Ja – gadżeciarz

lis
3

Gadżety lubiłem zawsze, zwłaszcza elektronikę. Przez kilka lat (jeszcze w Polsce) towarzyszył mi multimedialny odtwarzacz COWON D2, ale dopiero w Londynie zrozumiałem, że cierpię na uzależnienie od XXI wieku i dóbr materialnych, jakie ze sobą niesie.

W Londynie gadżeciarstwo to przypadłość powszechna, dotycząca wszystkich grup społecznych. Widać to codziennie na ulicy, w metrze, sklepie, na ławce w parku.  Każdego dnia obserwuję, jak ludzie czytają książki na ebook readerach, słuchają muzyki z iPodów lub iPhonów, grają na komórkach, Nintendo 3DS lub innych przenośnych konsolach, przeglądają sieć w komórkach, laptopach, tabletach.

Jest to tak powszechne, że londyńczyków jako zbiorowość można określić mianem cyborgów – są cali okablowani i wpięci w internet. Aż nie widać, gdzie kończy się, a gdzie zaczyna człowiek.

Irytujące w tym zjawisku jest idiotyczne gonienie za nowościami, szpan na co dzień. Przez jakiś czas trwała na przykład wojna między BlackBerry a iPhonami. Kiedyś 2 firmy dzieliły się angielskim rynkiem mniej więcej po połowie, ale BlackBerry wojnę przegrał i zaczął tracące wpływy odbijać sobie wypłynięciem na rynki wschodnie (np. do Polski). O ile więc wcześniej dało się w Londynie zauważyć użytkowników obydwu marek, to teraz posiadanie BlackBerry jest passé. “Najlepiej” posiadać najnowszy model iPhona i to jak najszybciej po jego wyjściu, żeby zdążyć poszpanować, zanim spowszednieje. “Warto” wystać kilka godzin w kolejce żeby model 3 zmienić na 4, choć w sumie różnica między nimi żadna. A jeśli chodzi np. o iPada to już następnego dnia po premierze widziałem człowieka, który go używał w metrze. Pewnie biedaczysko się nie wyspało, a i nogi od kolejki wyczerpane…

Żałosny nie jest sam fakt posiadania i nawet szpanerstwo, ale to że sprzęt często trafia w ręce ludzi, którzy użyją niewielki procent jego możliwości. Po co komuś telefon “wszystkomający” skoro ten ktoś tylko dzwoni i smsuje? Zakupy są więc dokonywane pod wpływem działań promocyjnych, a nie rzeczywistych potrzeb. Inaczej mówiąc, sprzedaż gadżetów w Londynie to czyste przełożenie typu marketing / promocja –> wytworzenie potrzeby –> zakup. W Polsce to nie działa tak łatwo na masową skalę z prostej przyczyny – ceny. Gadżety w Polsce kosztują bowiem tyle samo co w Londynie, tyle że siła nabywcza pieniądza jest jakieś 4,7 raza wyższa na korzyść UK. Jeszcze innymi słowami: w UK mając średnie zarobki, jesteś w stanie kupić sobie nowego notebooka po 2 tygodniach pracy i do tego, przy lekkim zaciśnięciu pasa, te 2 tygodnie przeżyć (opłaty, jedzenie, jakieś spodnie itd.). A potem… im mniej musisz się o coś starać, tym łatwiej jest ci to wyrzucić do śmietnika i kupić nowe.. I tu powstaje kolejna decyzja zakupowa.. Będąc w spirali niskiej świadomości technicznej + marketingu i reklamy, wybierzesz znowu markę budzącą najlepsze skojarzenia, całkowicie nie mając pojęcia o istnieniu produktów o zdecydowanie lepszych parametrach technicznych i.. tańszych.

Staram się działać odwrotnie, czyli najpierw mieć UZASADNIONĄ potrzebę zakupu danego gadżetu, a dopiero potem kupować. Jestem zatem gadżeciarzem świadomym, a przynajmniej tak sobie wmawiam :D

Oto moja lista codziennych gadżetów. Przetestowane, warte polecenia:

COWON D2

Ten multimedialny odtwarzacz towarzyszy mi już od kilku lat. Kiedy go kupowałem w Polsce, kosztował około 1000zł. Polecił mi go kolega Bartek z Poznania, bo sam coś takiego posiadał. Sprzęt jest warty swojej ceny, podobnie jak pozostałe, nowsze modele ze stajni Cowon Systems.

