Poradnik Uciekiniera – “Pierwsza praca” (cz.2.)

kwi
8

Pierwsze i najważniejsze, jeśli chodzi o pracę w UK: zacznij jej szukać przed przyjazdem! Nie jedź w ciemno! Jeśli zaryzykujesz, może się okazać że trzeba będzie wrócić do mamy z płaczem po 2 tygodniach, kiedy skończy się forsa, z którą przyjechałeś. Pamiętaj też, że Anglia została dotknięta przez kryzys dużo mocniej niż Polska. Tu naprawdę to widać, zwłaszcza jeśli chodzi o pracę.

Z marszu dwie ciekawostki:

  • Bohater tej historii to proste bydlę lat 24 – 25 spod wschodniej granicy Polski, które uciekło z kraju  przed wyrokiem za jakieś przestępstwo i siedzi w Londynie, czekając na przedawnienie. Chwalił mi się tym, co robił w 2004 roku, gdy otwarto granice. Otóż jeździł na dworzec Victoria, by polować na zagubione dziewczęta, które przyjechały w ciemno do UK. Ofiary własnej głupoty koczowały na tym dworcu, bez pojęcia nawet o języku, bez adresu docelowego, bez pieniędzy. Bohater oferował im prosty deal: „za wikt i opierunek śpisz ze mną dopóki nie znajdziesz pracy”. No i mu się to często udawało, zdesperowane laski szły na układ. Jaki był z tego dumny! A przy okazji powiem jedną rzecz: nie wierzcie ludziom, którzy wracają i opowiadają bajki o swoim wielkim i szybkim sukcesie. Nigdy nie będziecie wiedzieli, czy wasza siostra, córka, czy ciotka nie była jedną z tych zagubionych lasek na stacji. To dotyczy też chłopaków, którzy za kilka funtów robili dobrze panom w Londynie, a teraz w Polsce zgrywają wielkich maczo, „wyrywaczy lachonów”, głównie w celu udowodnienia sobie własnej heteroseksualności.
  • O tym wyżej opowiedział mi dokładnie Anglik – gej, u którego pracowałem. Do dziś prowadzi ze swoim partnerem w samym centrum Londynu studio florystyczne, z którego zaopatruje w kwiatki celebrytów, biurowce, restauracje, wesela bogaczy, premiery filmowe itd. Nawiasem mówiąc, świetnie te jego kompozycje wyglądają, w Polsce czegoś takiego nie widziałem. Jedna z moich fotek na potwierdzenie tych słów (mam tego na pęczki):

Kwiatki

Wracając do początków pracy.. Od razu po “interview” powiedział, że jest gejem, ale „żebym był spokojny, bo nie będzie mnie molestował”. Rzeczywiście, nigdy nic nie próbował, ale nie mam wątpliwości, że zarabiałbym o wiele większe pieniądze, gdybym był „zainteresowany”. Te słowa potwierdził jeden z moich znajomych, który w UK siedzi już 10 lat. Dodał, że wystarczy zgodzić się na „usługi” świadczone od czasu do czasu szefowi – gejowi, a praca będzie lekka i świetnie płatna. I że wiele osób tak robi…. Niektórzy nie mają problemu żeby się skurwić za pracę, to tylko kwestia szacunku dla samego siebie i granic, jakie ktoś posiada.

Pamiętajcie: Londyn to „brudne”, przesiąknięte płatnym seksem miasto. Radzę uważać.

Wypytałem ówczesnego bossa o ten „światek”. Dowiedziałem się, że zwłaszcza po 2004 roku mnóstwo Polaków zarabiało jako „rent boys”, czyli chłopcy do wynajęcia. Mieli (i mają) swojego opiekuna, który kasuje większość przychodu i wysyła ich pod wskazane adresy do „klientów”. Zapytałem, czy ci rent boys to geje? Odpowiedział, że niekoniecznie. Mają np. w Polsce swoje dziewczyny, żony, normalnie studiują, a tutaj weszli w „biznes” z desperacji i biedy.

