostajesz propozycję: 1300 brutto i czujesz się, jakby ktoś dał ci w mordę.

Wracasz na garnuszek rodziców i budzisz się, któregoś poranka z poczuciem, że masz dość

pakujesz się i wyjeżdżasz do innego kraju

i choć często za granicą pracujesz jak śmieć za podstawowową stawkę, to i tak stać cię na dom, jedzenie, wypad weekendowy ze znajomymi, kino i pizzę, i jeszcze coś odkładasz.

Nie tęsknię za Polską, bo życie i pracowanie w niej przypomina surfing w smole. Z bandą debili z pierwszego akapitu tego posta.


  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
 

99 Responses to “Uciekajcie, póki jeszcze możecie”

  1. sunny mówi:

    Jakże to prawdziwe… i przerażające!

  2. ravfi mówi:

    nic się nie zmieni! przygotowuje się do wyjazdu na Amerykę południową. Praca będzie ciężka ale tam jest inne życie… wolniejsze…

  3. Marcin mówi:

    100% poparcie dla autora tekstu. Jestem na studiach informatycznych, na w miarę renomowanej uczelni, pracuję dodatkowo na 3/4 etatu. I co ? I gówno. Po 5 latach awansów, licząc, że awansować będę co pół roku o 10% pensji, będzie mnie co najwyżej stać na wzięcie kredytu mieszkaniowego na 30 lat (oczywiście pracując na etat, albo nawet z nadgodzinami).
    A wydawać by się mogło, że osoba która żyje swoją pasją, ma/będzie mieć ukończone w tym kierunku studia, certyfikaty i zna wystarczająco język, powinna mieć .. łatwiej ?

    Mam w nosie słodkie pierdolenie @Oczywiscie_Anonim oraz podobnych użytkowników. Młodzi ludzie w tym cholernym kraju nie mają perspektyw, jeśli nie mają bogatych rodziców którzy załatwią im wysoko zarobkową pracę, bądź po prostu wielkiego szczęścia.

    I tak uważam się za szczęśliwca, ponieważ w tej chwili mogę już pracować w świetnej firmie. Ale mieszkania, nie wspominając już o budowie domu, taką pracą nie spieniężę. Dlatego mam plan jak większość moich znajomych – ukończyć studia, i spieprzać z tej nory.

    PS. Tak, jestem frustratem, sfrustrowanym wiedzą na temat tego co dzieje się w kraju, jak opasłe świnie okradają nas z każdych złotówek i za swoje słodkie pierdzenie dostają po 10k miesięcznie. Przodkowie którzy wywalczyli naszą wolność, muszą się w grobach przewracać i żałować, że stało się, jak się stało.

  4. Amas mówi:

    Hej, ja się przygotowuję na wyjazd do Holandii :) Raz już byłem, tymczasowo, teraz zamierzam jechać na stałe, bo tutaj niestety jest… tak jak piszesz…

  5. admin mówi:

    Pozwoliłem sobie odpowiedzieć na Wasze komentarze w osobnym poście: http://adamwlondynie.cba.pl/?p=283#more-283

  6. Przemek mówi:

    @Marcin “PS. Tak, jestem frustratem, sfrustrowanym wiedzą na temat tego co dzieje się w kraju, jak opasłe świnie okradają nas z każdych złotówek i za swoje słodkie pierdzenie dostają po 10k miesięcznie. Przodkowie którzy wywalczyli naszą wolność, muszą się w grobach przewracać i żałować, że stało się, jak się stało.”

    pękam ze śmiechu ale nie wiem czy nie powinienem zapłakać – jak się stało znaczy?! że mamy kapitalizm i jesteśmy tygrysem środkowej europy czy może nad tym, że pracując w świetnej firmie już na studiach i uważając się za szczęśliwca chcesz skorzystać z tej wywalczonej wolności, splunąć tym przodkom w twarz i uciec z Ojczyzny?

    po nocach marzysz by być opasłą świnią i zarabiać swoje 10k. bo ile ty przepraszam chcesz zarabiać żeby się pobudować w kilka lat po studiach nie biorąc kredo na 30 lat ?!

    trochę pokory ludzie

  7. Romek Atomek mówi:

    Nic dziwnego jak co drugi studenciak jest na popularnej “ekonomii” i po skończeniu szkoły mało co potrafi, jeśli potrafi coś w ogóle.

    Nie mówię, że nie zgadzam się z autorem, w kraju jest syf, to wiadomo.

    Ale wybierajcie jakieś konkretne kierunki, zawody, a nie marzycie o “pracy za biurkiem”.
    Olejcie szkoły ogólnokształcące (jeśli jeszcze takie istnieją) i inne kształcące w niczym.

    Jeśli nie idzie wam tworzenie stron WWW, to NIE idźcie na studia w tym kierunku, etc.

    Ogólnej recepty nikt wam nie sprzeda, musicie sami podejmować przemyślane decyzje na temat własnej przyszłości.

  8. Damyan mówi:

    Mam 21 lat, zacząłem uczestniczyć w wyścigu szczurów już od pierwszych lat studiów na jednej z najlepszych (wg pracodawców najlepszej) uczelni, wydziale, kierunku w jednym z najwiekszych miast w kraju. Mimo szlifowania umiejętności od 14stego roku życia, talentu, pasji i zaradności (od 17nastego roku życia napierdalałem projekty zdalnie w wielu krajach zarabiając w 2 tygodnei tyle co moja matka w miesiąc), nie udało mi się znieść skórwysyństwa, nieustannego wyścigu, odwrócenia się przyjaciół kórych znam od 6lat (na tej samej uczelni), cwaniactwa ludzi i miasta na uczleni i w mieście i przerwałem studia nabawiając się choroby psychicznej. Jestem w dołku i bez perspektyw będąc ambitnym dążąc do celu utraciłem 100% ambicji i zaradności-ja JUŻ się wypaliłem zderzając się z tak duża ilością skórwysynów na 1metr kwadratowy. Wszystko przez tzw. CIENKĄ SKÓRKĘ, NIEbycie chujem dla innych kiedy to było mozliwe dla swojego zysku, nie liżąc odbytu innym, nie będąc egoistą, biorąc górę moralności i etyce nad kombinatorstwem i skórwysyństwem. Każdy mnei teraz nazwie cipą, nieudacznikiem… cieszcie się że macie od zawsze ten mały 1% pierwiastek skórwysyna, bez niego nie da się w życiu zrobić nic.

