Zamieszki 2011

sie
9

W minioną sobotę imprezowałem ze znajomymi Anglikami w centrum Londynu, konkretnie w Westminster. Chodziliśmy od knajpy do knajpy, poznawaliśmy ludzi, zabawa była przednia. O poranku odczytałem pocztę. Siostra z Polski pyta, czy u mnie wszystko ok, bo te zamieszki.. “Jakie zamieszki?” – pomyślałem, nieświadom tego, co się dzieje…

A później przeczytałem w necie o tym zastrzelonym na Tottenhamie (północ Londynu) kryminaliście. Miał broń, strzelał do policjantów, policjanci zastrzelili jego. Na nieszczęście był Murzynem, a na “czarnym” Tottenhamie to wystarczyło żeby wybuchły zamieszki.  Nie przejąłem się zbytnio, nawet mówiłem ludziom w Polsce, że ta dzielnica jest od miejsca, w którym mieszkam, w takiej odległości jak Lublin od Radomia. Podobnie reagowali inni znani mi ludzie, generalnie nikt się zamieszkami nie przejął. Były nawet żarty, że na polskich portalach obwieszczana jest apokalipsa, w Londku jakoś niezauważalna.

Noc z niedzieli na poniedziałek przyniosła eskalację konfliktu na Brixton, kolejną “czarną” dzielnicę, tym razem w południowej części miasta. To już całkiem niedaleko mnie. Jako, że brzydzę się fałszywą poprawnością, powiem szczerze, że Brixton jest miejscem, do którego bym nie pojechał, zwłaszcza po zmroku. Biali ludzie omijają tę dzielnicę, zamieszkaną w dużej części przez mniejszość z Afryki, niewykształconą, niepracującą nierzadko od trzech pokoleń, z której rekrutują się watahy młodocianych kryminalistów widoczne na codzień, teraz w całej krasie. Tego nie da się w żaden sposób odnieść do Polski, nie ma po prostu punktów odniesień, które dałyby komuś z zewnątrz pełny obraz nizin społecznych Londynu.

Po wydarzeniach z Brixton już zaczęło być jasne, że nie chodzi o protest, ideologię, obronę mniejszości, ani żadne inne szlachetne pobudki. Rasa zastrzelonego przestępcy stała się jedynie pretekstem do wzniecania burd przez innych niewyżytych, ćwierćinteligentnych kryminalistów, których kolor skóry już coraz częściej się nie liczy. Nie bez przyczyn wszak, po uprzednich splądrowaniu, palą się sklepy. Tak należy na to patrzeć, i tak w końcu chyba zaczynają widzieć problem angielscy decydenci, którzy rozważają wyprowadzenie armii na ulicę. Grzeczna angielska policja z miękkimi pałkami to za mało na tę złodziejską dzicz.

Wczoraj wieczorem (z poniedziałku na wtorek) siedziałem sobie w internecie przy otwartym oknie. Od pewnego momentu nie przestawały milknąć odgłosy kursujących karetek i radiowozów. Trwało to kilka godzin. Przez gadu gadu odezwał się do mnie przyjaciel Przemek C., który wypytywał o to co się dzieje, odezwała się też Mariola M., zaś na facebooku czytałem kolejne doniesienia znajomych londyńczyków, do których zbliżało się zagrożenie. To już zaczynało wygłądać bardzo serio.

Kilka cytatów z fb:

Magda S.:  oh shit, getting closer…
Dave W: Is caught up in the riots woooooooooooo I got asked to leave sainsbury coz there was loads of hoodies outside ready to rumble !!!!
Marta P: Essex and Suffolk Police have confirmed that they have sent officers to London to assist Metropolitan Police
Beata B: British government should get the army down to London. It’s shocking what is happening.


Podczas tej nocy zamieszki ogarnęły Croydon (dzielnicę, do której zalicza się już mój adres), gdzie splądrowano i spalono ogromny sklep z meblami oraz inny z elektroniką. Colliers Wood, dokąd mam jakieś 30 minut szybkim marszem i gdzie najczęściej odwiedzam sklepy z ubraniami zostało całkiem odizolowane przez policję i nie wiem w jakim jest stanie. Ealing (czyli Polakowo), gdzie mieszka wielu moich znajomych, pełne jest dziś spalonych aut, wybitych szyb sklepowych. Clapham Junction, przez które codziennie przejeżdżam także dołączyło do miejsc opanowanych przez debili. To ważny węzeł komunikacyjny, którego na szczęście nie zamknięto.

