Zmiana pracy, Maciek i urodziny (cz.1.)

gru
3

Ho, ho, ho, że tak sobie pozwolę powiedzieć, bo dawno nic nie pisałem, a i termin jakby sprzyjający :) Co się działo ostatnio? Ano zwolniłem się z poprzedniej pracy, przyjechał mnie odwiedzić kolega Maciej no i miałem urodziny. 31 na karku to poważna sprawa :)

Postaram się napisać jak najbardziej przejrzyście i najkrócej jak się da, bo lanie wody skończyłoby się nudziarstwem. Tak więc po kolei:

Zmiana pracy

W poprzedniej pracy jak pies się męczyłem. Nie fizycznie bynajmniej. Robiłem w biurze nie to, co na początku uzgadniałem, nie mogłem nawet tego porządnie zacząć, bo każde działanie musiało być osobiście zatwierdzane przez szefostwo. A szefostwo najczęściej było zajęte lub nieobecne, więc robota miesiącami stała… To z kolei blokowało lepsze zarobki bo “najpierw miałem się czymś super wykazać”. Błędne koło. Albo na przykład sprawa mojego wypadku w pracy, gdy rozciąłem sobie rękę…Wydarzyło się w połowie sierpnia i do dziś sprawa nie została jeszcze do końca załatwiona, i być może skończy się pozwem. Było jeszcze więcej absurdów, ale już sobie daruję ich opisywanie. Napisałem więc piękne wypowiedzenie i po dwóch tygodniach byłem wolny. Oczywiście wcześniej znalazłem sobie pracę gdzie indziej, minął dziś trzeci dzień w nowej pracy i jestem super zadowolony :)

Już po złożeniu przeze mnie wypowiedzenia dostałem na biurko kilka żółtych karteczek. Żeby przepisać na kompie, dodać mapkę sytuacyjną, wydrukować i powiesić na tablicy w stołówce. Śmiałem się do rozpuku z tego pomysłu, no i z samego stylu wprowadzania “nowej procedury”. Doskonale to oddaje atmosferę w firmie, czyli komunikację szef – pracownik, a i o samym bossie świadczy to samo za siebie. Litościwie pomijam nazwę firmy i inne “ciekawe” tematy. Panie i Panowie: bez komentarza dalszego polecam poniższe zdjęcie wykonane telefonem:

Uśmialiście się? Ja tak.

Impreza pożegnalna

Nastąpił w końcu ostatni dzień w pracy. Pod koniec dnia dostałem od ludzi z firmy szybę okienną w formacie A4, a kartką w środku. Na kartce podpisy z dedykacjami. Miła rzecz, która stoi sobie u mnie w pokoju na półce. Dali mi też taką elektroniczną zabawkę – pluszaka – Ciasteczkowego Potwora. Zwierzak po naciśnięciu łapy otwiera buzię i domaga się karmienia ciasteczkami. Plastikowe ciasteczka – 3 sztuki – były w komplecie. Z naciskiem na “były”, ale o tym później :)

Po tych kurtuazjach i przytulaniu poszliśmy sporą bandą do polskiej knajpy “Magnat”. Troszkę to speluna, ale jest najbliżej firmy, więc stąd wybór. O czizas, co tam się dziaaaałoooo.. Dzikie tańce, bilard, drinki, ma -sa -kra! Podczas wspólnego papierosa na zewnątrz poprosiłem kolegę Dave’a – jedynego Anglika w firmie i kumpla o krótkie podsumowanie mej skromnej osoby. Myślałem, że dla żartu mnie obsmaruje, ale odpowiedział w typowo angielskim ironicznym stylu. Wypowiedź kolegi nagrałem komórką, przetłumaczyłem i wrzuciłem na youtube. :)

Towarzystwo chwiejnie opuściło lokal. Zostałem ja oraz Magda i Dave, oboje z pracy. Skończyło się na tym, że we trójkę skończyliśmy u Dave’a w domu, gdzie dołączyli do nas jego bardzo wyluzowani rodzice. Bal trwał prawie do rana, więc do domu dotarłem po godz. 15 dnia następnego w niezbyt dobrej formie :)