Przy okazji pracy u florysty poznałem też byłego księdza (wyrzuconego za molestowanie ministrantów), znanego artystę malarza – geja / narkomana oraz dominę (panią, która wymierza „kary” za pieniądze, często ludziom z pierwszych stron gazet) – to wszystko tematy na osobne opowieści ;)

Jeśli chcesz uniknąć powyższych „przygód”, uważnie przeczytaj ten odcinek Poradnika.

Przed wyjazdem:

1.       Nie jedź, jeśli nie umiesz angielskiego. Naturalnie jest tu cała masa ludzi, którzy ni w ząb nie umieją czegokolwiek powiedzieć i jakoś sobie radzą. Ale zazwyczaj są to polscy robotnicy w polskich ekipach budowlanych itp., którzy nigdy nie będą dobrze zarabiali i którzy pracę mieli dogadaną wcześniej przez kumpla z danej ekipy. Do tego zauważ, że jeśli znasz język, to pewnie amerykański, a nie angielski. Już na etapie szukania pracy może okazać się, że nie rozumiesz potencjalnego pracodawcy, choć wcześniej oglądałeś „Titanica” bez tłumaczenia i rozumiałeś.

2.       Zorientuj się, kto z twoich znajomych jest na wyspie. Może okazać się, że dobrze trafisz i to będzie akurat ktoś, kto zechce cię zarekomendować do pracy, a może ma własną firmę? Ten sposób działa w bardzo niewielu przypadkach, ale warto spróbować, może się poszczęści. Ryzyko związane z tą metodą polega na tym, że Polacy w dużej większości nie chcą sobie pomagać, tylko konkurują, a nawet wykorzystują się nawzajem. Ryzykujesz więc utratę dobrych relacji, jeśli nie sprawdzisz się w pracy, albo na przykład pokłócisz się o pieniądze.

3.       Unikaj polskich firm. Jeśli tylko możesz, szukaj pracy w firmie angielskiej. Praca u Polaka oznacza najczęściej dużo mniejsze zarobki (o połowę lub więcej), brak umowy, no a poza tym jest to pewnie zajęcie w najgorszym sektorze. I jeżeli jesteś nowy i nie znasz podstawowych zasad to z dużym pradopodobieństwem zostaniesz wykorzystany (np. nie dostaniesz wypłaty, bo zaginął młotek na budowie – nie ważne, że go nie miałeś w ręce).

4.       Przygotuj dobre CV. W sieci znajdziesz wiele wzorów angielskiego CV, które nieco różni się od polskiego. Pamiętaj o dodaniu osób, które mogą cię zarekomendować (np. byłych pracodawców) i podaj na nich namiar. Pogadaj z nimi wcześniej, niech napiszą rekomendację po angielsku i niech się pod nią podpiszą. Uprzedź też, że ktoś może dzwonić i o ciebie wypytywać. Angielski model biznesowy opiera się na rekomendacjach, pamiętaj o tym!

5.       Przygotuj kopię dokumentów po angielsku. Chodzi np. o dyplom z uczelni, certyfikaty językowe, z kursów itd. Jeśli musisz, skorzystaj z tłumacza przysięgłego. O papiery pracodawcy poproszą cię w sumie tylko wtedy, gdy nie uwierzą na słowo. Zazwyczaj wierzą, ale Polacy już nauczyli ich, że kombinowanie to nasza specjalność i że często kłamiemy o naszych kwalifikacjach. I jeszcze jedno: polski uniwerek znaczy dla Anglików tyle, co podstawówka w Koziej Wólce. Ważniejsze będzie przekonanie ich do siebie na rozmowie i zademonstrowanie rzeczywistych umiejętności. Papiery mają tylko wspomóc rekrutację.