  9. ala mówi:

    Chociaż jestem już w “słusznym” wieku i przeżyłam w Polsce całe życie ze zgozą i gęsią skórką przeczytałam cały tekst. Niestety jest w nim chyba z 90% prawdy. Ile trzeba żyć, aby znaleźć odpowiedź na ptanie – dlaczego tak jest? Pozdrawiam autora

  10. zzz mówi:

    zbieram na bombe atomową, pomożecie? na sejm !

  11. Marcin mówi:

    @Przemek: Jeśli dla Ciebie, po kilkunastach latach nauki, nie możność zapracowania na potrzebne dobra, takie jak dom, samochód, i zapewnienie bytu rodzinie, w ciągu kilku lat jest normą, i bierzesz za mus wzięcie kilku kredytów, to brawo, właśnie takich ludzi lubią nasi politycy.

    A po nocach, to ja śpie, żeby, w przeciwieństwie do polityków, móc zapracować na swoje wynagrodzenie.

  12. mieszkaniecWroclawia mówi:

    mam 35 lat i 10 lat temu wyjechalem z polski do usa. jestem tu nielegalnie, ale mam prace przy komputerze w duzej firmie. trafilem tu z ogloszenia i przeszedlem przeszkolenie zeby robic to co robie. zarabiam 750$ na tydzien – pracuje 5 dni w tyg po 9 godzin. juz 2 razy bedac tutaj mialem na koncie 20 tys dol i 2 razy sie splukalem. mam spokojne zycie, zarabiam, odkladam, jezdze gdzie chce ( w usa oczywiscie), wydaje na co chce. Nie mam jakis specjalnych talentow , slaby jestem w “robieniu interesow”. Jestem za to solidny i rzetelnie wykonuje swoja prace. To co mi nie daje spokoju to mysl, ze moglbym osiagnac tutaj jeszcze wiecej gdybym byl bardziej obrotny. Moze jakis awans moze jakis biznes – wielu moich znajomych probuje i to probuje z powodzeniem. A w Polsce? W polsce nie bylo miejsca ( i chyba nadal nie ma ) na solidnosc i sumiennosc. Nie ma miejsca (i pracy) dla specjalistow, ludzi przedsiebiorczych, mlodych. Nie zaluje swojej decyzji – powioem wiecej – ciesze sie ze ja podjalem , choc nie potrafie sie odciac od kraju, znajomych , rodziny. Jestem polakiem i przykro mi patrzec na to co sie nadal w Polsce dzieje. Ze nie ma warunkow, zeby wrocic i spokojnie zyc. Pozdro

  13. Happy mówi:

    Jest dokladnie jak mowisz. Niestety w polsce trzeby byc niezlym wymiataczem w swojej branzy lub zmysl przedsiebiorczy aby zarabiac sensowna kase. Mi sie akurat udalo. Skonczylem studia poszedlem do korpo i mam jak paczek w masle 8h pelen luz i fajni ludzie. Mimo to wiem ze na zachodzie za moja robote moge spokojnie zarobic 4 razy tyle czyli naprawde duuuzo i robic kilku miesieczne przerwy na sensowniejsze rzeczy niz zarabianie pieniedzy. Niestety ludzie mysla ze jak juz beda mieli x k na reke to beda szczesliwi. Noi oczywiscie dom samochod, zona/maz i koniecznie dziecko. Wymiencie mi prosze ile znacie takich ludzi ktorzy sa dzieki temu szczesliwi? Akurat obracam sie w towarzystwie niebiednym. “Ludzi sukcesu” i zawsze ich pytam czy sa szczesliwi. Odrazu zaczynaja narzekac ze jednak fura za 120k to g… ze to ze tamto.. i ogolne to do dupy i dol. Siedza przed TV albo jezdza na wycieczki bo mysla ze tam nie ich wlasny umysl nie znajdzie:) Niestety taka pogon za kroliczkiem nie ma konca. Nawet z milionem na koncie … you can’t get no satisfaction. Narzekacie bo myslicie ze to nie prawda. Bo jak ja bede mial to wtedy… Sami sprawdzcie. Moze zajmie wam to cale zycie aby to odkryc. Oby nie. Goethe tyle poswiecil a wystarczylo sie zastanowic, zadac pare madrych pytan i znalezc dla siebie odpowiedz -wtf robie na tej planecie? Powodzenia!

  14. Załamany mówi:

    Świetny tekst.. można tylko jeszcze dopełnić go absurdami związanymi z założeniem własnej firmy. Kiedy kończysz studia i próbujesz założyc biznes, okazuje się, że masz 25 lat i musisz plaćić 800 zł ZUSu i wziąć kredyt albo starać się o dotacje z UE, na którą czeka się pół roku, a i tak okazuje się że jej nie dostajesz bo już na początku konkursu wiadomo kto z imienia i nazwiska ją dostanie. Jak już coś zarboisz, to musisz podzielić się z państwem i ZUSem.

  15. admin mówi:

    @ Zalamany: Rzeczywiście, wiele osób mających własne firmy strasznie narzeka. Sam próbowałem przed wyjazdem do UK znaleźć pieniądze na swój biznes, ale dałem sobie spokój, gdy zobaczyłem jak marne są możliwości. Jeśli kiedyś wrócę do PL to z firmą założoną w UK (gdzie firmę zakładasz w 5 minut przez telefon). Najpierw trzeba coś kasy odłożyć :)

  16. KAmil mówi:

    Ziom masz 100 proc racji ja czekam jeszcze w czerwcu ma miec mgr przed tytułem jezeli od dnia dzisiejszego przez najbliższe 12 mcy nic się nie zmieni to tez robie stad out bo jak to się mówi nie ma sensu egzystowac! ile mozna

  17. Łukasz mówi:

    Niesamowite! Czuję się jakbym czytał swój pamiętnik!

