Park – wybieg dla londyńczyka

wrz
3

Ten post spłodziłem wiele tygodni temu, ale że nie był opublikowany, to czynię to teraz:

Jest końcówka maja, w Londynie piękna słoneczna pogoda. Parki, których nie brak w stolicy Zjednoczonego Królestwa, codziennie odwiedza tłum spragnionych relaksu londyńczyków.  W odróżnieniu od polskich parków, których oferta ogranicza się do kilku ławek, są to miejsca pełne życia.  Sport, zwierzyniec, minigolf, kafejka, kort tenisowy, plac zabaw z brodzikiem – czyli park w Londynie na przykładzie Queen’s Park.Gdy zaraz po przyjeździe, zamieszkałem na południu Londynu, w (na?) Mitcham – dzielnicy raczej biednej, zamieszkanej głównie przez imigrantów z Indii, Pakistanu czy Polski, zadziwił mnie widok ogromnej zielonej przestrzeni pośród gęsto zabudowanej okolicy.  Była to w zasadzie otoczona ruchliwymi ulicami łąka wielkości dwóch (trzech?) boisk piłkarskich, z kilkoma drzewami, dwoma stołami do ping ponga i (uwaga!) darmową siłownią na powietrzu. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem park w Londynie.  Niby nic specjalnego, ot gigantyczny trawnik, ale ze świecą szukać w Polsce czegoś (w sensie społecznym) podobnego.  Każdy cieplejszy dzień przyciągał bowiem coraz to większą ilość okolicznych mieszkańców, którzy w parku grali w piłkę nożną, krykieta, ćwiczyli na wspomnianej wcześniej siłowni lub po prostu siedzieli na kocu i rozmawiali. Podczas weekendów trudno zaś było znaleźć choćby skrawek wolnej przestrzeni.  Podobnie jest w Queen’s Park…

Od Queen’s Park do miejsca, w którym obecnie mieszkam, dzieli mnie zaledwie kilka minut marszu. Codziennie pokonuję ten dystans w drodze do pracy, przechodzę przez park i dochodzę o stacji metra nazwanej.. Queen’s Park :) To północny-zachód Londynu, druga strefa, co oznacza też inny przekrój społeczny i nieco inne potrzeby okolicznej ludności.  No ale po kolei…

Każdy park w Londynie ma swoją historię. Udokumentowaną, znaną, bardziej lub mniej chwalebną. Queen’s Park nazwę swą zawdzięcza wizycie Królowej Victorii i Księcia Walii, którzy trzydziestego czerwca 1879 roku przybyli na wystawę zorganizowaną w miejscu dzisiejszego parku przez Królewskie Zrzeszenie Rolnicze. Na wystawę prezentującą ówczesne maszyny rolnicze, zwierzęta hodowlane itp. przybyło łącznie (w ciągu tygodnia jej trwania) 185000 osób. Po tym wydarzeniu postanowiono ten obszar wielkości 30 akrów przekształcić w park.  Kilka starych zdjęć tutaj.

Dziś pierwsze co zwraca uwagę w parku, zwłaszcza rano, to… wiewiórki. Jest ich tam mnóstwo. Skaczą, drażnią się z gołębiami, te śmielsze jedzą z ręki … albo pozują do zdjęcia :) Te przemiłe zwierzaki w niczym nie przypominają swoich kuzynów z Polski. Są to bowiem wiewiórki szare, oryginalnie występujące na obszarze Ameryki Północnej. W 1889 roku, w hrabstwie Bedfordshire wypuszczono na wolność 350 sztuk, a że dranie są silniejsze i szybko się mnożą, to pospolite Europejskie rude wiewiórki zostały wyparte. Przypomina to nieco historię londyńskich papug, o których kiedyś pisałem. Więcej o wiewiórkach szarych można poczytać na Wikipedii.