Wymieniłem killka dzielnic, które z jakichś powodów wiążą się z moją osobą. Dzieje się jednak źle także w innych miejscach, miastach nawet jak np. Birmingham, Bristol i Liverpool.

Mapka:
A London map I never thought I'd see... #londonriots htt... on Twitpic

A jak rozlewa się to wszystko na inne dzielnice? Ano komórkami i internetem. Te bandy są zwyczajnie zorganizowane.

Podobnie jak większość normalnych ludzi czekam na wojsko, bo bez tego może zrobić się bardzo ciepło na moim podwórku. I liczę na zdecydowane działania oraz ostrą amunicję.

Mam nadzieję, że jutro nie będę musiał dodawać nowego posta o zamieszkach, że to się już skończyło.. choć z drugiej strony kusi mnie żeby pojechać z aparatem i pstryknąć płonący sklep :)

Pozdrawiam i nie martwcie się. Za dnia nie jest tu tak strasznie :)

P.S.  Bardzo ostry komentarz pojawił się pod tekstem na portalu www.gazeta.pl

marti.33:

“…Powstanie klasy pracującej”, “intifiada społecznej podklasy….”

bzdety !!!

mieszkam na Hackney i widzialem wczoraj co nieco …. i jedno co moge powiedziec, to to, ze to raczej klasa NIE-pracujaca brala udzial w rozruchach ….

znudzone nastolatki z mniejszosci etnicznych wziely na siebie uliczne walki z policja, a zorganizowane rabunki sklepow mialy zawsze ten sam scenariusz – podjezdzal van z grupkami CZARNYCH chlopakow, parkowali w bocznej uliczce, wlamywali sie do sklepu, szybko brali co popadnie, pakowali do vana i odjezdzali, zostawiajac gownazerii potyczki z policja i demolowanie sklepow ….

a te Polki, ktore tak bronia mniejszosci kolorowej twierdzac, ze widzialy wielu bialych … coz nie bede komentowal z kim ida do lozka i do kogo czuja …well…. sentyment …..

bo kto ma oczy to widzi, ze cala demolka jest odwalana przez african-caribbean minority

…. kropka

  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
 

4 Responses to “Zamieszki 2011”

  1. asd mówi:

    jaki niepoprawny politycznie wpis!

    …i luv it

  2. Andy K. mówi:

    Bron gladkolufowa, gaz i miny ! Tylko to przemawia do tego w wiekszosci czarnego motlochu. Ciekawe ze chinczyki nie atakuja…
    Zatrzymany na podpaleniu, rozrubie i innych takich ?
    Bilet powrotny do kraju przodkow !!

    Swoja droga cekawe ol przy okazji zalatwi swoje “sprawy” z innymi… Ile ofiar znajdzie policja w spalonych miejscach ?

  3. Charlie mówi:

    Cóż, podobna sytuacja była we Francji kilka lat temu, z tymi młodymi Arabami co się usmażyli w stacji wysokiego napięcia, bo uciekali przed policją. Tutaj też – nie ważne, że zastrzelono kolesia, który miał nielegalną broń palną i prowadził wymianę ognia z policją (a z tego co pamiętam, policja wyposażona w broń ostrą, to w Anglii raczej niespotykana rzecz). Ważne, że gościu był
    Oto do czego doprowadziła polityka multi-kulti i pełen socjal dla mieszkańców byłych kolonii.

    Taka osobista refleksja: jak studiowałem, przyjeżdżałem do GB pracować, to było w Walii, w Aberystwyth. To małe miasteczko, więc tam było bardzo spokojnie i sielankowo. Taka typowa brytyjska mieścina. Z chęcią bym tam jeszcze wrócił, ale wiadomości jakie dochodzą z Wielkiej Brytanii coraz częściej utwierdzają mnie w przekonaniu, że GB tonie…
    Dzięki za bloga, trzymaj się tam!

    Charlie

  4. Marcin mówi:

    Z tego wynika tylko jedno, i jest to przestroga na przyszłość: Breivików będzie więcej. Pozdrowienia z NYC.

Leave a Reply