6.       Szukaj pracy w portalach. Dla osób z doświadczeniem (tzw. proffesionals), do lepiej płatnej pracy dobre są strony rekrutacyjne www.reed.co.uk / www.hays.co.uk . Zarejestruj się na nich, dodaj swoje CV i wysyłaj zgłoszenia w dużej ilości. Jeżeli się odezwą (np. oddzwonią) z któregoś z ołoszeń to nie ściemniaj, tylko powiedz szczerze, kiedy możesz się spotkać, zacząć pracę. Umów się i bukuj bilet J Jeśli zadowala cię budowlanka, albo posada opiekunki do dziecka to proponuję www.londynek.net (tu poza ogłoszeniami o pracy masz też różne inne, np. mieszkania). To polska strona, radzę ostrożnie podchodzić do zawartych w niej ogłoszeń. Ja pierwszą pracę znalazłem z kolei przez www.gumtree.co.uk , gdzie są różne oferty pracy i w ogóle mnóstwo ogłoszeń w różnych kategoriach. Możesz też zarejestrować się w agencjach pracy (w google wpisz nazwę dzielnicy, w której  chcesz pracować i hasło „job agency”), ale oni ściągają % od każdej przepracowanej przez ciebie godziny. Na start nie jest to najgorsze rozwiązanie, bo dostajesz legalną pracę i możesz spokojneie rozglądać się za czymś poważniejszym. A jeśli szukasz konkretnej pracy np. jako tester gier komputerowych to nic nie szkodzi wklepać w google „gaming jobs london” i na pewno znajdziesz coś w ten deseń (btw całkiem dobrze płatne jest to zajęcie).

Po przyjeździe::

1. Wystąp o National Insurance Number – numer NIN, dostajesz go po odwiedzinach w lokalnym job centre (gdzie umawiasz się na wizytę przez telefon).  Po kilku dniach dostaniesz pocztą numer tymczasowy, a do 6 tygodni później numer stały na specjalnej plastikowej karcie. Ten numer wyrabiasz tylko raz i jest to bezpłatne. W sieci jest mnóstwo szczegółowych informacji na ten temat, np. tutaj.

2. Załóż konto w banku – do tego potrzebujesz dowodu osobistego lub paszportu i “potwierdzenia adresu”. Czyli czegoś, co zaświadcza, że rzeczywiście znajdujesz się tam, a nie gdzie indziej i spokojnie można słać do ciebie korespondencję. Takim poświadczeniem może być rachunek za komórkę, internet, za gaz (można się dogadać z właścicielem chaty żeby w danym miesiącu przyszło na twoje nazwisko), albo na przykład wydrukowany kwit z pracy, na którym jest twój adres. Teraz jest to proste, ale kiedyś, przed wejściem Polski do UE, kto miał konto w banku to był boss.  O swoich ostatnich przygodach z zakładaniem konta pisałem tutaj.

3. Zdobądź uprawnienia do konkretnego zawodu. Jeśli chcesz pracować legalnie jako budowlaniec to musisz mieć kartę CSCS (zdaje się prosty, ale płatny test w rodzaju BHP), marzysz o karierze w ochronie – potrzebujesz innych uprawnień, podobnie w przypadku hydraulika, elektryka czy kierowcy autobusów. Wszystko to przeważnie kosztuje (spore pieniądze, zwłaszcza na początku), ale jeśli masz papier to zarabiasz świetnie. Część firm płaci za kursy,  np. w przypadku kierowcy autobusu płaci TfL, ale potem musisz to odpracować – koszt kursu odejmuje się z twojej pensji przez jakiś czas. Nie znam szczegółów, bo żadnego kursu nie kończyłem – to wszystko informacje od poznanych ludzi. Na pewno w internecie łatwo znaleźć więcej na ten temat.

4. Zarejestruj się w Home Office. Rzecz dyskusyjna, bo prawie nikt tego nie robi. Teoretycznie jest taki obowiązek dla obywateli krajów “Nowej Unii”, którzy muszą to zrobić po podjęciu pierwszej pracy, ale krążą niesprawdzone informacje, że niebawem ma to być zniesione i nie warto w tej chwili płacić 90 funtów za rejestrację.  Tak czy siak, brak rejestracji nie przeszkadza w zdobyciu pracy w żadnym stopniu i nikt o to nie pyta.

