Po czym poznać, że jesteś w UK za długo?

kwi
12

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie Agnieszka H., która w komentarzach na facebookowym fanpejdżu bloga dała zabytkowego linka z joemonster.org…

We wpisie na fanpejdżu napisałem o tym, że mój post o wyjeździe do Polski był primaaprilisowym żartem, ale że teraz już na poważnie myślę o rychłym powrocie do kraju nad Wisłą. Podałem krótką listę tego, za czym z UK będę tęsknić. No i Agnieszka (pozdrawiam) w odpowiedzi dała tego linka do tekstu z 2007 roku: http://www.joemonster.org/art/8306/Po_czym_poznac_ze_za_dlugo_przebywasz_w_UK_

Listę zawartą w artykule (choć satyrycznym) porównałem do siebie i teraz pozwolę sobie ją skomentować (punkty z joemonster wyróżniłem kursywą):

1. Rozważałeś noszenie identyfikatora z odpowiedziami na wszystkie nurtujące Brytyjczyków pytania: “Nie, niedźwiedzie nie chodzą po ulicach. Tak, w Polsce mamy lato. Tak, jestem tu legalnie. Nie, nie wiem jak długo tu zostanę. Nie, nie jem codziennie bigosu!”

Nie rozważałem. W ogóle kontakt towarzyski, jaki nawiązałem z Brytyjczykami, ogranicza się do dość małej grupki kilkunastu młodych osób i polega głównie na rozrywce. Jeżeli pytają o Polskę, to zazwyczaj nie ma takich idiotycznych pytań. A ja sam muszę się powstrzymywać, żeby im za bardzo o naszym kraju nie truć dupy. Zrobiłem raz wyjątek w tej materii, dając bardzo dobremu koledze Dave’owi kompletny kurs języka polskiego i zaprosiłem go do Polski, po tym jak już tam wrócę. Pisałem o tym chyba tylko na fecebooku, gdzie pomagaliście mi wybrać prezent na urodziny dla kolegi :)

2. Jesteś święcie przekonany, iż Poniedzialek, Wtorek, Środa, Czwartek, Piątek i Sobota są dobrymi dniami na wyjście do pubu. Niedziela też jest godna rozpatrzenia.

Oczywiście, że tak! Przyjazd do UK nie zmienił wiele w tej sprawie :) A tak na poważnie, to podoba mi się ta angielska tradycja wspólnego wyskakiwania na piwko po pracy. Nie chodzi o to żeby się zalać, leczy by pogadać, zrelaksować się po prostu.

3. Piszesz nazwy tygodni i miesięcy wielką literą. (:P)

Nie mam problemów z językiem polskim. Oczywiście czasem zdarzy mi się pongliszować, ale staram się zwracać na to uwagę i chronić w sobie poprawną polszczyznę. To może wynika ze zboczenia zawodowego, no i nie bez przyczyny też miałem szóstkę na maturze z polskiego hahaha :)

4. Zrezygnowałeś z tłumaczenia, dlaczego jesteś spóźniony 1,5h do pracy, bo nikt nie zauważył i/lub nikogo to nie obchodzi.

Tak, nawet na to wcześniej nie zwróciłem uwagi. Londyńska komunikacja publiczna jest fantastyczna, metro co 2- 3 minuty, regularne autobusy całą dobę, czyste pojazdy – miód, malina! Ale…. wystarczy jeden samobójca na torach, albo z innego powodu zatamowany ruch, a korki rozpleniają się w całej okolicy. Nikogo więc nie dziwią spóźnienia do pracy, dotykają bowiem one wszystkich. No i jeszcze dochodzi sam styl pracowania, który różni się od tego w Polsce, gdzie kierownik jest bogiem, który głównie za złe karze, a za dobre nie wynagradza… Tutaj ludzie są w pracy ludźmi, a nie robotami.