  18. Marta mówi:

    Zszokował mnie twój tekst, ale z drugiej strony chyba otworzył też oczy. Mam 24 lata, za chwile bronie mgr z słynnej pedagogiki, idąc na studia myślałam (co zresztą od dziecka mi wpajano), że wykształcenie to podstawa, a teraz w grupie śmiejemy się, że będziemy wykwalifikowanymi bezrobotnymi… Przeraża mnie rzeczywistość, nie wstydzę się do tego przyznać, przeraża mnie przyszłość, przeraża mnie to, że będąc kobietą i zaliczając wpadkę będę musiała iść do byle jakiej roboty za 1000zł, żeby za coś utrzymać dziecko, mieszkać zapewne do końca życia z rodzicami, być sfrustrowaną i zrzędliwą starą babą niemającą czasu i pieniędzy żeby o sobie zadbać. Jeszcze kilka lat temu obiecywałam sobie, że nie będę jak inni, nie wjadę, bo przecież wyjeżdżają nieudacznicy, słabi ludzie, zachłanni… A ja ambitna dużo się uczyłam, mam dobre wyniki na studiach, dodatkowe koła naukowe, wolontariat, publikacje naukowe, wystąpienia na konferencjach, w końcu drugi kierunek…, W wakacje byłam 3 miesiące w Holandii, pierwszy raz w życiu w pracy za granicą, co prawda za marną kasę przez firmę pośredniczącą, praca w chłodni w 3 stopniowym mrozie przy przebieraniu zgniłych owoców. Ale moje myślenie zmieniło się o 180 stopni! Szczerze? nie chciałam wracać, gdyby nie ostatni rok studiów nie wiem czy bym wróciła. Mieszkałam w kiepskich warunkach, z obcymi ludźmi (którzy z czasem stali się moją drugą rodziną), pracowałam nawet do 14 godzin na dobę, ale byłam szczęśliwa. Jadąc do sklepu nie patrzyłam na ceny, za dniówkę mogłam nakupić jedzenia na cały tydzień (włączam w to słodycze, alkohol, środki higieniczne)… I aż zachciewało mi się pracować kiedy myślałam o tym, że żeby w PL dorobić jako studentka pracowałam 3 weekendy w Tesco na kasie, za 300zł, a w Holandii to była moja dniówka… Planuję skończyć studia i też na poważnie myślę o wyjeździe, łatwo nie będzie, ale warto spróbować, bo zawsze zdążę wrócić i ustawić się w kolejce w polskim Urzędzie Pracy…

  19. minimargot mówi:

    Wszystko to święte słowa są – wszystko to osobiście przeżyłam a nawet lepiej, bo po 7 latach w korporacji wyjechałam na 3 lata do Irlandii i chociaż było mi finansowo bardzo dobrze, dałam naszej kochanej Polsce jeszcze jedną szansę, wróciłam z trójką dzieci do kraju. Pracy nie znalazłam, otworzyłam sklep, na który poszła cała kasa z Irlandii, a ia tak byłam w Polsce jak kloszar. Teraz jestem w Walii, szukam pracy, dzieci czekają w Polsce aż się tu ustawię. Zaczynam wszystko od nowa a mam już 34 lata, dobre studia i wiele lat doświadczenia zawodowego. Czy to nie jest chore?

  20. Surfing w smole, czyli szukanie pracy po polsku…

    „Od siódmego roku życia uczysz się przez 17 lat, czasem dłużej. Kończysz liceum, studia, w trakcie których udzielasz się w wolontariacie, może w jakimś stowarzyszeniu, realizujesz pierwsze zlecenie, za które dostajesz pieniądze. Wszyst[...]…

  21. Michał mówi:

    Ok, być może i w poście jest sporo prawdy, być może takie rzeczy dzieją się w Polsce, ale przeraża mnie jego wydźwięk. Sami poczytajcie komentarze, zobaczcie ile w nich pesymizmu! I dziwić się, że inne kraje uznają nas za naród, który wiecznie ma nos na kwintę.

    Po 1, nikt nie każe wam pracować w Polsce, jeżeli uważacie, że lepiej pracować na zmywaku w UK – proszę bardzo, nikt wam nie broni. Ciekawi mnie fakt, że jakoś nikt z osób z mojego otoczenia, nie ma problemów z pracą. Dziwne? Czy może fakt, że otaczam się osobami ambitnymi, które nie przesiedziały na dupie studiów, tylko wręcz przeciwnie dawały z siebie 120%? Same studia NIC NIE DADZĄ. Tyle mogę wam zagwarantować. W dzisiejszych czasach konkurencja jest ogromna i musisz dawać z siebie 120% jak nie 150%. Znajomości.. A kto powiedział, że one się nie liczą? Owszem, liczą, ale nikt Ci nie zabrania poznawać nowych ludzi. Kto wie, może w przyszłości pomogą Ci dostać lepszą pracę? Może warto się nad tym zastanowić?

    Po 2, dlaczego wkręcacie sobie do głowy tylko i wyłącznie jeden sposób zarabiania – etat? Wszyscy piszą, że nie ma pracy, ale jak ma być praca jak w Polsce jest tak niewielu przedsiębiorców? Kto ma dawać te miejsca pracy? Nikt nie chce podejmować ryzyka i zakładać własnej firmy, lepiej pracować za 1500zł na ciepłej posadce. Nie mówię, że każdy musi być biznesmenem, ale uświadomcie sobie, że tak też można zarabiać pieniądze. Nie mówiąc już o innych sposobach zarabiania np. w internecie. Powiecie, że tego nie uczyli was w szkołach. A kto powiedział, że w szkole nauczą was zarabiania… ?

    Po 3 tak naprawdę sami sobie jesteśmy winni. Wiecie dlaczego? Bo się nie szanujemy. Jesteśmy w stanie pracować nawet za 1000zł miesięcznie, trzymać język za zębami, aby tylko spłacać kolejne raty kredytu hipotecznego. Ludzie z zachodniej Europy myślą troszeczkę inaczej, niejednokrotnie wychodzą na ulicę i walczą o swoje. Tak, jesteśmy narodem zakompleksionym, który można kopać po dupie, a my zamiast pokazać pięści siedzimy cicho i pracujemy ciężej. Przykre, ale prawdziwe.

    Ja kocham swój kraj, nie wyobrażam sobie go opuścić. Na razie nie mam ku temu powodów.