Najważniejsze punkty z powyższej listy to 1. i 2., czyli NIN i konto. Mogą cię o to pytać na “interview”, czyli rozmowie o pracę.

Ile zarobię “kasioryyyy”????

To podstawowe pytanie, które sobie pewnie zadajesz.  W tym momencie, jeśli nie masz kogoś, żeby tobą potrząsnął, to uszczypnij się w rękę żeby się obudzić.

W 90% przypadków zarobisz na początku 5 funtów na godzinę (na rękę, na lewo, u Polaka). Przykładowo: jesteś “labour”, czyli pomocnikiem budowlanym, od którego wymaga się nie myślenia, tylko siły fizycznej i akrobacji na rusztowaniach. W tygodniu pracujesz 50 lub 56 godzin (5 dni w tygodniu x 10 godzin + sobota zwyczajowo 6 godzin).  Najczęściej na początku wyciągniesz 250 funtów tygodniowo. Z tego mieszkanie będzie cię kosztowało 60 (malutka jedynka w super okazji) – 100 (mała dwójka dla 1 osoby na granicy 3 i 4 strefy Londynu).  Do tego dochodzą koszty dojazdów (ok. 30 funtów tygodniowo za strefy 1,2,3, w cenie autobusy na wszystkie strefy). Zakładając , że płacisz 100 funtów łącznie i musisz jeździć do pracy przez 1 strefę, zostaje ci w tej chwili 150 zysku na czysto. Teraz odlicz jedzenie (maksymalna bieda, czyli 10 f na tydzień i da się przeżyć), piwko i wódka (każdy lubi różne ilości więc sam sobie policz, piwo w sklepie 1 f/szt., w knajpie 3 – 5/szt., wódka najtańsza ok. 15/butelkę) papierosy (legalnie 4.5/paczkę za Pall Malle, prawie 7/paczkę za Marlboro, nielegalnie 3,5/paczkę polskie Marlboro). Teraz, zakładając że na alkohol wydajesz tygodniowo 20 funtów , czyli flaszka na weekendzie + jakieś piwko, a do tego palisz 1 paczkę nielegalnych papierosów dziennie (25 f) jeszcze coś jesz (10f) to ze 150 funtów zostaje ci jakieś 95 funtów. Oczywiście bunkrujesz się w przy tym w domu, nie kupujesz kawy w mieście, nie kupujesz proszku do prania ani pasty do zębów, czy żelu pod prysznic, nie wychodzisz w sobotę na dyskotekę (wejściówka np. 20f), nie jesz czekolady, nie idziesz do kina, nie zmieniasz butów albo koszulek itd. Jeśli więc masz te 95 funtów na czysto na koniec tygodnia, GRATULUJĘ!  W praktyce, jak oszczędzisz na początku 50 f tygodniowo / 200 f miesięcznie to będzie sukces. Pamiętaj, że wypad na święta do Polski będzie cię kosztować łącznie 1000 funtów (nie ma cię – nie zarabiasz, płacisz za mieszkanie w czasie wyjazdu, wieziesz prezenty, w Polsce też wydasz na np. na spotkanie ze znajomymi, no i oczywiście płacisz za podróż). Jadąc na święta okazuje się, że “normalnie” żyjąc pracowałeś na to 5 miesięcy (przy czym Kanary all inclusive za te same 2 tygodnie wyniosą cię połowę tego).

Czy dalej sądzisz, że warto tu przyjechać?

Moim zdaniem jednak warto. Przedstawiłem sytuację ekstremalną, ale NA POCZĄTKU NIE SPODZIEWAJ SIĘ NICZEGO LEPSZEGO. A ile ten “początek” będzie trwał, zależy od ciebie i od… szczęścia, po prostu.

WAŻNA informacja: po zdobyciu NIN i legalnej pracy możesz występować o tzw. “benefity”, w tym o “tax credit”, czyli zapomogę dla słabo zarabiających, która może ci dać ok. 200 f miesięcznie. Formularz wypełnia się online, całe załatwianie to 1 dzień. Cały trik polega na odpowiednio niskim wynagrodzeniu na papierze, w tej chwili chyba jakieś 12 tys. funtów rocznie.