Poza dziko żyjącymi wiewiórkami są w Queen’s Park do zobaczenia także inne zwierzaki. Mieszczuchy mogą sobie bowiem zwiedzić mały zwierzyniec i pokazać swoim dzieciom – mieszczuchom, jak wygląda koza, królik, kura itd. Nie trzeba nic płacić, a po wytarganiu za uszy zwierzaka można przed wyjściem umyć sobie ręce w wyznaczonym miejscu. Wszystko w zgodzie z brytyjskim duchem “Health and Safety”. Niech no mi ktoś pokaże coś takiego w Polsce… Zdjęcia niestety brak (może kiedyś zrobię przy okazji).

Częstym widokiem w parku są ludzie uprawiający najróżniejsze formy sportu. Biegacze – banał, piłkarze, krykieciści, tenisiści, golfiści – banał. Największe wrażenie zrobiły na mnie świeżo upieczone mamy, które z trenerką pchały wózki z pociechami NA WYŚCIGI! :) Po takim wysiłku można z czystym sumieniem odwiedzić parkową kafejkę i gorącą kawą latte popić tłustego pączka :) Dla starszych dzieci jest w parku plac zabaw z brodzikiem (2 – 3 razy większy obszar niż średni plac zabaw w Polsce, z superfajnymi urządzeniami do zabawy), oczywiście ogrodzony, co by żaden piesek nie nasikał, monitorowany kamerami i z ludźmi do pilnowania pociech.

Ciekawym miejscem dla ludzi spragnionych spokoju i ciszy jest tzw. “cichy ogród”, czyli oddzielona od parku barierką przestrzeń z ławkami, gdzie nie wolno wchodzić z psem i ogólnie rzecz biorąc nie wypada robić obory :) Można natomiast wygrzewać się w słońcu na ławce, zdjąć buty, czytać książkę, albo po prostu gapić się na kwiatki. Do każdej z ławek przytwierdzona jest tabliczka z sentencją, z dedykacją, ku pamięci. Bardzo romantyczne! ;)

Jak już wspomniałem wcześniej, parki w Londynie to miejsca niezwykle popularne. W parku się bywa, spotyka ze znajomymi, biega, opala, pali sziszę na kocyku, chodzi się z dziećmi i z pieskiem, spotyka się sąsiadów i wymienia ploteczki. A jak się trawa w jakimś miejscu ugniecie, albo zrobi się dołek? No to wtedy takim małym elektrycznym samochodzikiem podjeżdża pan z obsługi, wbija palik z informacją, że się prosi o nie wchodzenie tutaj, grabi ziemię, sieje nową trawę i za kilka dni teren jak nowy :)

A gdy nadchodzi wieczór, ogrodzony park zostaje zamknięty na noc. Całonocny monitoring zapewnia, że rano nie będzie syfu, pijaczków leżących na ławkach, porozwalanych śmieci, czy psich kup w piaskownicach.

Radnych miast, burmistrzów i prezydentów z Polski powinno się obowiązkowo na początku kadencji wysyłać do takiego londyńskiego parku. Patrzeć, uczyć się i przenosić wzorce do kraju!

  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
 

One Response to “Park – wybieg dla londyńczyka”

  1. Sloma mówi:

    Wszystko fajnie, też przechodziłem fascynację “wyspami”, ale nie o tym chciałem. Różnica pomiędzy naszym podwórkiem, a tym tutaj polega na tym, że na “wyspach” istnieje coś takiego jak lokalna społeczność. To ona wywiera nacisk na lokalnych polityków, aby właśnie coś takiego jej stworzyć.
    W Polsce istnieje coś innego, a sprowadza się do prostego: “I tak się nie da i tak (ONI) zrobią co będą chcieli, po co więc próbować”. To właśnie takie myślenie jest przyczyną tego, że w naszym kraju jest jak jest i że mamy takich polityków jakich mamy, niezależnie od szczebla władzy. Wyjątki można policzyć na palcach jednej ręki i też trzeba się nieźle naszukać.
    Inna kwestia to jak żądać od naszych polityków aby nam zapewnili to co chcemy, skoro nikt nie potrafi w Polsce merytorycznie dyskutować, najlepiej drugą stronę zakrzyczeć jeśli się nie zgadza i przy okazji sponiewierać z błotem aby pokazać swoją wyższość. Według mnie istny kontrast do rzeczywistości w UK.

Leave a Reply