  22. Mat mówi:

    Czemu Polacy nie potrafią się zjednoczyć jak np. Egipcjanie.
    Czemu Polacy potrafią mówić o swoim ciężkim życiu, a jednocześnie nic z tym nie robią.
    Politycy nie są nietykalni. To są ludzie których można ukarać za błędy i wieczne kłamstwa. Nic nie da zmienianie kolejnych rządów, prezydentów. Musimy zmienić swoją mentalność. Tak jak podczas wojny zjednoczyć się i walczyć o swój byt, o swoją godność. To jest właśnie ten moment, ten sam nóż na gardle kiedy w 39 Niemcy z Rosjanami wkroczyli do Polski. Tylko tym razem walczymy z własnym systemem i ludźmi którzy go tworzą (politycy).
    Każdy z nas ma ta wole walki, tylko wystarczy ją rozbudzić.
    Może poprzez ten blog nie powinieneś nakłaniać ludzi do wyjazdu z tego kraju, zmotywować ludzi do powstania przeciwko tym pasożytom.
    Ja z racji swojego wieku nie mam jeszcze takiego przebicia, ale na pewno chce zmienić ten kraj na lepsze, a nie zamartwiać się jak to jest mi źle.

    Powstańcie…

  23. admin mówi:

    @ Mat: Zgadzam się z Tobą jak najbardziej, jeśli chodzi o mentalność. Uważam jednak (co będzie brutalne), że nic się w Polsce nie zmieni, dopóki nie umrze (tak normalnie, biologicznie) ostatni homo sovieticus (pojęcie szerokie, nie oznacza socjalisty, proponuję zgłębić temat w sieci).
    A poza tym wiesz, też tak kiedyś mówiłem, że postaram się zmienić rzeczywistość wokół siebie i się nie poddam. Tyle, że akurat wtedy mówiłem to z perspektywy bezpiecznego gościa, za którego wszystko płacili rodzice, a jedynym zmartwieniem była nauka. Sorry, brutalnie to brzmi i nie chcę zabijać Twojej wiary w świat i ludzi, ale byt jednak “kształtuje świadomość” (cyt. Marks).

  24. Mat mówi:

    Wcale nie muszą umierać. Wystarczy impuls. Moment w którym szala się przechyli. Polacy nie mają motywacji i to mnie najbardziej boli. “Historia jest nauczycielką życia” (cyt. Cyceron). Nie chodzi mi tu o historię którą uczą w szkołach.
    Mam na myśli tą którą słyszeliśmy z opowiadań naszych dziadków i babć. Walce z całego serca, poświęcając się dla ojczyzny. To ona pokazuje nam drogę do wyjścia z tego kolokwialnego bajzlu.
    Jak napisałeś “chciało by się trzasnąć ich po pysku”. Więc na co czekamy?

  25. Anonim mówi:

    jej, jest dokładnie jak napisał autor ;(

  26. Jan mówi:

    Podczas studiów nie należy się uczyć, a pracować tak aby można coś wpisać w CV. Trzeba działać w organizacjach studenckich, trzeba być ambitnym i pracowitym. Talent to tylko 1% całości. Tym sposobem, w czerwcu się bronię, a od ponad pół roku pracuje w korporacji (zacząłem jako student dzienny). Zarabiam nieźle, do tego premie.

    Kiedy moi znajomi na 2 roku imprezowali, ja miałem dwa etaty. Nauczyło mnie to wytrwałości i szacunku do pieniędzy. Ja wierze, że kończąc politologie czy filozofie osiągnie się sukces, ale wszystko zależy od tego czy chcemy.

    Moja rada, nie oglądaj się na innych i słuchaj się starszych :) Jeździj na spotkania, rozmawiaj, czytaj.

  27. Magnes mówi:

    Z tekstem się zgadzam w zdecydowanej większości, no 99%

    Jedna prośba do autora – layout z WIĘKSZYM kontrastem między czcionką a tłem bo mi oczy nie wyrabiają

  28. mietek mówi:

    Oj jaka prawda należe do tych co ucielki pare lat temu i nie żałuję

  29. jan mówi:

    Dzisiaj w radio – proponuja obywatelą i nie tylko studia i stopnie naukowe bez studiowania !
    Wystarczy garsc piniendzy i mamy miliony mgr. doktorow i innych mlodych bogatych z wielkich miast YNTYLEYENTOW

    W BULU i NADZIEJI czekam az to wszystko sie skonczy!

  30. Magda mówi:

    Kto nie chce, szuka powodu, kto chce, szuka sposobu.. i tyle w temacie.
    Jakie to polskie to narzekanie.. Totalnie się nie zgadzam z Twoim tekstem (Adam jestem Twój rocznik i nie uciekłam)

  31. karol mówi:

    typowe polskie narzekanie. pomysł ze kiedys byles najszybszym plemnikiem i ze w ogole teraz zyjesz a to jest tylko pieniadz, rownie dobrze moglbys urodzic sie w takiej Libii i zostac zabity w jakis zamieszkach a nikt by o Tobie nawet nie pamiętał. 1/6 swiata chiny – komuna, 1/6 swiata indie tez syf. rosja – zle. bylem zagranica kasa full ale co z tego. przyjechalem i zalozylem firme. ile mozna siedziec na obcym ladzie. tam zawsze bedziesz obcy, nigdy nie bedziesz akceptowany stuprocentowo. siedze teraz u siebie zarabiam 3 razy mniej ale nie jestem obcy jestem tu zakorzeniony mam rodzine od pokolen. tylko ta polityka jest po to w miare spokoj. nie obchodza mnie oni wiem ze robią wały bo taki kraj ale chociaz niech nie wkurwaija ludz jak kaczor. prawda jest taka ze dla nas liczy sie pieniadz, tyko i wylacznie. mowimy ze w polsce zle ale tak naprawde to w wiekszosci krajow na tym swiecie jest o wiele gorzej, tylko oni nie zarzekaja bo sie ciesza ze mają wlasny kraj i ze zyja. bo dla nas to sa mało. my jestesmy POLAKAMI I MUSIMY MIEC NAJLEPIEJ

  32. Andrzej mówi:

    zaloz firme
    “bez stodiuw tez mozna” ;]
    inkubatory.pl -> do 30 roku zycia placisz 250zl, 18 tys. zl dotacja z ue na 1 firme; tez mozna

    http://path-of-power.com/extreme-tiredness-feeling-tired,1

  33. Dzik mówi:

    proponuję iść i się pociąć. W londynie byłem 5 lat, nie pracowałem jak śmieć, ale różowo też nie jest. Kolejki u lekarzy, lekarze niekompetentni (nie wszyscy rzecz jasna, ale ja i moi znajomi mieli okropnego pecha…). Znajomości też się liczą, tylko że w pracach, o które trzeba walczyć, a nie w kelnerstwie i sprzątaniu. Do tego jest “super” pogoda…, i ta piękna angielska pogoda szarości.
    Jak lubisz coś robić i jesteś w tym dobry, to wszędzie dasz radę.
    TROCHĘ POZYTYWNIEJ POLACY, DO CHOLERY JASNEJ ILE można UŻALAĆ SIĘ NAD WŁASNĄ NIEPORADNOŚCIĄ!