Niestety do domu dowiozłem jedynie 1 ciasteczko dla maskotki. Pozostałe dwa “gdzieś się zawieruszyły”. Nie naje się biedactwo ;(

Maciek i zwierzaki w Hyde Parku

Między starą a nową pracą miałem ok. 1,5 tygodnia wolnego. W tym czasie przypadały moje urodziny. Zaprosiłem więc do siebie kolegę Maćka, który miał czas i chęci by znów odwiedzić Londyn i troszkę się zrelaksować. Był u mnie 6 dni, podczas których pojeździliśmy w różne miejsca, zwiedzaliśmy, imprezowaliśmy. Fajnie było.

Maciek powiedział drugiego dnia pobytu, że świetnie się w Hyde Parku karmi wiewiórki (kiedyś był tam i mówił, że to super zabawa). No to pojechaliśmy, po drodze zakupując w Tesco muffinki, za którymi podobno wiewiórki przepadają. Mieliśmy (a przynajmniej ja) koszmarny syndrom dnia poprzedniego, wszak z okazji spotkania nie podzieliliśmy się chlebem i solą :) Na szczęście wiewiórkom i ptactwu londyńskiemu to nie przeszkadzało.

Byłem dość sceptycznie nastawiony do pomysłu z tym karmieniem, ale szybko okazało się to faktycznie świetną rozrywką. Zwłaszcza, że pogoda była słoneczna i ciepła, a zwierzaki właziły po nodze aż pod kołnierz żeby złapać kawałek muffinki. Zrobiliśmy niezłe show w Hyde Parku. Ludzie przystawali z otwartymi ze zdziwienia buziami i robili nam zdjęcia haha

Karmienie wiewiórki w moim wykonaniu wygląda następująco (niestety nie chciała dać buziaka i szybko uciekła):

Nagrałem też filmik pokazujący karmienie stwora, który można obejrzeć tutaj.

Oczywiście ptactwo lokalne też było zainteresowane darmowym jedzeniem. Wystarczyło wyciągnąć rękę i już zlatywały się gołębie lub mewy. Czasem siadało ich z 5 na człowieku!

Ja z gołębiami:

A tutaj wspomniany Maciek przy brzegu Serpentyny (takie sztuczne jezioro w Hyde Parku), podczas karmienia mewy:

Urodziny

Następnego dnia (w sobotę 26 listopada) przyszedł czas na świętowanie moich urodzin. Co prawda wg. kalendarza mam je kilka dni później, ale wiadomo… sobota. Zaprosiłem cztery osoby: Tomka (współlokatora z mieszkania, o którym pisałem), oczywiście Maćka, Ankę (z którą kiedyś np. zwiedzałem Kew Gardens) oraz Dave’a, o którym wspominałem na początku wpisu. Wszyscy zgromadzeni lubią bilard, a Dave nawet jeździ na zawody (i rzeczywiście przez cały wieczór przegrał fuksem tylko jedną partię!!). Wylądowaliśmy więc w klubie bilardowym w centrum Londynu The Elbow Room, gdzie jest 7 stołów, gra rockowa muzyka, atmosfera jest jednym słowem ciekawa. Anka sprezentowała mi dwie genialne książki związane z moimi pasjami, jedną poświęconą gotowaniu angielskiej kuchni (jeśli w ogóle można powiedzieć, że jest taka hehe) z setką przepisów, oraz drugą o fotografii pod tytułem “The Complete Photographer” z poradami sław fotografii, wywiadami i oczywiście świetnymi zdjęciami. Dziękuję skarbie za prezent, buziak! :D

Szło mi fatalnie (w bilarda). Przez cały wieczór wygrałem może 2 partie. Usprawiedliwiam się tym, że kij trzymałem w ręce ponad rok temu, a wcześniej grałem bardzo często. Cóż, to nie jest jak jazda na rowerze… Zdjęcie z grania tutaj:

