Poradnik Uciekiniera – “Zdrowie” (cz.1.)

kwi
5

Po moim wpisie z 28 marca odebrałem sporo maili od osób, które planują zarobkowy wyjazd do UK. Wszyscy pytają o to samo, czego i ja chciałem się dowiedzieć przed przybyciem na wyspę. Sprawy, teraz dla mnie oczywiste, wtedy były czymś zupełnie nowym, a zdobyć potrzebną wiedzę nie było łatwo. Dlatego napiszę dla Was „Poradnik Uciekiniera” – w odcinkach, z uwagi na obszerność zagadnienia. Każdy ma oczywiście własne doświadczenia, więc potraktujcie ten “poradnik” jako zbiór sugestii, a nie wyznacznik tego, co dokładnie należy robić.

Zdrowie

Ono jest najważniejsze, żadna to tajemnica. Za granicą jest ważne podwójnie, bo nie dość, że chorując nie będziesz mógł pracować, to w razie potrzeby zapłacisz horrendalne kwoty za leczenie. Przykładowo, plomba u dentysty będzie kosztowała ok. 100 funtów (czyli 450 zł), to są dwie najgorzej płatne / najczęściej spotykane dniówki (o płacach w innym odcinku „Poradnika”) albo 100 puszek piwa, albo 5 par dżinsów Lee, albo 5 par butów Nike, albo jedzenie na więcej niż miesiąc.

Przed wyjazdem:

* Zrób komplet badań. Jeśli masz dobry kontakt ze swoim lekarzem rodzinnym to może dogadasz się i zrobisz te badania za darmo. Ale nawet gdyby przyszło płacić, warto zrobić to teraz i ewentualnie wyleczyć się przed wyjazdem, niż potem cierpieć. Zbadaj wszystko związane z krwią, cholesterolem, zmierz ciśnienie krwi, prześwietl płuca, zrób EKG serca itd. (lekarz ma odpowiedni kwit, w których zaznaczy ok. 15 kratek). Na badaniach spędzisz pół dnia, ale jeśli wszystko będzie w porządku, to przy okazji będziesz miał “odhaczone” badania okresowe, których normalnie byś nie zrobił :)

* Idź do dentysty. Wiadomo, przegląd i leczenie, jeśli trzeba. Ja miałem taką sytuację, że bilet na samolot już dawno był zabukowany, zbliżała się data odlotu i nagle rozbolał mnie ząb. Uwierzcie, że kanałowe leczenie “na szybko” nie jest niczym przyjemnym.

* Wyrób sobie Europejską Kartę Ubezpieczenia. Rzecz przydatna zwłaszcza osobom, któe jadą na krótko (np. na wakacje), bo jest to dokument na określony czas, który potwierdza, ze w Polsce jesteś ubezpieczony (czyli za ciebie składki płaci pracodawca, czy np. Urząd Pracy). Jeśli np. złamiesz nogę za granicą i trzeba będzie zostać w szpitalu, to dzięki tej karcie nie dostaniesz na koniec leczenia żadnego rachunku. Kartę wyrabia NFZ w twoim lokalnym oddziale, a cała procedura trwa kilka minut. Więcej o tym tutaj.

* Wyrób kartę Euro Student (Euro26). To legitymacja stworzona dla ludzi młodych, ważna przez rok od daty wystawienia. Poza zniżkami w wielu miejscach (co jest mitem, bo w UK jakoś nigdzie tego nie widziałem), karta ma całkiem solidne ubezpieczenie. Choć teoretycznie jest to dla studentów, to w praktyce mogą z dobrodziejstw Euro26 korzystać także inni ludzie, do 30 roku życia. Wyrobienie tego platiku kosztuje (z tego co pamiętam) kilkadziesiąt złotych i może to od ręki zrobić pani w biurze podróży. Więcej tutaj.

* Zabierz ze sobą leki. Jeśli cierpisz na coś przewlekłego to rzecz jest oczywista, ale nawet, gdy w Polsce zazwyczaj nie chorujesz, to weź pod uwagę, że wyspierski wilgotny klimat może cię rozłożyć (do tego dochodzą podróże metrem, którym codziennie jeżdżą setki tysięcy ludzi, w tym zagrypieni i prychający). Tutejsi lekarze pierwszego kontaktu (fatalni) zazwyczaj przepisują aspirynę lub paracetamol, (grypa? – aspiryna, głowa boli? – aspiryna, ból mięśni? – aspiryna itd.), więc nie warto na nich liczyć i lepiej przywieźć swoje zapasy witamin, aspiryn, paracetamoli i sprawdzonych antybiotyków. Najgorsza w życiu infekcja złapała mnie właśnie tutaj (może nawet jakaś „świńska” czy „ptasia”), w efekcie czego nie mogłem się przez tydzień podnieść z łóżka. Pomogły dopiero solidne dawki antybiotyku, który przywiozłem z Polski.