  34. Dziewczyna mówi:

    Jestem 3 lata po studiach, nie mogę narzekac na to co mam i do czego doszłam, jednak zycia nie mam wcale. Razem z mężem zaczęlismy pracowac juz na studiach, zamiast chodzić na imprezki ze znajomymi ciułalismy kazdy grosz, pracując w pełnym wymiarze godzin i studiując dziennie (wyciągając jeszcze stypendia naukowe). Opłacało się?
    Mamy własny dom, z kredytu oczywiscie, ale tylko 15-letniego ;) Mamy 2 auta i w miarę stabilną sytuację finansową, ale obydwoje pracujemy od 7 często do 21, z domu nie korzystamy wcale, nie spędzamy razem wolnego czasu, bo go nie mamy, na wakacje nie wyjeżdżamy, bo nie ma na to czasu, zawsze w trakcie urlopu trzeba do firmy zajrzec, czy wszystko idzie zgodnie z planem. ostatnio, coraz częściej myslimy o zostawieniu tej pogoni szczurów w Polsce i wyjechaniu za granicę. (Mąż pracował jakis czas w innych krajach, gdzie można godnie zyć i godnie zarabiac, bez stresu). Kocham Polskę i bardzo chciałabym tu zostać, jednak musze myślec o sobie i o swojej rodzinie, myslę o dziecku, ale na dziecko nie bedzie nas stać, no może raczej na urlop macierzyński…

  35. R. mówi:

    Sciskam serdecznie dłoń, R.

  36. Ola mówi:

    Zgadzam się z tekstem całkowicie, zaraz po maturze(2 lata temu) wyjechałyśmy z koleżanką do Londynu, miało być tylko na 3 miesiące spawdzić czy sobie poradzimy, czy jesteśmy już takie “dorosłe” i nie mówie że było kolorowo, było strasznie bo wyjechałyśmy z 350 funtami w kieszeni nie miałyśmy tam nikogo, nikt nas nie odbierał itp. Przeceniłyśmy się też z językiem, matura na 85% a przy kupowaniu biletu żeby dojechać z lotniska do Victoria station wyszedł problem, bo mówią zupełnie inaczej niż nas uczyli w szkołach. W trzecim dniu obie dostałyśmy prace, kelnerki oczywiście po miesiącu znikły wszystkie problemy. I zaczeło się życie o jakim zawsze marzyłam żeby mieć, pensja kelnerki to 300-350 funtów/tyg. My za tą pensje zapłaciłyśmy na współe pokój czyli każda 25 funtów za tydzień plus travelka tygodniowa 25funtów, jadłyśmy w restauracji więc traciłyśmy na tydzień ok. 10 funtów na jedzenie i to już gotowe na mieście, reszta dla nas. Codziennie nowe ciuchy buty i inne pierdoły, bo skoro za bluzke musisz pracować godzine, na spodnie z np. z zary 6 h a w Polsce 2,5 dnia to jest różnica. Ja myśle że tu nie chodzi o to że wszyscy chcą tak bardzo niewiadomo jakich pieniędzy. Mi chodzi o to że tam masz komfort psychiczny, że opłacisz mieszkanie i bilet a jeszcze tyle Ci zostaje że jesz na mieście(przez dwa lata nic nie ugotowałam) to masz i na swoje zachcianki, przyjemności to można jeszcze do Polski wysłać lub odkładać. Ja to porównuje na zasadzie ile na coś tu musisz pracować a ile tam. Ok, ciuchów nie licze bo to jeszt szok totalny, wakacje: tydzień w Turcji najmniej 3/4 * hotel 300 funtów =tydzień pracy, starczy jeszcze na dojazdy do pracy i czynsz, w Polsce 1500 za (pensje kelnerki) ile na to pracujesz. UK samochód, załóżmy mitsubishi coupe 750 funtów ze skóra w środku=2 tyg pracy, Polska 13 tys. jak długo pracujesz. To też nie jest prawda że nie czujesz się jak u siebie, to chyba zależy od osoby(ja nie miałam z tym problemów, a jednak nie wiesz gdzie jest Twoje miejsce, bo znajomych ze szkoły i rodzinnego miasta nie ma, rodzice nie chcą próbować układać tam życia i jesteś rozbity.Nie potrafiłam się zmusić wrócić do Polski, próbowałam ale zawsze wracałam.Udało mi sie 4 miesiące temu żeby zrobić studia, tam bym nie dała rady bo dojazdy ok 2 h w tą i spowrotem plus od 10- 14 h dziennie. Nie ma łatwo, nikt pieniędzy za darmo do ręki nie włoży ale tam to jest praca, przełożeni Cie traktują jak kumpele, klienci mili uśmiechnięci życzliwi, nie ma chamstwa, dwulicowości, obgadywania za plecami. A jak Ci nie pasuje, to się zwalniasz bo prace znajdziesz najdalej za tydzień(ok faceci mają ciężej, szczególnie poza sezonem)