Teraz wróć na górę listy i zobacz, co napisałem o szukaniu pracy. Np. grafik komputerowy zarobi średnio 15 f za godzinę w centrum Londynu, hydraulik z papierami chyba jeszcze więcej.

Proszę o pytania, które posłużą do uzupełnienia tekstu.

Na koniec bardzo, ale to bardzo proszę o powstrzymanie się przed kopiowaniem CAŁEGO wpisu na inne strony / fora, jak to miało miejsce wcześniej. Włożyłem sporo pracy, nie biorę za blogowanie pieniędzy, więc bądź tak miły i uszanuj mój czas spędzony nad powstaniem tego i innych wpisów (np. dziś za 5 godzin wstaję do pracy w sobotę o 6 rano). Jedyna satysfakcja jaką mam to komentarze pod tekstem oraz statystyki odwiedzin….

  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
 

23 Responses to “Poradnik Uciekiniera – “Pierwsza praca” (cz.2.)”

  1. Rafał G. mówi:

    Adam znów nie zawiodłeś! Trochę zimną wodą z wiadra po gębie, lecz jest w tym coś co wyróżnia inne blogi – obiektywizm, prawda, wyczucie… długo by wymieniać! Wara od kopiowania lenie! Przyznam, iż trochę mnie zniechęciłeś przed wyjazdem. Jednak jeśli miałbym taką sytuację jak 95% moich znajomych, nie wahałbym się wcale. Sekcja “przed wyjazdem” dla ludzi myślących, a podejrzewam, że tacy czytają Twojego bloga, będzie oczywistą oczywistością, jednak ogromny plus za to co robić “po wyjeździe”.

    Adamie czy to prawda, że w Londynie mieliście dziś niemalże lato? Na Mazurach wichura i straszne deszcze! Łączę się w bólu, wynikającym z jutrzejszego dnia pracy.

    Dziękując pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy! (Klawisz F5 wytarł mi się od odświeżania Twojego bloga. Czy jest możliwe powiadomienie, choćby mailowe o nowych wpisach?)

  2. admin mówi:

    Dzięki Rafał :)
    Tak, pogoda jest świetna od jakichś 3 dni – można się opalać :)
    Powiadomienia o wpisach, hmmm muszę zobaczyć, czy jest jakaś ciekawa wtyczka do tego (na bank jest, tylko muszę poszukać).
    Sorry za krótki komentarz, ale za chwilę jadę do pracy :)

  3. Mike mówi:

    To powiadamiania o wpisach można wykorzystać RSS, który już jest(pomarańczowa ikonka w pasku adresu, krótki poradnik – http://www.youtube.com/watch?v=Nn_BZko_wN8 )

    A tak po za tym świetny wpis :)

    Pozdrawiam

  4. Paulie mówi:

    Dzięki. Fajnie się czyta takie obiektywne rzeczy od kogoś kto już “tam” jest.

  5. Kaska mówi:

    Adam, tak dla uzupelnienia, zeby ubiegac sie o ‘benefity’ trzeba miec przepracowane ciagiem przynajmniej 12 miesiecy. To nie jest tak, ze od razu Ci dadza jak masz NIN i rejestracje w Home Office, aczkolwiek trzeba to wszystko miec, zeby sie ubiegac.

  6. Richmond mówi:

    “numer NIN, dostajesz go po odwiedzinach w lokalnym job centre (gdzie umawiasz się na wizytę przez telefon). Po kilku dniach dostaniesz pocztą numer tymczasowy, a do 6 tygodni później numer stały na specjalnej plastikowej karcie.”

    Numerow tymczasowych nie ma juz od kilku lat, karty plastikowe rowniez nie sa juz wydawane w ramach oszczednosci.

    Home Office – WRS – rejestracja mozliwa dopiero po podjeciu pracy. Maja zniesc od 1 maja 2011.

