Na urodzinach u królowej

cze
28

Minęło 2 tygodnie odkąd do Polski wróciła moja siostra, jej mąż i  syn- mój 5-letni chrześniak Mateusz. Spędzili w Londynie tydzień, a ja służyłem za przewodnika. To było bardzo, ale to bardzo intensywne zwiedzanie. No a poza tym przyjeżdżając tutaj na pewno nie spodziewali się spotkania z… Elżbietą II

Początkowo miałem zamiar opisać dzień po dniu tej wycieczki. Zrobiłem ponad 4GB zdjęć i filmów, których część chciałem umieścić na blogu. Ale, że ten obszerny temat odwlekam z dnia na dzień, postanowiłem opisać tylko jedno zdarzenie, acz bardziej szczegółowo.

Z kronikarskiego obowiązku wymienię jednak najpierw wszystkie miejsca, w których byliśmy. Po odjęciu pierwszego i ostatniego dnia (podróż) mieliśmy 5 dni na jazdę po Londynie:

Dzień 1. Science Museum, Natural History Museum, Albert Memorial, Lunch w lokalu Prince Albert

Dzień 2. Zakupy, Restauracja

Dzień 3. Buckingham Palace, Tower of London / Tower Bridge, Rejs Tamizą, Big Ben / London Eye

Dzień 4. English Breakfast w pubie, British Museum, Little Venice (ale z ewakuacją z powodu silnego deszczu)

Dzień 5. Shard London Bridge, Southwark Cathedral, Canary Wharf, Greenwich, Camden Town

Pogoda podczas tego tygodnia była w kratkę, czyli jednego dnia wiało i był deszcz, a następnego świeciło pięknie słońce.  Dodatkowo siostrzeniec przyjechał z połowicznie zaleczoną anginą, którą przejąłem i kurowałem się z niej przez ponad 10 dni. Proszki pomogły mi przetrwać wizytę rodziny i czułem się w miarę dobrze.

Ciekawe zdarzenie, będące istotą tego wpisu, miało miejsce trzeciego dnia zwiedzania. Mieliśmy pojechać na Canary Wharf, ale po drodze zagadaliśmy się w pociągu zmierzającym do centrum i przegapiliśmy stację. Stwierdziłem więc, że nie ma sensu wracać, bo za długo to potrwa. Po szybkiej naradzie udaliśmy się więc do Buckingham Palace żeby zobaczyć zmianę warty o godz. 11.30.

Wstyd przyznać, ale podczas mojego półtorarocznego pobytu w Londynie, nigdy tam nie byłem (pomimo, że codziennie jestem o 10 minut na piechotę od pałacu po drodze i z pracy).  Planowana zmiana warty miała być tuż tuż, więc wsiedliśmy do autobusu, gdzie z kolei zapytałem się jednej z pasażerek, na którym przystanku mamy wysiąść. Była to starsza pani w kapeluszu i z dość mocnym makijażem. Odpowiedziała, że też tam jedzie i żebyśmy wysiedli razem z nią, co oczywiście zrobiliśmy.

Pani była dość rozmowna, więc po drodze dowiedzieliśmy się, że przyjechała specjalnie z wybrzeża, żeby tego dnia być pod pałacem. A fatygowała się taki kawał drogi z okazji… urodzin królowej, które mają charakter święta narodowego i corocznie obchodzone są w czerwcowy weekend.  Była więc konna i piesza parada wojskowa, orkiestry oraz wystrzały z armat, wyjście całej rodziny królewskiej na słynny balkon, mały pokaz lotniczy i przede wszystkim: ogromny tłum ludzi z całego świata. Więcej można przeczytać na tej obrzydliwie wyglądającej stronie.

Nic nie wiedzieliśmy o tym wydarzeniu, więc było to bardzo pozytywne zaskoczenie. Coś tam wcześniej o tym czytałem w gazetach, ale nie skojarzyłem dat. Tak więc los (albo przegapienie stacji) skierował nas na imprezkę u królowej Elżbiety II. Fajnie :)

Kilka zdjęć:

Nie wiem, kiedy należało przyjść, ale ci przy samych barierkach na pewno ustawiali się już rano. Całości pilnowały setki, jeśli nie tysiące, policjantów i żołnierzy.

Największy wszystkowidzący cwaniak w tłumie w pożyczonych okularach słonecznych (na ramionach taty):

Królowa przyjechała odebrać paradę i stanęła sobie na takim małym podwyższeniu:

Po paradzie królowa wjechała do pałacu dorożką. Rozległy się wystrzały z armat na jej cześć, a tłum w podnieceniu oczekiwał wyjścia swej władczyni na balk9n. Udało mi się to uwiecznić na filmiku (robione aparatem, a nie kamerą, co widać). W tle słychać moją siostrę, która krzyczy: “Adaś, Adaś!” :)

Filmik można zobaczyć pod TYM ADRESEM (update: lub bezpośrednio niżej)

Później cała rodzina wyszła do gawiedzi wzbudzając powszechny zachwyt. Nie wiem, co ludzi tam tak kręciło, no ale co kto lubi, niech ma. Niestety mój obiektyw nie pozwala na lepszego zooma:

Kolejnym punktem obchodów był przelot samolotów wojskowych. Były te stare z II WŚ, ale też i nowoczesne odrzutowce. Podobna atrakcja miałą miejsce podczas niedawnego ślubu Wiliama i Kate (na balkonie po lewej stronie).

Rodzina pomachała, ludzie się pocieszyli i już było po wszystkim.

Tylko ci biedni ludzie w czerwonych mundurach musieli jeszcze stać pod pałacem (wiecie, że ich czapki robi się z niedźwiedzich futer?)

To był piękny dzień pelen wrażeń.  Później byliśmy jeszcze w kilku innych miejscach, ale to już inna historia…

  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
 

2 Responses to “Na urodzinach u królowej”

  1. sly mówi:

    najważniejsze że udało się ominąć albo zdążyć przed zamieszkami obecnymi :) )

  2. [...] pierwszym razem – do dinozaurów trzygodzinna kolejka. Za innym, podczas odwiedzin mojej siostry z rodziną, kartka z informacją, że “dinozaury pojechały na wakacje”, czyli remont [...]

Leave a Reply