    W POlsce jestem już 4 miesiące, prace znalazłam 2 tyg temu, ciężko był pierwszy miesiąc, ludzie są zupełnie inni i choć ciesze się że moge się znów spotkać z przyjaciółmi, posiedzieć z rodziną nie chce dal siebie takiego życia jak moi rodzice czy reszta Polaków. Nie pochodze z biednej rodziny, zawsze było nas stać na więcej niż innych, ale przepracowali oni tyle lat by nic nie mieć, zainwestowali w duże mieszkanie na własność by miesięcznie płacić 1400 rachnków, trzeba odkładać żeby gdzieś wyjechać, z czegoś rezygnować. A co nas czeka?? Mam 21 lat i wiem że nawet jeśli przepracuje większość życia, nie dostane emerytury.Kto mi wtedy da na chleb, lekarstwa itp. Dlatego wiem że zrobie studia i za 5 lat wracam. Mam już po 1.5 roku znajomych którzy mi znów tam na miejscu pomągą zacząć wszystko od nowa. Mi i mojemu rodzeństwu:)) Może nazwiecie mnie zdrajcą, kimś tam jeszcze ale to że jestem na tej ziemi mi niestety nie wystarczy na starość, nic nie zapewni moim dzieciom które przyjdą po drodze. I nie chodzi mi o fortune, chodzi mi tylko o życie w komforcie psychicznym że pracuje, coś z tego mam i nie musze się martwić o mój i moich najbliższych byt.
    Tak na marginesie, koleżanka z pierwszej pracy w Londynie ma 51 lat, nie jest zgorzchniałą starą społeczniarą, tylko babką na takim luzie, że szok, ubiera się z klasą ale jak 25 latka, jest tam od ponad 20 lat, wychowała 2 dzieci sama, zapewniła im wykształcenie, nadal jest kelnerką a ma dom w 2 strefie jak z bajki, co 3 miesiące jeżdzi po tajlandiach i innych zakątkach świata. Pracuje w tej samej restauracji od 15 lat, teraz za 400 funtów tyg. Można?? ! Czy samotna kobieta w Polsce da rady. Niesądze!

    Do autora, zgadzam się z Tobą w 100% może nie jestem wykształcona, nie ukończyłam tysiecy kursów itp. ale wiemy jak jest, nie chce liczyć na farta czy uda mi się po studiach coś tu osiągnąć czy nie, tam nawet jako zwykła kelnerka do emerytury, wole pracować i cieszyć się życiem po pracy niż tu odmawiać dziecku zachcianek i pracować tylko na spłate rachunków(chyba na to nie mam szans)
    Pozdrawim Cie serdecznie i ciesze się że Ci się udało.
    Take care:)))

  37. Richmond mówi:

    Coz za konkurs na najbardziej negatywny komentarz. Musialam mieszkac w innej Polsce.

  38. piwo mówi:

    Nie warto czytać tekstów z “portali czy dzienników informacyjnych” – to jest bełkot wyrwany z kontekstu – po to aby zapełnić stronę “ciekawymi” informacjami.

    żenua.

  39. Accordion Lessons…

    [...]Uciekajcie, póki jeszcze możecie | Adam w Londynie[...]…

  40. Leavethis shit mówi:

    nie rozumiem mądrzenia filozofów ktorzy nie widzą swiata poza swoim chlewem i sraja na ludzi którzy sa spragnieni cywilizacji. Jak wam stary załatwił robotę, to siedz i zasuwaj i nie mlaszcz, sa tez ludzie ambitni ktorych swiat nie kończy sie na pętli moja kurna chataprywaciarz ale chcą czegos wiecej od zycia jak wycieczki, zwiedzanie ciekawych miejsc, rozwijanie zainteresowań, a poza tym ucieczka od stresu: czy starczy do 1. pewnosc, ze na starosc dostanie sie emeryturę, mozliwosci zamieszkania jak człowiek. O tym jest artykuł, czarnuchy pieprzone.

  41. MentalnośćNiewolnika mówi:

    Czytam te wszystkie komentarze i pierwsza myśl – nieodrodne dzieci PRLu. Zero kreatywności, samodzielności, indywidualności. Tylko postawa roszczeniowa – dajcie mi prace, przecież wypierdziałem stołek przez 5 lat studiów… Hehehe soorryy ale jak czytam, że ktoś kończy pedagogikę i dziwi się że nikt go na rynku pracy z otwartymi ramionami nie wita, to pusty śmiech mnie ogrania.
    A MOŻE BY TAK RUSZYĆ DUPĘ, POMYŚLEĆ, ZADZIAŁAĆ i NP. OTWORZYĆ WŁASNĄ FIRMĘ???
    Ja skończyłam studia humanistyczne, które nie dały mi żadnego zawodu lecz mogę powiedzieć, że poszerzyły mi horyzonty. Po studniach zatrudniłam się – jak tylko dostałam umowę na czas nieokreślony – wzięłam kredyt i otworzyłam własną działalność. Harowałam ponad 2 lata (pracowałam po 10 h bez wolnych dni ) ale praca dawała mi satysfakcję – czułam że coś rozwijam, robię coś dla siebie. W trzecim roku firma w końcu przynosi zyski. Spłaciłam już większość kredytu i mam perspektywy na wzrost zarobków. Zaznaczę jeszcze że na studiach również pracowałam i skończyłam je dzięki kredytowi studenckiemu.
    Szczerze mówiąc jak teraz czytam tego rodzaju wypowiedzi jak waszej większości – szlag mnie trafia… MYŚLICIE ŻE TEN DOBROBYT ZACHODU DO KTÓREGO WAS TAK CIĄGNIE NA CZYM ZOSTAŁ ZBUDOWANY? NA PRYWATNYCH FIRMACH – NA DZIAŁANIU LUDZI Z POMYSŁEM, ODWAŻNYCH I KREATYWNYCH, GOTOWYCH ZARYZYKOWAĆ ALE I TEŻ POTEM CZERPAĆ KORZYŚCI Z CIĘŻKIEJ PRACY!!
    Wasza postawa życiowa jest dla mnie godna pożałowania. Ruszcie trochę głową, rozejrzyjcie się wokół, zastanówcie co można zmienić, jaką innowacje wprowadzić. Przecież dzięki takiej postawie powstają nowe miejsca pracy, gospodarka się rozwija, itd.

  42. ckb mówi:

    PRAWDA ;( tak właśnie to wygląda, smutne, ale prawdziwe.

  43. Teodor mówi:

    BARDZO, BARDZO DOBRY ARTYKUŁ !!!

    @MentalnoscNiewolnika: Nie każdy jest typem biznesmena i potrafi prowadzić firmę. Wielu z nas chce być po prostu dobrymi, sumiennymi i… docenianymi pracownikami. Czy to tak trudno mieć tego świadomość?

