Królewskie ogrody i piknik pod wiszącą skałą (cz.2.) «

cze
8

Pierwsza część niniejszego wpisu poświęcona była poniedziałkowej wycieczce nad morze. Pozostałe dni minionego tygodnia były równie ciekawe, nawet mimo nienajlepszej pogody. Dotyczy to zwłaszcza wycieczki do Kew Gardens, dokąd w niedzielę pojechałem w towarzystwie koleżanki Anki – siły fachowej w sprawach roślin i ogrodów.

Na początek kilka faktów o samym ogrodzie, w wielkim skrócie:

- Pełna nazwa to Królewskie Ogrody Botaniczne w Kew (ang. The Royal Botanic Gardens, Kew)

– Jest to (za Wikipedią) rozległy kompleks ogrodów i szklarni pomiędzy Richmond i Kew w Richmond upon Thames, w południowo-zachodnim Londynie.

- Zostały założone w pierwszej połowie XVIII wieku, ale oficjalnie uznano je za narodowy ogród botaniczny w roku 1840.

- Początkowo zajmowały 30 hektarów, ale przez dziesięciolecia obszar był powiększany do dzisiejszych 120 hektarów.

- W 2003 roku Kew Gardens zostały wpisane na Listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Te proste fakty mogą dać maleńkie wyobrażenie o tym z jak interesującym miejscem mamy do czynienia. Może ten wpis zachęci kogoś do odwiedzin wspaniałego ogrodu :)

Moja wizyta w ogrodach Kew zaczęła się około godz. 15, kiedy dojechałem na stację Kew Gardens, gdzie spotkałem się z koleżanką Anką, która zawodowo zajmuje się m.in. projektowaniem ogrodów oraz doradzaniem klientom w ekskluzywnej firmie ogrodniczej Clifton Nurseries. Niebo było zachmurzone, więc już z góry było wiadomo, że zdjęcia nie wyjdą wspaniale. Po drodze zaszliśmy do Tesco, gdzie zakupiliśmy po małej buteleczce wina Gallo Family. Przy kasie zauważyłem maleńkie parasolki za 4,5 funta / sztuka i po krótkim namyśle jedną kupiłem. Później okazało się, że była to bardzo dobra decyzja.

Wejście na teren Kew Gardens kosztuje około 15 – 20 funtów, więc nie jest to tania rozrywka. Można też wykupić “członkostwo w klubie” i za 60 funtów rocznie można odwiedzać ogród do woli i dodatkowo za darmo zapraszać znajomych (w ograniczonej ilości)

Zaraz za bramą (jedną z bram) znajduje się wielki sklep z kawiarnią. Można tam kupić najrozmaitsze gadżety, książki, zabawki, produkty poświęcone ogrodowi i roślinom samym w sobie. Ceny tych wszystkich zabawek horrendalne. Np. ta plastikowa kulka z zatopionym weń kwiatem kosztuje 30 funtów:

Z innych ciekawych rzeczy warto też wymienić np. produkty zrobione z papryczek chilli. Oto na zdjęciu DŻEM z chilli (słoiczek za jedyne 4 funty):

Anka zakupiła jakąś ogrodniczą książkę i poszliśmy dalej. Niedaleko sklepu znajduje się wielka szklarnia (chyba z XIX wieku), w której rosną egzotyczne rośliny z kilku kontynentów: najróżniejsze palmy, bambusy itd. Na poniższym zdjęciu stoję z Anką obok stawu zlokalizowanego przy szklarni, przy ogromnych liściach (zdjęcie nie pokazuje skali – na żywo robi to większe wrażenie). Jak widać, niebo zachmurzone.

W środku szklarni jest poootwornie gorąco i wilgotno i nie da się tam chodzić w bluzie (koszulka i tak robi się mokra). Od razu przy jednym z wejść zobaczyliśmy prawdopodobnie najstarszą – zasadzoną w donicy, wiąż rosnącą roślinę na świecie. To ta na pierwszym planie:

A tutaj opis dla zainteresowanych (w jęz. ang.):

Zdjęć zrobiłem całkiem sporo, ale nie jest to przecie blog typowo fotograficzny, więc wiele fotek nie będzie :) Oto maleńkie przykłady.

Tak wygląda kwiat imbiru (jedna z odmian):

A tak jakiś kwiatek wyrastający wprost z pnia wielkiej rośliny (nazwy nie zanotowałem):

Można także wejść po krętych schodach na górę szklarni i z bliska oglądać szczyty palm i innych takich:

Mniejsza roślina o rozłożystych liściach z wysokości prezentuje się następująco:

Warto nadmienić, że szklarni w Kew Gardens jest jeszcze kilka, niestety ta największa do której poszliśmy, była już zamknięta. Na terenie Kew atrakcji można zobaczyć jeszcze więcej, warto wspomnieć choćby japońską pagodę, restaurację czy ulubiony zakątek króla Wiliama z małym budynkiem. My skierowaliśmy się jednak wprost do trasy wśród koron drzew (Treewalk). Po kilkunastominutowym marszu dotarliśmy na miejsce, gdzie oczom naszym ukazał się las… oraz taka fajna konstrukcja:

Zanim się tam wdrapaliśmy, wstąpiliśmy do pobliskich podziemi, gdzie multimedialnie prezentowane są różne robale żyjące w korzeniach. Całkiem ciekawie to wyglądało:

Gdy weszliśmy na konstrukcję spacerową, zaczął mocno lać deszcz. Błogosławiłem chwilę, w której zdecydowałem się kupić parasolkę. 2 fotki na górze:

Trasa:

My na trasie (w obiektywie jakiegoś Anglika):

Nie udało się zobaczyć wszystkiego i chyba jest to niewykonalne jednego dnia.

Wyszliśmy tuż przed zamknięciem ogrodu i skierowaliśmy swe kroki do zlokalizowanego nieopodal pubu, gdzie zjedliśmy kolację i posiedzieliśmy jeszcze ze 2 godzinki.

Niedziela została spełniona! :D

A teraz, gdy kończę pisać te słowa, moja siostra, jej mąż i dziecko (mój chrześniak) są w samolocie lecącym do Londynu. Przez niecały tydzień będę im intensywnie pokazywał największe atrakcje miasta. Mam nadzieję, że znajdę czas, by zdawać z tego relacje na bieżąco.

ZACZYNAM URLOP!  :D

  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
 

2 Responses to “Królewskie ogrody i piknik pod wiszącą skałą (cz.2.) «”

  1. Richmond mówi:

    Kew Gardens warto odwiedzac o roznych porach roku, zawsze kwitnie cos innego.

  2. [...] z mieszkania, o którym pisałem), oczywiście Maćka, Ankę (z którą kiedyś np. zwiedzałem Kew Gardens) oraz Dave’a, o którym wspominałem na początku wpisu. Wszyscy zgromadzeni lubią bilard, a [...]

Leave a Reply