5. Jesteś w stanie wytlumaczyć tym irytujacym turystom jak dojść do Oxford Street.

Zdarzało się wielokrotnie. I tak, czasem bywa to irytujące :)

6. Nie fatygujesz się żeby wyjrzeć rano przez okno i sprawdzić jaki mamy dziś dzień. I tak wiesz, że prędzej czy później będzie padać.

Gruba przesada o tej wilgotności. Opady są krótsze, nieregularne i kilka razy w jednym dniu może padać, a potem wychodzić słońce. Ale nie ma tak jak na filmach, gdzie w Londynie ciągle leje, albo cały czas jest mgła i ludzie chodzą w płaszczach (z melonikami lol). Poza ty, prognozy meteorologiczne są całkiem trafne (w przeciwieństwie do Polski). Wystarczy wejść np. na metcheck.com, wpisać swój kod pocztowy i już widać prognozę szczegółową dla danej dzielnicy.

7. Oczekujesz od mężczyzn używania grzebienia, produktów stylizujących i/lub suszarki, prostownicy. Noszenia eleganckich ciuchów – T-shirt i jeansy nie są już akceptowane w towarzystwie.

Bzdura. Powiedziałbym nawet, że w mieście tylu “kosmitów”, widok kolesia w marynarce, krótkich spodenkach i klapkach, mało kogo obchodzi. Tutaj możesz być sobą, w Polsce wytykają cię palcami w analogicznej sytuację.

8. Zanosisz się śmiechem oglądając w TV ludzi mówiacych po angielsku z tragicznym polskim/rosyjskim/czeskim/etc. akcentem.

O tak, to prawda. Może to mało tolerancyjne, ale tak jest. Tylko chyba raczej czuję się zażenowany, a nie śmieję się.

9. Uważasz, że £40 za ścięcie włosów brzmi dość racjonalnie.

Podobno kobiety tyle płacą (jeśli pójdą do angielskiego fryzjera). Mój zaufany “ciapek” w salonie obok bierze ode mnie 7 funtów.

10. Doskonale rozumiesz działanie i korzystasz z Customer Service.

Korzystam tylko, gdy muszę. Nie rozumiem ich działania. Call centers obsługujące UK np. z Indii są tragiczne, a konsultantów nie da się słuchać. Po tym, jak ostatnio rzuciłem słuchawką z nerwów (bo Azjata nie potrafił zrozumiałym angielskim mi odpowiedzieć), kolega sprzedał mi patent na podniesienie ciśnienia nieudacznemu konsultantowi. Powiedział żeby kulturalnie poinformować, że niestety nie mówi się w PUNJABI i zapytać, czy jest tam jakiś biały człowiek, z którym można by porozmawiać. Straszna chamówa, ale przyznacie, że zabawna :)

11. Po dyskotece zamiast szukać 24h McDonalda szukasz Fish & Chips.

O tak, zdecydowanie. Tyle, że nie po dyskotece, bo na takie przytupy nie chadzam. Raczej po długim wieczorze w dobrym klubie i nie szukam ryby z frytkami, tylko kurczaka lub kebaba :)

12. Więcej niż trzy godziny dziennie światła słonecznego uważasz za nadmiar.

Byyyzyduraa. Co tu komentować?

13. Kończysz każde zdanie wyrazem “Cheers”, “Yeah” lub “Mate”.

Nie każde, ale tak – to część potocznego języka.

14. Twierdzisz, iż £5 za 8 minut na solarium jest odpowiednią ceną.

A nie jest? Nie wiem.

15. Dwa dni temu uświadomiłeś sobie, że zgubiłeś swoje okulary przeciwsłoneczne… 2 lata temu na wakacjach.

Bzdura. Mam talent do gubienia i niszczenia okularków i ich brak od razu zauważam. A potem gorzkie żale… :)

16. Zaczynasz myśleć, że angielska kuchnia nie jest taka zła. Poza tym nic nie pobije angielskiego śniadania.

Śniadanie jest ok. Ale angielska kuchnia, jako taka, nie istnieje. Nawet w angielskiej książce kucharskiej, którą dostałem w prezencie, za angielskie potrawy uchodzą te z Indii lub innych kolonii.