  7. Łukasz mówi:

    Bardzo ciekawy wpis i blog. Kilka godzin temu ktoś polecił mi Twojego bloga jako miejsce gdzie znajdę informację o życiu/kosztach życia w Londynie. Nie zawiodłem się… Piszesz bardzo ciekawie i rzeczowo. Będę do Ciebie zaglądał. Przy okazji dobrze, że planujesz zmienić szatę graficzną. Nie dałem rady przeczytać wszystkiego “na raz”. Pozdrawiam.

  8. admin mówi:

    @Richmond: Nieprawda. Ja dostałem w 2010 roku numer tymczasowy, a potem plastikową kartę z numerem. Co do Home Office to fakt.

  9. Richmond mówi:

    Widocznie zalapales sie na plastikowa karte przed cieciami kosztow. Ale teraz ich nie wydaja.

    Tymczasowy NIN:
    “Do not use a temporary National Insurance number.
    A temporary National Insurance number uses the prefix ‘TN’, the date of birth and M or F to denote gender e.g. TN131160M. These are no longer accepted and must not be used. If you receive a P45 from an employee with a National Insurance number starting with TN you should take steps to trace the correct number.”
    http://www.hmrc.gov.uk/employers/workers-from-abroad.htm

    Miales numer tymczasowy, ktory nadal Ci pracodawca? W takim razie nie powinien.

    Nie chce mi sie wierzyc, zeby HMRC przyslalo Ci tymczasowy numer NI, raczej kartke papieru z Twoim numerem NI, a potem karte. Teraz przysylaja tylko list z numerem, nic wiecej.

  10. admin mówi:

    Dostałem od nich list z tymczasowym numerem, który był inny od właściwego. Potem dostałem kolejny lsit z właściwym numerem, a kilka tygodni później kartę. Załatwiałem to mniej więcej w połowie tamtego roku.

  11. Ola mówi:

    Gratuluję bloga. Naprawde świetny i myśle że bardzo pomocny dla wszystkich którzy chcą wyjechać a się boją, bo nie wiedzą jak to wszystko wygląda. Szkoda że nie było go 2 lata temu gdy ja potrzebowałam takich informacji. Na szczęście sobie poradziłam, bez aż tak dramatycznych sytuacji o jakich pisałeś wcześniej.
    Naprawde przeczytajcie to uważnie i podążajcie za radami.
    Najtrafniejsze jest z tym językiem. DOKŁADNIE potrzeba około miesiąca na osłuchanie się.(jęśli oczywiście nie miało sie problemu z ang w Polsce )żeby wiedzieć np. że “hija” to “here” , nie wypowiada się r w 90% słówek itp.
    Pozdrawiam

  12. Richmond mówi:

    Moze osluchac sie przed wyjazdem z Polski, na przyklad sluchajac radia przez internet, najlepiej takiego, gdzie dzwoni duzo ludzi i wypowiada sie na rozne tematy. Wtedy jest przeglad akcentow.
    Ja sluchalam przez rok radia BBC London zanim wyjechalam. Przy okazji wiedzialam z grubsza co sie dzieje w miescie i w UK w ogole.

  13. Marcin Gdańsk mówi:

    Adamie,świetny blog – zimny prysznic przed wyjazdem.

    Wyjeżdżam w czerwcu,do kolegi do Londynu. On siedzi już tam 6-7lat i żyje swoje życie.
    Zaoferował się pomóc mi na początku – więc nie jadę w ciemno.

    Wiem,że lekko nie będzie,ale w Polsce nie widzę przyszłości dla siebie – człowiek pragnie trochę świata zobaczyć. Język znam dobrze,używam mózgu – myślę,że mam szanse.
    Jadę z kolegą,on ma trochę lipę – nie zna języka (słabiutko) a jest budowlańcem-będzie miał cięzko na starcie.

    Pozdrawiam!
    Marcin

  14. Naprawdę super artykuł.Dobra robota.Dużo informacji przejrzyście zaprezentowanych sprawiają że będę tutaj stałym gościem.