  44. bzium mówi:

    Odniose sie do tego nieco inaczej. mam 24 lata, całe życie mieszkałam sobie w krakowie, skończyłam ponoc ‘prestiżowe’ 2 liceum, profil politologiczno-dziennikarski, 3/4 mojej zacnej klasy studiuje teraz prawo na UJ a reszta politologie tudziez socjologie. Jeszcze w liceum było mi wpajane, że jestesmy ‘elita’, ‘kwiatem mlodziezy’, ‘skazani na sukces’, bla bla bla, profil szkoly byl taki, ze wiekszosc dzieciakow wywodzila sie z rodzin z tradycjami naukowymi/ prawniczymi/ lekarskimi, czyli sila rzeczy te studia prawnicze itd byly od poczatku ‘wyrokiem’.
    postanowilam pojsc w nieco innym kierunku i nie zwazajac na obowiazujace w moim srodowisku ‘trendy’ postanowilam wyprzedzic fakty i rozpoczac swoja emigrację za wczasu.
    kilka dni po maturze wyjechalam do Uk, z zalozeniem, ze to tutaj rozpoczne studia.
    wiedzialam, ze w celu dostania pozyczki studenckiej na zasadzie ‘migrant worker’, musze uczciwie przepracowac na wyspach pelen rok, odporowadzajac podatki, a dopiero potem marzyc o dostaniu sie na studia. Prace znalazlam oczywiscie bez NAJMNIEJSZEGO problemu, fakt, ze znioslam tysiace upokorzen, nieraz plakalam na zapleczu przez zacisniete zeby itd, ale zawsze nauczona bylam pokory i nie zrazalam sie takimi rzeczami.
    po roku (przepraszam) zapierdolu, docenilam swoja niezaleznosc, mozliwosc normalnego funkcjonowania i pomimo ze sama odpowiedzialna bylam za ubezpieczenie zdrowotne, podatki, rachunki, zywnosc, mieszkanie itd, juz na tamtym etapie wiedzialam, ze w zyciu nie zamienilabym sie z rowiesnikami w polsce, skazanymi na pełną zależnosc od rodziców, lub prace na kasie w biedronce za upokazajace pieniadze.
    Do sedna. Dostalam sie na studia. Dla mnie wybór był oczywisty, kierunek artystyczny, cos w czym jestem naprawde dobra, co w polaczeniu z brytyjskim systemem edukacyjnym znaczy, ze szanse na sukces mam naprawde duze. Bowiem artyszczenie dla samego artyszczenia mnie nigdy nie interesowało, interesowało mnie zawsze to, zeby być w stanie życ (nie wyżyc) ze swojej pasji.
    W polsce nie mialabym szans dostac sie na zadne ASP, zwlaszcza w krakowie, kto wie jakie sa reali ten wie. Trzeba miec przepastna teczke wypelniona rysunkami studyjnymi, malowanymi pod pilnym (i w CHUJJJJJ) kosztownym okiem innych artystow. Albo byc wybitnym, wybitna nie bylam, plecow tez nie mailam, porazka murowana.
    Natomiast tutaj, moja solidnie przygotowana teczka, pomimo, ze calkiem samodzielnie wykonana, wywolala niemaly zachwyt. W polsce by mnie za to wysmiano.
    pierwsze 2 lata studiow moglam swobodnie laczyc z jakas dorywcza praca, ponadto wspierala mnie krolowa (mowie o pozyczce studenckiej, ktora dziala na bajecznych zasadach).
    Teraz skupie sie na systemie nauczania: jako, ze jest to uczelnia artystyczna, nie mamy egzaminow, kolokwiow itd, duzo piszemy i dyskutujemy o sztuce, historii sztuki, teorii sztuki itd, jednak wszystko skupia sie na naszych INDYWIDUALNYCH, SAMODZIELNYCH poszukiwaniach, do których jestesmy WSPANIALE I ZDROWO MOTYWOWANI. nie robie nic za kare, robie to bo jest to moja pasja, ktora totalnie wspieraja moi wykladowcy.
    Studiuje ilustracje, cos co w anglii i generalnie na zachodzie stanowi wizualna podstawe marketingu, w polsce wiekszosci ludzi kojarzy sie jeszcze z obrazkami w ksiazeczkach dla dzieci, okayyy.
    Kazdy kolejny projekt dziala na tej zasadzie: nasz wykladowaca jest moim potencjalnym pracodawca a ja potencjalnym zleceniobiorcą. Od samego poczatku studiow uczeni jestesmy zasad rynku, wykladowca zadajac nam jakies zadanie zachowuje sie jak chimeryczny, wymagajacy klient, ktorego ja mam zadowolic, o to chodzi na rynku pracy, tego sie ucze. Moim zdaniem jest to system bezbledny, mamy wpajane zasady marketingu, umiemy cenic siebie, swoja prace, potrafie negocjowac, BEZ KOMPLEKSOW potrafie ruszyc na kazdy rynek pracy. Srednio raz na 2tugodnie mamy wyklady z bardzo ale to bardzo zasluzonymi, popularnymi ilustratorami dzialajacymi na calym swiecie, ktorzy zamiast rozplywania sie nad swoimi dzielami i rzygania artystyczna tecza, uswiadamiaja nas jak dokladnie wyglada rynek pracy.
    Bierzemy udzial w wystawach, na ktore zapraszani sa headhunterzy ze swiata sztuki, wiemy, jak do nich zagadywac, wiem, ze mam miec ze soba wizytowke, wiem jak ubiegac sie o prace i to wszystko w ramach studiowania. I dla mnie to jest normalne. Nienormalne jest to, ze moi rowiesnicy w polsce za rok czy dwa, z tytulem magistra i bagarzem ZBEDNEJ wiedzy, nie beda potrafili napisac fajnego cv.

