Dzień przed czwartą nocą

sie
9

Londyn zamarł. W dniu poprzedzającym czwartą noc od początku zamieszek, ludzie skupili się na porządkowaniu bałaganu, a wieczorem czmychnęli do domów. Spokój, cisza, jak nigdy.

Miałem dziś okazję znaleźć się w sprawach zawodowych na “Polakowie”, czyli w dzielnicy Ealing, zamieszkanej w dużej części przez imigrantów z kraju nad Wisłą. Widziałem wiele zniszczonych witryn sklepowych, powybijanych szyb i ludzi, którzy cały ten bałagan starali się ogarnąć. Na ulicach wielkie korki spowodowane policyjnymi blokadami, a przed centrum handlowym “Arcadia” spory tłumek z komórkami w rękach. Żałując okrutnie, że nie miałem przy sobie Nikona, zrobiłem zdjęcie wejścia do tego budynku swoim telefonem (LG GT540). Panie i Panowie, tak dzicz używa drogowego słupka w konfrontacji z laminowanym szkłem:

A tutaj policyjna, tekturowa, informacyjna nakładka na słup z informacją “Nie zrób z siebie celu” oraz “Uliczni bandyci działają na tym obszarze”. Sorry, ale pozostaje mi tylko powiedzieć: “Jakie to, k…a, angielskie…”:

A tutaj także z Ealingu witryna agencji handlu nieruchomościami. W środku był zapewne piękny zasób kluczy do domów wraz z adresami:

Po pobycie na Ealingu wróciłem do firmy. Dowiedziałem się z neta oraz z radia, że zwiększono liczbę policjantów w mieście do 16 tysięcy (z 6 tys.) i zezwolono na użycie gumowych kul (po raz pierwszy w historii UK). Z radia napływały wiadomości, że jest spokojnie, ale co innego mówili ludzie dzwoniący do znajomych z firmy. Coś się działo i świadczyły też o tym wyjące na okrągło syreny policyjnych i ratowniczych aut. Wygląda więc na to, że początki rozrób były szybko gaszone w zarodku.

W drodze do domu zauważyłem niespotykane jak na Londyn rzeczy. Stacje metra i same pociągi wyludnione (jechałem liniami Picadilly, District oraz Northern, byłem na stacjach Park Royal, South Kensington, Victoria, Balham, Tooting Broadway), na ulicach mało samochodów, a witryny sklepowe już pozamykane (tuż po godz. 18). Na szczęście sklepik przy moim domu otwarty, jako chyba jedyny w promieniu 3 kilometrów. Kupiłem gruszkowego Bulmersa (cider) i popijam go, pisząc tego posta. Zdrówko!

Po drodze pierwszy raz widziałem policjantów, którzy zatrzymali kogoś żeby sprawdzić co ma w plecaku (koleś był z Manchesteru i mówił z wyrzutem “come on! search me!”). W Polsce to się nazywa “prewencja”, tutaj rzecz raczej nie do pomyślenia, o czym pisałem dawno temu tutaj. Na stacji Victoria tłum był, ale znacznie mniejszy niż zwykle, za to widziałem tam w ciągu 5 minut chyba z 10 policjantów (zazwyczaj 0 – max 2). Tutaj późniejsze fotki zrobione telefonem z okna autobusu:

Tooting przy stacji metra Tooting Broadway. Zamknięte sklepy, która zazwyczaj otwarte są do późnej nocy. Brak ludzi na chodniku (zazwyczaj tłum o tej porze). Mało samochodów (zazwyczaj nieustanny korek):

London Road przy parku Figges Marsh. Gdyby nie zamieszki, byłaby zatłoczona o tej porze (ok. 19.40):

Jaka jest atmosfera w mieście? Trudno to nazwać strachem, ale też normalnie nie jest. Aż “słychać” ciszę, przerywaną co chwilę syrenami służbowych aut.

Mamy w UK godzinę 21.42, kończę pisać posta. Mam nadzieję, że to już koniec tej bezsensownej zadymy, i że jutro nie będzie zupełnie o czym pisać ;)

  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
 

Leave a Reply