  15. [...] poprzednich odcinkach Poradnika Uciekiniera pisałem o zdrowiu i szukaniu pierwszej pracy. Zanim zaczniesz na poważnie myśleć o szukaniu lokum, najpierw załatw sprawy zdrowotne i [...]

  16. Darmowe ogłoszenia…

    [...]Poradnik Uciekiniera – “Pierwsza praca” (cz.2.) | Adam w Londynie[...]…

  17. Ania mówi:

    No więc ja mam takie pytanie… Jeżeli ktoś skończy tylko gimnazjum, albo nawet nie skończy, ma szanse znaleźć tam jakąś prace – po prostu żeby się utrzymać?
    Planuję za 2 lata wyjechać na stałe do Londynu. Przez wakacje teraz mi rodzina załatwia jakąś robotę w Wiedniu, żeby mieć więcej pieniędzy do Anglii. Słabo umiem język, no ale sądze że sobie poradzę jakoś. W każdym bądź razie chciałabym malutki pokój/kawalerke (żeby jak najmniej płacić) .. więc jakoś dałabym radę ?

  18. pozytywniak mówi:

    Mam pytanie, jest jakaś firma w londynie, która oferuje NIN za 40£. Jak to jest – NIN jest płatny czy bezpłatny ?
    Pozdrawiam

  19. admin mówi:

    Pozytywniak: NIN jest bezpłatny.

  20. Dorota mówi:

    Świetny blog! konkret i na temat. Gratki! Pozdrowienia :)

  21. Ewelina mówi:

    Hej,
    Super jest ten blog, co prawda wylałeś mi kubeł zimnej wody na głowe, ale na pewno nie zrezygnuję z pomysłu wyjazdu do Anglii. Aktualnie studiuję filologię angielską, właściwie to dopiero kończę pierwszy rok, ale wcale nie widzę tutaj perspektyw do lepszego życia, słyszałam że w Nowej Zelandii można spbie fajnie życie ułożyć, ale niestety jest to za daleko… hehe
    Więc trzeba zacząć od czegoś bardziej realnego (chociaż niektórzy twierdzą, że nie do końca jest to dobry pomysł). Ja natomiast bardzo bym chciała spróbować. Niestety, mam duży problem bo nie mam nikogo kto mógłby mi pomóc, ani z pracą ani z mieszkaniem….. Trochę się boję tego wyjazdu, bo nie do końca jestem przekonana, czy faktycznie znajdę tam pracę. Zdaję sobie sprawę z tego, że język nagielski mimo że tutaj w Polsce operuję nim doskonale to tam będę potrzebowała czasu by ogarnąć….. :) . Ja osobiście nie myslę może konkretnie o Londynie, ale o Manchester city lub Liverpool. Przeglądam jak wygląda ich rynek pracy, jakich ludzi potrzebują najbardziej, jakich mniej. Aktualnie nie wysyłam żadnych CV bo plan wyjazdu mam odłożony na sierpień (sesja). Myślę, że bardziej w poszukiwania zacznę angażować się w lipcu. Pewnie gdyby była taka sytuacja, ze jednak ktoś był by zainteresowany zatrudnieniem mnie to chciałby zaprosić na inter. a to trzeba być już tam na miejscu….. Wiadomo kwestia umówienia się, ale lepiej tam już wtedy być niżeli nie. Może nie mam racji, moze jestem naiwna. Mam kasę odłorzoną, rodzice chcą mi pomóc. Zdjaę sobię sprawę, ze łatwo nie bedzie, Ale kto nie ryzykuje ten nie zyskuje.

  22. Mateusz mówi:

    To z grafikiem komputerowym ciekawe. Wiesz może jak wyglądają zarobki webdesignera dobrego? Tzn. ja jestem webdesignere, tworzę także np. loga, design aplikacji webowych, mobilnych. Czy dla grafika naprawdę pomocne są strony typu reed, gumtree? Czy może wystarczą rekomendacje?

  23. Waldi mówi:

    Poczęści zgadzam się z tym co zostało napisanę, ale nie do końca. Jak przemyślę sprawę to napisze o co mi chodzi.

Leave a Reply