Wypadek w pracy

sie
12

ufff… to był ciężki dzień. Po rozcięciu sobie ręki miałem okazję poznać brytyjską służbę zdrowia…

Co robię w Londynie? Ano pracuję w biurze firmy zajmującej się produkcją okien, drzwi, ganków, dachów szklanych, luster i innych nietypowych rzeczy ze szkła. Czasami jednak, np. przy urlopowym braku ludzi, pomagam fizycznie przy pracach instalacyjnych. Dzisiaj właśnie tak było …i najlepiej się nie skończyło.

Pojechałem z jednym z pracowników do knajpy, która przechodzi kompletny remont. Lokal zyskał np. dwa duże akwaria (jedno z taką rybą co się nadyma i jest jadowita), ledowe oświetlenia, przepiękne dekoracje z czarnego i “mrożonego” szkła, zarówno w części barowej, jak i tej ze stolikami. To tyle z ładnych opisów.

Wszystko szło gładko do momentu, gdy mieliśmy przenieść z vana dwie ogromne czarne szyby o grubości 8 mm, które miały być potem przymocowane na ścianie za barem. Nie wiem ile cholerstwo waży, ale obstawiam coś około 100kg na sztukę. Żeby to przenieść mocuje się do szkła specjalne przyssawki z rączkami, zdolne utrzymać ten ciężar i oczywiście ułatwiające transport. Dodam jeszcze, że hartowane szkło bardzo trudno jest zbić choćby młotkiem, jeśli uderza się prostopadle (czyli np. kamieniem w okno). Ale wystarczy bardzo drobne uderzenie w krawędź i całość w mgnieniu oka rozsypuje się w maleńkie kawałki. Dlatego określa się to mianem szkła “bezpiecznego”, bo jak się stłucze i spadnie na kogoś to nie robi krzywdy. Ja tyle szczęścia nie miałem…

Wynieśliśmy z vana tę taflę. Uważnie, powoli, żadnego uderzenia krawędzi nie poczułem. Zrobiliśmy krok żeby zmienić chwyt (za dużo by tłumaczyć jak to dokładnie wyglądało) i zarejestrowałem tylko coś w rodzaju eksplozji. Szyba w ułamku sekundy zmieniła się z hukiem w ważącą 100kg masę drobnych szkiełek. Kolega z pracy, o wieeeeeele bardziej doświadczony w pracy ze szkłem niż ja, odskoczył. Ja tylko zrobiłem wielkie oczy.

Chwilę potem zacząłem oglądać swoje ręce, bólu żadnego nie czułem. I nawet zdziwił mnie widok strużek krwi, które pojawiły się na mojej prawej ręce (w czasie “wybuchu” ta ręka prawie dotykała szkła). Zauważyłem, że fragment skóry na przedramieniu jest częściowo oderwany, a pod spodem widać białe mięso. Z perspektywy kilku godzin oceniam jako objaw szoku fakt, że starałem się odruchowo ten fragment wpasować w dawne miejsce. Dziwne, jak działa ludzki umysł….

Krew zaczęła kapać na ziemię, zrobiło się małe zamieszanie. Opatrunek założył mi człowiek z innej ekipy, która pracowała wówczas w tej knajpie. Podczas bandażowania mówił, że sam zajmuje się szkłem i pokazywał blizny na swoich rękach. Chyba chciał mnie trochę uspokoić tym gadaniem i robił to bardzo dobrze. On gadał, a ja byłem w szoku spokojny aż do przesady.

To co opisałem wyżej, od momentu zranienia, trwało kilka minut.

Szpital był blisko, więc zostałem tam dostarczony bardzo szybko przez kolegę z pracy, który ze mną był.

Wszedłem budząc małą panikę w poczekalni – czerwony od krwi opatrunek robi na ludziach wrażenie. Recepcja, pytania zadawane przez kobietę azjatycką (Indie itp.) słabo mówiącą po angielsku. Imię? Adam. Nazwisko? Podane (źle wpisane choć przeliterowałem). Adres? Podane. Czy sdfhsdkjfhsdkjfh? Pardon me? JSHDKSJDH? Pardon me? itd. Trwało to chwilę, gdy tak stałem z tą ręką w okienku.

Po około 10 minutach pielęgniarka zaprosiła mnie do gabinetu. Przemyła ranę, przepytała, wklepała w kompa co trzeba (wkurwiając cię mocno, bo ta z recepcji nie wyszła z mojego szpitalnego “profilu”, co blokowało edycję, potem poszła do recepcji, opieprzyła itd itd itd). Stwierdziła (słusznie!), że mogę mieć kawałki szkła w ranie, więc wysłała mnie na rentgena.