Gdy przyjedziesz:

* Zarejestruj się u lekarza rodzinnego w swojej dzielnicy, wyrób kartę z NIN „National Insurance Number” (o tym napiszę więcej w odcinku „Pierwsza praca”). [EDIT po komentarzu od "Richmond"]: Numer NIN i placenie skladek na NI nie ma nic wspolnego z systemem zdrowotnym. Sluzba zdrowia jest darmowa dla rezydentow UK. Wystarczy potwierdzenie adresu, by zarejestrowac sie u GP.

* Uprawiaj sport. Wydaje mi się, że w Polsce dużo łatwiej utrzymać dobrą kondycję – więcej się chodzi, a mniej jeździ – w Londynie jest odwrotnie. Ja na przykład spędzam codziennie w komunikacji publicznej ponad 2 godziny, w biurze siedzę przez 10 godzin, czyli spędzam na siedząco około 12 godzin.  Kilka miesięcy w tym stylu musi, po prostu musi skończyć się źle dla zdrowia.

Dlatego na londyńskich ulicach rowerzyści, na chodnikach i w parkach biegacze, to rzecz powszechna. Dodatkowo w parkach są darmowe siłownie oraz duże przestrzenie murawy, na której ludzie grają w krykieta, w piłkę nożną i uprawiają inne formy aktywności fizycznej.

Bardzo atrakcyjne są płatne opcje, czyli kluby fitness / siłownie. Niedaleko mnie, w dzielnicy Streatham Hill, jest na przykład klub międzynarodowej sieci Fitness First.  W środku trzy piętra (w głąb ziemi), basen, oddzielne salki na jogę, rowery stacjonarne, siłownia, bieżnie i inne podobne cuda wianki (z instruktorami w cenie). Do tego darmowa kawa, herbata, salon, gdzie można odpocząć na kanapie, oczywiście prysznice, sauna i zamykane szafki na ubrania. Trzeba zapisać się na rok, kosztuje to 65f miesięcznie (sami ściągają z konta po podpisaniu kontraktu), ale możesz chodzić ile chcesz i w dowolnym miejscu na świecie (chyba w Polsce też już to jest?). Ja póki co byłem tylko zwiedzać – jeszcze się nie zapisałem i tylko czasem biegam wieczorami po parku.

Oczywiście ten punkt nie dotyczy np. budowlańców, bo oni „sport” mają na codzień aż w nadmiarze.

* Jedz rozsądnie. Tutejsza dieta opiera się na mięsie, głównie na wołowinie i drobiu. Do tego, praktycznie do wszystkiego dodaje się frytki oraz np. fasolę z puszki (Anglicy jedzą bardzo mało warzyw i owoców). Dla kogoś z Polski, przyzwyczajonego do różnego rodzaju sałatek i surówek, taka dieta jest tragiczna i na dłuższą metę – nie do zniesienia. Najtańsze jedzenie to kurczaki, dostępne (wg. ponglisz) w punktach zwanych „czikenami” lub „cziperami”, które prowadzone są głównie przez imigrantów z Azji (w ponglisz: „ciapatych”, „ciapków” vel „ciapaków”. Za 4 ostre skrzydełka, duży kawałek piersi, frytki i puszkę coli trzeba zapłacić tylko 2 – 4 f. Ten rodzaj fastfood przyczynia się do tzw. „syndromu Heathrow”, czyli w skrócie: do nagłego przyrostu wagi i zwiększenia 4 liter w przypadku płci pięknej zaraz po przybyciu do UK. Przez to właśnie Anglicy są w duuużej części otyli, często spotyka się ludzi tak potwornie grubych, że do sklepu muszą jeździć na specjalnych elektrycznych wózkach. Rozwiązaniem może być przywiezienie własnego jedzenia (choć na długo nie wystarczy) oraz późniejsze staranne zakupy dobrych produktów (np. w polskich sklepach, choć jest drogo).

