Polowanie na lisa

kwi
11

Minionej nocy, około  godz. 2-3 obudził mnie dziwny, bardzo głośny dźwięk. Coś między szczekaniem a miauczeniem. Wstałem z łóżka i podszedłem do okna (otwartego, bo już jest ciepło).

Na ulicy dostrzegłem lisa, który kucnął z boku zaparkowanego samochodu i wydawał te diabelskie dźwięki. Siedział tam jeszcze z minutę drąc się w niebogłosy. Potem wstał i gdzieś pobiegł. Za chwilę przybył w to samo miejsce inny futrzak, jakby przyzwany przez tego pierwszego, kucnął, zaszczekał i również się ewakuował. Zaraz potem spod samochodu wyszła trzecia sztuka, wnosząc po zachowaniu poprzedników – samica, która przyjmowała te hałaśliwe zaloty. W końcu wiosnę mamy, dni są słoneczne i ciepłe, zielono się zrobiło, a i drzewa obsypały się kwieciem. Romantycznie się w tym Londynie zrobiło :) Jedyne, czego żałuję z dzisiejszej nocy, to że nie chwyciłem za aparat i nie nagrałem filmiku, który miałby szansę zostać hitem internetu :)

Z tej okazji postanowiłem jednak, że napiszę o londyńskich lisach, które widuję niemal codziennie.

Może trudno w to uwierzyć, ale przez ponad rok odkąd przyjechałem do Londynu, nigdy – przenigdy nie widziałem bezpańskiego psa. Nawet kota biegającego samopas widziałem może jednego. Za to lisy widuję prawie codziennie wieczorem i nie jest to w jakiejś szczególnej okolicy, bo te futrzaki zadomowiły się w całym mieście.  Wieczorami często walczą o śmieci leżące w workach przed domami, albo po prostu specerują sobie i przemykają przez uliczki w swoich, tylko im wiadomych, lisich celach. I choć czmychają krzaki, gdy ktoś przechodzi obok, to i tak da się do nich podejść całkiem blisko.

Osadnictwu sprzyjają spore ogrody przylegające niemal do każdego domu. Lisy rozmnażają się więc w Londynie od lat 30. XX wieku, kiedy taka zabudowa zaczęła tu powstawać.  Szacuje się, że obecnie żyje ich tu ok. 10 tysięcy. Prasa często o nich pisze, np. w kontekście małych dzieci i ewentualnych dla nich zagrożeń albo o tym, ze osiedlają się w dziwnych miejscach (np. na budowie Shard London Bridge . Dziś zaś była w gazecie “Metro” notka o małych osieroconych lisach, których mamą jest obecnie lisica – maskotka. Młode nie mogą bez niej zasnąć, przytulają się itd. , tylko karmienia brak. Gdy podrosną, zostaną wypuszczone na łono natury, bo są tu pod ochroną.

Postanowiłem wybrać się na polowanie na lisa. Tzn. takie bezkrwawe – z aparatem. Wieczorem po prostu pospaceruję po okolicy, w której mieszkam i postaram się zrobić zdjęcie lisa na ulicy (co nie powinno być trudne). Fotkę dodam pod spodem tego tekstu.

[EDIT] Fotki jeszcze nie ma. Tamtego wieczora miałem pecha, bo choć widziałem 2 lisy to mi uciekły… Widocznie też czytają tego bloga :) A potem zachorowałem (jakieś przeziębienie ostre) i póki co siedzę wieczorami w domu.

  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
 

5 Responses to “Polowanie na lisa”

  1. Richmond mówi:

    Kotow jest mnostwo na ulicach, chodza sobie na spacery, czasami opalaja sie na chodniku czy przy wejsciu do domu.

    Lisy to staly element krajobrazu. To ich wycie troche mnie irytuje, szczegolnie gdy mnie budzi w srodku nocy.

    Mozna jeszcze wspomniec o papugach (parakeet), ktory tez zadomowily sie w pld. Anglii i lubia sobie powyc z rana.

  2. admin mówi:

    Kotów nie widziałem. A co do papug to o tym był mój pierwszy post na blogu: http://adamwlondynie.cba.pl/?p=10

  3. seba mówi:

    no i gdzie te fotki ? :)

  4. Paulie mówi:

    Adaaam żyjesz?!

  5. admin mówi:

    hej, tak – żyję, dzięki za troskę :) Chory byłem i dopiero wczoraj doszedłem do siebie. Dlatego nic nie pisałem od kilku dni. Ale może już dziś coś nowego dodam, no worries :)

Leave a Reply