Potem jeszcze zagraliśmy w piłkarzyki. Ja w parze z Maćkiem a Dave z Tomkiem. Jako, że Maciek stołowym piłkarzem jest wybornym, nie martwiłem się o wynik. Oczywiście wygraliśmy, a i mnie udało się strzelić kilka bramek. Zwycięska drużyna na załączonym obrazku:

Aparat Maćka, którym były robione tego dnia zdjęcia nie wytrzymał presji i się… rozładował (potem fotki dobrą komórką robiła Anka, ale jeszcze mi nie przysłała). A my tymczasem pojechaliśmy do klubu australijskiej sieci Walkabout na Shepherds Bush, gdzie kontynuowaliśmy zabawę. To świetne masowe miejsce z muzyką na żywo. Wypiliśmy mnóstwo piwa i innych takich, a podczas grania przez zespół “Don’t look back in anger” śpiewaliśmy na całe gardło z setkami ludzi w lokalu. Było prawie tak, jak na tym filmiku

albo na tym :D

Urodziny miałem więc wspaniałe, w świetnym towarzystwie i pełne atrakcji. Szkoda, że to już trzydzieste pierwsze :)

Jako ciekawostkę zaś powiem, że w dniu moich właściwych urodzin kupowałem butelkę whisky w sklepie sieci Morrison. No i pani mnie poprosiła o dowód, że mam skończone 25 lat (wiek od którego można kupić wysokie procenty w UK). No i co Wy na to cwaniaczki? hahahah :D

Teraz kończę wpis, bo Dave jedzie na kilka miesięcy do Azji i robi pożegnalną imprezę. Spotykamy się dziś wieczorem w dużej grupie na Leicester Square, a potem… to kolega trzyma w sekrecie i już się zaczynam bać :) Następny wpis będzie o wielkim (ogromnym) wesołym miasteczku w Hyde Parku, gdzie byliśmy z Maćkiem, Anką i kilkoma znajomymi. Takich atrakcji jak tam, w Polsce nie znajdziecie! Przedsmak w postaci zdjęcia:

Pozdrawiam i lecę pod prysznic :)

  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
 

6 Responses to “Zmiana pracy, Maciek i urodziny (cz.1.)”

  1. Bartłomiej mówi:

    Cóż, imprezy pożegnalne są najlepsze bo na nich okazuje się kto tak naprawdę miał przyjemność z kim pracować, takie przyjaźnie się utrzymują. Wiem co mówię. Anyway, kilka słów odnośnie cytatu:
    “i być może skończy się pozwem” – w tym celu trzeba dochowywać terminów i to jest m.in. powód dlaczego zostałem tfu “związkowcem” bo mam to za darmo. Wystarczy ogólne naświetlenie sprawy a dzięki temu mam załatwione wszystko od ręki i w dodatku na lepszych zasadach niż reklamowane “no claims no fee”. Musisz od razu zgłosić albo przepadnie. W polsce związki to kaszana tutaj coś dla nas robią.

  2. 12345 mówi:

    Pozdrawiam!

  3. Richmond mówi:

    Rozpuszczone te wiewiorki :-) Zdjecie z karmienia fajne. Jakby ktos szukal jeszcze wiewiorek w tych okolicach, to jest ich sporo w Holland Park. Tam jeszcze sa kroliki i pawie.

  4. Piotrek mówi:

    Każdy rodzaj alkoholu można kupować mając skończone 18 lat. To o czym piszesz to jest tak zwane ‘Challenge 25 http://www.wsta.co.uk/challenge-25.html‘ – sprawdza się dowód każdemu kto wygląda poniżej 25 roku życia, taki margines błędu:) pozdro

  5. admin mówi:

    @Piotrek Dzięki za informację. Jakoś sobie nigdy tym szczególnie nie zawracałem głowy, ale dobrze wiedzieć o co kaman :)

  6. Paulie mówi:

    Gdy będę w Anglii na wycieczce to na jaki dokument mogę kupić alkohol? Czy respektują już Polskie dowody osobiste?

Leave a Reply