Ciekawostka: Swego czasu był w UK opisywany w gazetach przypadek kobiety, która wystąpiła o pieniądze do tutejszej opieki społecznej z powodu tuszy, która uniemożliwia jej podjęcie pracy. Dostała zasiłek, który był większy od mojej obecnej pensji. Skandal wybuchł w momencie, gdy pani po jakimś czasie zaskarżyła decyzję, domagając się wyższej kwoty. Uzasadniała, że za pieniądze, które dostaje, nie jest w stanie kupić sobie zdrowego jedzenia i to tylko pogłębia jej otyłość. I DOSTAŁA PODWYŻKĘ!

JEŚLI O CZYMŚ ZAPOMNIAŁEM, ALBO KTÓREŚ ZAGADNIENIE Z TEJ CZĘŚCI PORADNIKA SZCZEGÓLNIE CIĘ INTERESUJE – PYTAJ W KOMENTARZACH. BĘDĘ ODPOWIADAŁ PRZEZ DODAWANIE NOWYCH PUNKTÓW DO TEKSTU.

W drugim odcinku „Poradnika Uciekiniera” zajmę się tematem: „Pierwsza praca”.

  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
 

15 Responses to “Poradnik Uciekiniera – “Zdrowie” (cz.1.)”

  1. Paulie mówi:

    Dopiero zacząłem czytać twojego bloga. Artykuły ciekawe i fajnie napisane. Jedyny mankament to ten kolor tła i/lub liter. btw, co znaczy “ponglisz”?

  2. admin mówi:

    Dzięki za dobre słowo o blogu :) Już pisałem w jakimś temacie, że będzie nowy layout bloga, kiedy wykupię miejsce na serwerze komercyjnym i powstanie całkiem nowa strona. Postaram się jednak niebawem rozjaśnić litery na obecnym blogu, bo bardzo dużo ludzi narzeka :) A ponglisz to taka mieszanka polskiego i angielskiego, np. zdanie “Idę do bankomatu, a potem skoczę do landlorda żeby zapłacić rent, po drodze dotopapię ojsterkę” oznacza ” Idę do bankomatu, a potem skoczę do właściciela mojego mieszkania żeby zapłacić za wynajem, po drodze doładuję konto na mojej miejskiej karcie Oyster”. Ponglisz nie przynosi chluby, bo to kaleczenie polskiego, ale każdy to łapie, chcąc nie chcąc.

  3. seba mówi:

    Adam a jak tam Twoja waga? Ile przybyłeś od wyjazdu na stałe do Londynu? :)

  4. admin mówi:

    @ seba: Ze mną to akurat odwrotnie było. Przyjechałem tu po prawie 4 latach pracy za biurkiem, więc moja waga dobijała do 90 kg :) Ale zacząłem pracować na budowie i mniej jeść(czasu nie było, kasy, ochoty nawet) w jakieś 3- 5 miesięcy schudłem 10 kilo, musiałem wszystkie ubrania wyrzucić, bo wisiały. :) W czasie wyjazdu do Polski na święta zostałem ponownie podkarmiony przez mamę i z tych 10 kg trochę odzyskałem. Teraz właśnie staram się wprowadzić zwyczaj codziennego biegania, mniej jeść i mniej piwka popijać :)

  5. seba mówi:

    To Ci zazdroszczę tych zgubionych kilogramów. Ja po kilku latach pracy przy kompie (gdzie nigdy nie miałem problemów z nadwagą) na emigracji pracuje lekko fizycznie i po 3 latach już +20kg sadła :/ Wszystko przez jedzenie głównie na noc (po pracy) i niezdrowo tzn słodycze, fastfoody itp. I nic nie pomagało mi dodatkowe uprawianie sportu i praca w ruchu… jak widać dieta to podstawa. Najgorsze, że tak się już przyzwyczaiłem, że trudno mi zerwać z tymi nawykami.

  6. Adam mówi:

    Sprawdziłem ta eyca.org, bzdury jak nie wiem, jakieś zniżki są tylko w usługach finansowych jeśli chodzi o Londyn…Karta ubezpieczenia, hm zdrowy jestem raczej zrezygnuje, szczegolnie, że jade na dłuższy okres czasu, przynajmniej taki mam plan. Wiem, że pierwsze co robie jak zląduje, to NIN, konto w banku i karta do telefonu i to wsio jeszcze w ten sam dzień jak da rade. Pozdrawiam

  7. admin mówi:

    Nie załatwisz NIN w 1 dzień, nie ma szans. Konta też nie załatwisz na 90%. Kartę do komórki dostaniesz nawet za free na lotnisku, ale to jedyna rzecz jaką będziesz miał w 1 dzień. Opiszę to dokładnie w innym odcinku.