COWON D2:

- ma dotykowy ekran, – odtwarza muzykę w bardzo dobrej jakości, – odtwarza filmy, – ma radio, – wyświetla zdjęcia, – ma notatnik, -ma słownik, – odtwarza animacje flash, – ma dyktafon stereo, budzik chyba też.

Prawdziwie audiofilski klimat osiąga się z pomocą dobrych słuchawek. Kilka razy kupowałem w Polsce pchełki VEDIA SRS200. Świetna jakość dźwięku za relatywnie niską cenę, ale są okropnie awaryjne. Obecnie korzystam z dousznych Sennheiser CX200 i stwierdzam, że to najlepsze słuchawki jakie miałem w życiu.

Z moim COWONem wiąże się niezbyt miła historia. Otóż całkiem niedawno (kilka miesięcy temu) szedłem pod prysznic, ale wcześniej sprzątałem w pokoju. Przesypałem między innymi zawartość popielniczki do reklamówki ze śmieciami, którą z kolei postawiłem na szafce. Zaczynam się myć i słyszę jakieś piszczenie, coś jak czujnik dymu. Pomyślałem, że to pewnie znowu ktoś przypalił jedzenie i odezwał się ten w korytarzu. Na wszelki wypadek jednak opuściłem kabinę i poszedłem do swojego pokoju. Było czarno od dymu. Okazało się, że jakaś iskra tliła się w tych niedopałkach z popielniczki. Reklamówka ze śmieciami przepaliła się na wylot, a że leżała na COWONie to spaliła się izolacja słuchawek, całkiem roztopił się wskaźnik dotykowy, no i obudowa w jednym miejscu hmm.. nie wygląda za ciekawie. Poza tym sprzęt działa idealnie, więc nie chcę się z nim rozstawać.

Aha, zacięła mi się (i nadłamała) w nim karta pamięci 16GB, więc jeśli dodać do tego wbudowane 4GB to mam łącznie 20GB na muzykę, filmy itd…

 

SONY PRS – 350

Urządzenie ratujące życie. Intelektualne życie. Jest to bowiem genialny ebook reader, czy jak kto woli: czytnik ebooków, w technologii E-Ink. Najpopularniejsza w UK (i chyba na świecie) jest marka Kindle, ale z moich doświadczeń wynika, że to jest jak w przypadku Apple – ludzie idą za stadem i nie patrzą na detale.

Sony wypuściło produkt bardzo dobry, z dotykowym ekranem (czyli jednym ruchem przerzucasz stronę książki), z ciekawym designem, z dużą ilością pamięci, bez konieczności płacenia za każdą książkę (po prostu ściągasz sobie na kompa pdfy i wrzucasz przez USB). Wybrałem wersję “350″ ze względu na rozmiar i wagę (mieści się w tylnej kieszeni dżinsów).  Wadą produktu jest brak polskiego oprogramowania (w tym: słownika), więc czasem wykrzacza pdfy, a i problemem bywają też polskie fonty w dokumentach Worda. Mam nadzieję, że polski soft się pojawi, wtedy reader ów będzie produktem doskonałym.

Do tego zakupiłem sobie folię ochronną na ekran oraz skórzaną okładkę, która przydaje się np. w metrze. Czytam, czytam i czytam i jestem baaaaaardzo zadowolony z tego gadżetu. Wcześniej jeździłem z plecakiem, w którym woziłem papierowe tomiska. A teraz mam jakieś 200 książek załadowanych do pamięci :)

 

LG GT540

Telefon, który kupiłem po zgubieniu (lub kradzieży) poprzedniego. Chciałem podpisać umowę z jakimś operatorem i wziąć sobie najnowszego Samsunga Galaxy, ale niestety w UK do tego trzeba mieć paszport. Do UK przyjechałem na dowodzie, który tutaj nic nie znaczy. Poszedłem więc do sklepu sieci z używaną elektroniką CEX i znalazłem sobie tego LG za 58 funtów. Smartphone na Androidzie w skrócie mówiąc. W pełni sprawny, odnowiony, jak nowy i z gwarancją.