    co wiecej, po 2 roku studiow stwierdzialm, ze mam ochote wyjechac do ameryki poludniowej, bo o tym kurwa marze a marzenia sa dla ludzi.
    Poprosilam wiec o dziekanke (na zasadzie poprosilam wykladowce, on zapytal dlaczego, ja na to, ze chce podrozowac bo to moje marzenie, on na to, ze fantastycznie, masz tu moj podpis, wracaj do nas za rok, powodzenia). I tak oto od pazdziernika 2go roku studiow do konca wakacji, pracujac dorywczo jako kelnerka/barmanka/recepcjonistka, zarobilam sobie na cudowny, 6 miesieczny wyjazd do ameryki poludniowej. Po powrocie wrocilam grzecznie na studia, jestem wlasnie na 3 ostatnim roku i zajebiscie pozytywnie patrze na swoja przyszlosc, bo mam do tego silne podstawy :) W polsce na taki wyjazd musialabym sobie zyly wypruwac w jakiejs korpo, bitch please….

    nie pisze tego wszystkiego, zeby chwialic sie swoim zyciem doskonalym, ale po to, zeby ci narzekajacy moze sie zastanowili?
    owszem Polska jest w tym momencie jakims eldorado, ale kazdy z nas ma wolna wole i prawo do marzen. ja swoja decyzje podjelam pomimo presji i niezrozumienia otoczenia. w momencie kiedy jestesmy w unii europejskiej wybor uczelni nie sprowadza sie do rodzinnego miasta, czy kraju, a do calej europy, a dla bardziej wymagajacych – do calego swiata. W wypadku wysp, zeby podjac tam edukacje wcale nie trzeba miec kasy, pojechalam tam z niczym, a im mniej zarabiaja rodzice w polsce tym wiekasze wsparcie finansowe sie tam dostanie.

    i przepraszam, ze to powiem i naraze sie wiekszosci z Was, ale reprezentujecie bardzo ograniczone spojrzenie na problem.
    Kazdy z mojego pokolenia mial wybor = mial szanse. Dla mnie wybranie studiow pod presja otocznenia, pojscie na filozofie czy pedagogike sa rezygnacja z szansy jaka daje nam mlodosc.

    filozofia czy pedagogika sa Twoja pasja? fajnie, ale dla mnie to taka tykajaca bomba z opoznionym zaplonem, za 5, 4, 3, 2, 1 rok bedziesz mial spory problem.

    kwestai wyboru, jak sie podejmuje zle decyzje, trzeba sie liczyc z konsekwencjami, pozdro.

  45. new_girl mówi:

    Hej, zgadzam sie z tym co piszesz, chociaz w sumie malo mam doswiadczenia jezeli chodzi o zdobywanie pracy w polsce. Pracowalam raz tylko w hostelu w Krakowie przez miesiac probny, po czym powiedziano mi, ze jednak moja umowa nie zostanie przedluzona. Bez powodu.
    Mieszkam w Londynie, gdzie skonczylam studia. Obecnie jestem na stazu w swoim zawodzie. W Londynie pracowalam juz w wielu miejscach podczas studiow, co jest tu normalne, a w Polsce studenci raczej nie maja na to szans. Chociaz tutaj tez ostatnio bezrobocie wzroslo, ale i tak wciaz jest lepiej niz w Polsce.
    Jedno tylko mnie przeraza jak zdarza mi sie byc w Polsce. Ceny w przeliczeniu na brytyjskie sa takie same. A ludzie zarabiaja pare razy mniej niz tutaj. Jak oni to robia ze stac ich na cokolwiek?????

  46. Maciej mówi:

    Bzdura do kwadratu. Roszczeniowa postawa przy zerowej inicjatywie i pomysłowości. Akurat młodzi w Polsce mogą duuuzo, jesli tylko chcą i COKOLWIEK umieją. Ale trzeba chcieć. Najprościej jest zostać hydraulikiem w UK…

    Dzisiejsze jelit opuszczajace studia, technika, etc, nie umieją nic, nawet myśleć logicznie. Za to chcą od razu zarabiać tyle, co koledzy z kilkuletnim stażem.

    Przykład: na rekrutacji stosujemy proste testy matematyczne. Trzy czwarte kandydatów z wyższym wykształceniem NIE POTRAFI WYCIĄGAĆ WNIOSKÓW z liczb i działań na poziomie czwartej klasy szkoly podstawowej. Oczekiwania kasowe (firma z branży it) na poziomie 1,5 średniej krajowej. Zero umiejętności, wieeeeelkie mniemanie o sobie.

  47. admin mówi:

    @Maciej: Szanuję Twoją opinię, ale moim zdaniem, generalizujesz. Co powiesz na temat tych, którzy nie tylko chcą, ale mają umiejętności poparte doświadczeniem i nagle nie ma dla nich miejsca w uczciwej rywalizacji o dobrą pracę? Jakoś nie wierzę w “chcieć, to móc” tak bardzo lansowane przez tych, którzy np. siedzą na ciepłym stołeczku w HR.
    A hydraulikiem w UK zostać wcale łatwo nie jest, z tego co wiem. Musisz mieć różne certyfikaty, kursy, szkolenia / uprawnienia. Ale jak je już masz to zarabiasz krocie, wcale nie wysilając się za bardzo.
    Co do testów matematycznych, to się nie wypowiem – nie moja działka.
    Pozdrawiam
    Adam

  48. [...] się, że kiedyś zrobiłem podobnie jak Kominek (tzn. z premedytacją), bo napisałem tekst “Uciekajcie, póki jeszcze możecie”, który stał się szalenie popularny (choć do budyniu Kominka daleko), głównie z powodu [...]

  49. niktwazny mówi:

    studiuję uczę sie nieźle , stypendium socjalne czasem naukowe , robię projekty za kasę dla innych po 3 roku odbębniam służbę wojskową w 6 tyg 6 kilo 600 PLN i kpr rez. .
    na 5 roku robię zlecenia ,
    miesiąc po obronie biorę się za szukanie pracy wysyłem CV do firm z rodzinnego miasta B. oraz do WaWy . Tego samego dnia odzywa się firma z WaWy , nastęnego dnia jestem na rozmowie i otrzymuję ofertę. 2 netto na umowie próbnej na 3 mies. Moje oszczędności to 1600 PLN wyjeżdżam do Wawy mieszkam przez 3 mies w akademiku. Po 3 mies ma 3000 netto , po 9 mies jest redukcja zwalniają mnie zmieniam pracę na lepiej płatną 3500 netto na próbnym , po 3 mies. podwyżka 4200 po kolejnych 4 mies 4500 po kolejnych 18 mies. 5400 netto. Wewnętrzny luz daje mi brak hipoteki i oszczędności :)

Leave a Reply