  8. Rafał G. mówi:

    Co do zdrowia na obczyźnie, to zawsze mi się wydawało, że jest jak z autem. Kupujesz auto tanio za granicą, naprawiasz drożej. Warto więc robić to na rynku rodzimym. Może to trochę irracjonalne porównanie, ale jednak coś w tym musi być, skoro tak dużo Polaków przyjeżdża do ojczyzny autami, co wydawać się może absurdem komunikacyjnym. Może właśnie w celu podleczenia pojazdu?
    Trochę te formalności związane ze zmianą kraju i miejsca pobytu są przerażające, ale trzeba twardo stąpać przez życie, a i może znajomi pomogą, jeśli są rzecz jasna.
    W moim przypadku za biurkiem przybyło 16 kg. Zdrowie nie należy do idealnych, więc obawa przed wyjazdem jest dość spora, szczególnie że nie ma co liczyć na pobłażliwości nie będąc u siebie.

  9. Anonim mówi:

    troche to bzdura z tym ze anglicy nie jedza warzyw i owocow raczej to zalezne od warstwy spolecznej tak samo z ta otyloscia a te fastfoofdy to najczesciej sa wlasnie przez emigrantow odwiedzane z naszymi rodakami na czele

  10. Richmond mówi:

    Numer NIN i placenie skladek na NI nie ma nic wspolnego z systemem zdrowotnym. Sluzba zdrowia jest darmowa dla rezydentow UK. Wystarczy potwierdzenie adresu, by zarejestrowac sie u GP.

  11. Barbara mówi:

    Witam.Posiadam Europejsk Karte Ubezpieczeniowa. Przyjechalam do Londynu i po miesiacu rozbolal mnie zab. Nikt nie chece mnie przyjac, gdyz nikt nie chonoruje karty wydanej w kraju. Szpital owszem ale nie z zebem. Poradz co mam zrobic. Jestem tu z wizyta a koszt wyrwania zeba mnie przeraza… czy musze jechac do kraju i przerwac urlop? Pozdrawiam

  12. admin mówi:

    oj, szczerze mowiac to nie mam pojecia, co powinienem poradzic w tej sytuacji. Ja bym na Twoim miejscu poszukal w necie polskich klinik dentystycznych i im zaplacil za usuniecie. Chyba to taniej wyjdzie niz placenie za bilet do Polski i tam jeszcze kombinacje z zalatwieniem usuniecia.
    Zycze powodzenia!
    Adam

  13. [...] poprzednich odcinkach Poradnika Uciekiniera pisałem o zdrowiu i szukaniu pierwszej pracy. Zanim zaczniesz na poważnie myśleć o szukaniu lokum, najpierw [...]

  14. Piotrek mówi:

    Co do zdrowia – nie popadalbym w paranoje (nie podwazam bynajmniej slusznosci dbania o zdrowie). Mieszkam w Bawarii 5 lat. Oczywiscie nie sa to wyspy wiec pewnie jest inaczej, choc wciaz to “zachod”.
    Na poczatku faktycznie bralem antybiotyki ze soba na wszelki wypadek, inne lekarstwa, kontrolowalem sie wczesniej w PL, bo to tak bardziej u siebie, wiadomo co i jak i nie ma stresa.
    Aktualnie jesli cos by mi sie mialo dziac to zdecydowanie wolalbym w Niemczech. Pracujacy na etacie jestem ubezpieczony. Kosztow lekaza prawie sie nie ponosi. A lekarzy kest duzo i maja terminy prawie od reki. Zone bolala glowa dluzszy czas to odwiedzila ze 6 – wlacznie z neurologiem, badaniem rezonansem i zaplacila za calosc 10 EUR leki (podobny koszt co w PL a miejscowe zarobiki). Na szczescie to nie bylo nic powaznego. A i w pracy od reki mozna sie zwolnic do lekarza.
    Ponownie – jakbym mial chorowac to wole w DE.

  15. Używki mówi:

    Bardzo lubię powracać do twojej strony bo zawsze znajdę tu coś interesującego

Leave a Reply