Nie wiem, jak długo czekałem na zdjęcie, ale dla mnie to były wieki, tym bardziej, że przede mną był jakiś koleś z urazem nogi. Ja tu z tymczasowym opatrunkiem sobie stoję, z otwartymi ranami, które trzeba chyba szyć, rodzą się w głowie myśli o martwicy tej naderwanej części skóry (20 minut mija), a czekam w kolejce. A potem wpadło mi do głowy, że to chyba oni się znają, nie ja. I może nie jest tak źle i ten koleś z nogą jest słusznie “pilniejszy”. Taka jakaś gonitwa myśli mi się pojawiła po prostu.

W końcu wyszła pani od rentgena i mnie zawołała. Zapytała mnie o dane jak ta kobita z recepcji (pewnie to była weryfikacja, czy nie staram się wyłudzić świadczeń) i weszliśmy do środka. Pstryknęła mi to co trzeba (czyli okolice kciuka oraz przedramię), a ja zrobiłem sobie telefonem zdjęcie. Proszę spojrzeć:

Niby nic, prawda? Wygląda na zdjęciu jak większe zadrapanie, ale jest to jednak głęboka rana, po której będę miał “fajną bliznę / blizny” w kształcie litery Y oraz 2 lub 3 blizny w okolicy kciuka.

Po rentgenie czekałem na lekarza jakieś 10 minut. Po wejściu do gabinetu pogadaliśmy chwilkę, oczyścił rany ponownie. Zapytałem, czy będzie mnie szył – potwierdził.  Zaczął się już przygotowywać do zabiegu, ale widocznie stwierdził, że ma do czynienia z kimś na poziomie (chyba, bo nie wiem jak to tłumaczyć inaczej) i powiedział, że zrobi coś lepszego. Poszedł do magazynku (mają na szyfr) i przyniósł klej.

Jak wyjaśnił, to taki “superglue”. Odciął końcówkę tubki i zaczął spajać. Najbardziej bolało, gdy podniósł mi ten połowicznie odcięty kawałek skóry. Przeklinałem wtedy pod nosem, za co potem doktora przeprosiłem. Powiedział, że spoko :)

Zaschło. Położył plastry i powiedział, że to by było na tyle. Aha, powiedział jeszcze, że zostaną blizny. Zażartowałem mówiąc “serio?” udawanym zdziwieniem i uśmiechem.

Zanim siadłem do pisania tego tekstu, zmieniłem wedle zaleceń, opatrunek. A potem pożałowałem, bo mogłem strzelić aparatem zbliżenie obrażeń z bliska.

ufffffff… po ciężkim dniu udam się na odpoczynek. Jestem, wbrew pozorom, w dobrym nastroju, bo nie pocięło mi twarzy, nie uszkodziło mięśni, nerwów, żył. Always look on the bright side of life :)

P.S. Bardzo proszę o kontakt kogoś, kto ma doświadczenie w odszkodowaniach (tzn. miałeś tak? daj znać)

  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
 

6 Responses to “Wypadek w pracy”

  1. Slaw mówi:

    Ja mam blizny po szkle…zdarzenie kiedy je nabyłem miało miejsce jakieś 13 lat temu na ul. Pięknej :) Witam w rodzinie :) hehe…

  2. admin mówi:

    Hahaha :D Ale ja wygrywam, bo będę miał lepiej widoczne :P

  3. Bartłomiej mówi:

    http://www.claimsforyou.com/ – pierwsze lepsze które przez przypadek zobaczyłem w gazecie przedwczoraj i tak mi się przypomniało. A kawałek z Żywota Briana powinien być angielskim hymnem ;)

  4. [...] zrobiła mi się 3 dni temu taka czerwona plama wokół rany odniesionej w pracy, o której pisałem. Potem była większa, wczoraj też zwiększyła swój rozmiar. Z przykrością stwierdzam, że [...]

  5. [...] 2. Pożegnałem się z poprzednią firmą i zacząłem pracować w innej, w zdecydowanie lepszej atmosferze, powoli robiąc to w czym jestem najlepszy. Branża dość dla mnie obca, więc sporo czasu zajęło mi poznanie, o co w tym wszystkim chodzi. Obecnie, po dwóch miesiącach, nadal więcej nie wiem, niż wiem. Z poprzednią firmą rozmawia w moim imieniu firma prawnicza, której zleciłem reprezentowanie mnie w sprawie odszkodowania za wypadek, który miałem w sierpniu (pisałem o tym tutaj). [...]

  6. [...] Jeszcze podczas rozmowy o pracę na opisane wyżej stanowisko, zaznaczyłem że może być tak, że może za tydzień, może za 2 miesiące będę musiał wyjechać do Londynu w związku z odszkodowaniem, za wypadek w pracy o którym na blogu swego czasu pisałem. [...]

Leave a Reply