Dzięki zassanym z neta aplikacjom mogę w dowolnej chwili przeglądać sieć, sprawdzić połączenie (metro, autobusy itd.), odbierać maile, używać skype  itd. :)

To z kolei możliwe dzięki temu, że przesiadłem się na nową sieć komórkową, która korzysta z nadajników O2. Sieć nazywa się “giffgaff”. Za jedyne 10 funtów miesięcznie (bez kontraktu) mam 250 minut do wszystkich, smsy i internet BEZ LIMITU.  Nie potrzeba mi nic więcej. A jak klikniecie tutaj i ewentualnie zamówicie sobie kartę (przyjdzie pocztą) to jeszcze dostanę bonus za polecenie.

Do tego zakupiłem folię ochronną na ekran, “pokrowiec” oraz kartę pamięci 4GB.

Nic nie daje takiej radości jak smartphone z nielimitowanym netem :)

 

HP Mini 210-2003 SA

Mały niebieski notebook z superwytrzymałą baterią (7 godzin!). Bardzo mi się przydał podczas podróży autobusem do Polski i z powrotem. W Polsce zaś kupiłem net komórkowy od Play. Kartę włożyłem do telefonu tego wyżej i podpiąłem go kablem do komputerka żeby robił za modem. Działało wyśmienicie. W Polsce dokupiłem do niego małą niebieską walizeczkę.

Nie wożę go codziennie, bo i po co skoro net jest w kom. Ale jest to rzecz przydatna na dłuższe wypady, np takie, jak moja wyprawa do Dublina w lutym.

Musthave :)

 

Lubię swoje gadżety!

:D

 

  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
 

6 Responses to “Ja – gadżeciarz”

  1. s mówi:

    Też jestem gadżeciarzem więc ten wpis mi się szczególnie podoba :) pozdr

  2. tomek błaszczuk mówi:

    Siema. Odświeżam temat, bo trochę się zafrapowałem tymi słuchawkami dousznymi. W sensie zdziwiłem się, bo nie lubię takich. Tu też trochę:

    http://www.ziemianiczyja.pl/2011/11/ciemnosc-slysze/

  3. admin mówi:

    Hmmm Tomku, dousznych też nie lubiłem nosić na początku, ale da się przyzwyczaić. Wygrywają świetną jakością dźwięku, pięknym basem i izolacją od otoczenia.
    Staram się nie słuchać zbyt głośno, więc może mi tak szybko ten słuch nie siądzie. Na pewno nie będę jeździł z takimi wielkimi słuchawami, jakoś mnie to mierzi… :)

  4. tomek błaszczuk mówi:

    Mierzi? No Adam… Ja wolę zachować słuch jak najdłużej ;) Izolacja otoczenia to dla mnie minus jeśli idzie o chodzenie po mieście, wolę jednak cokolwiek słyszeć. A takie douszne założyłem raz i od razu rozbolało mnie ucho. To idzie za bardzo w bębenki, nie dla mnie.

    A skoro mierzi Cię chodzenie z wielkimi, to mniemam, że zależy ci bardzo na tym jak wyglądasz w metrze ;)

  5. admin mówi:

    Haha no proste, lans ponad wszystko lol :D A tak serio to z wielkimi mało kto chodzi, głównie tacy wiesz odjechani kolesie w dziwnych ubraniach. Ja doskonale rozumiem argumenty “za” wielkimi, ale jakoś nie mogę siebie w nich wyobrazić.
    A w dousznych właśnie izolacja w metrze wygrywa, bo pociąg jest baardzo głośny.

  6. tomek błaszczuk mówi:

    A w dousznych właśnie izolacja w metrze wygrywa, bo pociąg jest baardzo głośny.

    Metro dla mnie jest za głośne na słuchanie muzy w słuchawkach jakichkolwiek. Dobrze, że rzadko jeżdżę metrem. Ja chodzę w nausznych od, ja wiem, 3 lat może i nie wyobrażam sobie innych. Szczerze mówiąc, tutaj mnóstwo ludzi tak łazi. Dziwne ubrania? Ja nie wiem, może i tak, ale na tej zasadzie można wszystko tak pojmować. Na przykład, że z Kindle’ami chodzą faceci w sweterkach i tak dalej. Tylko co to mnie?

    Takich używam, super są, a plus jest taki, że kabel jest wymieniany jak się zepsuje. Douszne (ale nie takie wewntętrzne jak twoje, tylko ajpodki klasyczne) noszę ze sobą, na wypadek deszczu :D

    http://reviews.cnet.com/headphones/sennheiser-hd-477/1707-7877_7-20145895.html

Leave a Reply