17. Właśnie kupiłeś swoją 6 parasolkę i 3 kurtkę przeciwdeszczową.

Tak, chyba kupiłem 4 parasolki, jedną znalazłem w metrze :)

18. Zdałeś sobie sprawę z tego, iż krem przeciwsłoneczny, który jest w szufladzie kupiłeś w Polsce… 2 lata temu.

Że co? Kremów takowych nie używam. Ale mam przeterminowane leki z Polski i muszę je któregoś dnia wyrzucić :)

19. Dzień na plaży oznacza założenie najcieplejszych ubrań jakie masz, a pływanie jest ostatnią rzeczą jaka przychodzi Ci do głowy.

Na kamienistej plaży wiatr łeb urywa (np. przy klifach). Ale to też mitologia w dużej części.

20. Nie zastanawiasz się nawet jedną sekundę nad zakupem gotowej kanapki w Tesco.

Przez długi czas byłem na diecie dwukanapkowej (nie chciało mi się po prostu jeść przez kilka miesięcy). I taka kanapka z Tesco za funta (serowo – cebulowa) to był mój obiad i kolacja. Kanapeczka ma ok. 500 kalorii! :)

21. Słoneczna przerwa obiadowa oznacza szukanie wolnego kawałka trawnika i rozebranie się niemal do bielizny.

Nie zauważyłem czegoś takiego. Może w parku na Soho tak jest? W centrum tylko widziałem kolesi w gajerach, jak siedząc na ławce wcinali kanapki (takie jak w punkcie wyżej).

22. Oglądając amerykańskie filmy masz wrażenie, że wszyscy jeżdżą po złej stronie ulicy.

Tak, zjawisko istnieje. Ale po chwili przechodzi :)

23. Wszystkich ludzi w pracy pytasz: “Alright?”

Nie, nie i jeszcze raz nie. To może i miłe “zagajenie” bo pytasz o czyjeś samopoczucie, ale niektórzy ludzie przeginają i za kaaażdym razem (nawet kilka razy na dzień) zaczynają kontakt tym słowem. Brrr… okropieństwo.

24. Na świeta zamiast karpia kupujesz indyka, a na światecznym stole zamiast opłatka masz Crackersy (duży kartonowy cukierek z bibelotem w środku, który robi “Crack!”, gdy go otwierasz)

Tak, nie ma takiej celebry świątecznej jak w Polsce. Jesz co chcesz, strzelasz z crackersów, idziesz do pubu albo restauracji, spotykasz znajomych, jedziesz gdzieś na urlop. Bez tej spiny jak w Polsce.

25. Pobiłeś swój życiowy rekord w ilości kupionych kartek światecznych.

O tak, Anglicy są na tym punkcie po…ni (nie przyjąłem tej choroby). Ktoś zachoruje to już mu kartki ślą, są całe wielkie sieci sklepów z samą papeterią!

26. Zaczynasz kibicować brytyjskiej drużynie narodowej w piłce nożnej, zamiast polskiej na Euro albo Mundialu

Nie.

27. Nie pamiętasz za cholerę słów mazurka Dąbrowskiego, za to ,,God save the Queen” zaśpiewasz bezbłędnie, obudzony o 4 nad ranem.

Nie. I nawet o takim przypadku nie słyszałem, żeby jakiś Polak podobnie reagował lub choćby znał słowa angielskiego hymnu.

28. Patrzysz za okno, mżawka, zimno jak cholera i myślisz: O jaka piękna pogoda.

Eee tam. Po prostu wzruszasz ramionami.

29. Nie tylko mówisz, ale też myślisz po angielsku.

To fakt, zwłaszcza np. po całym dniu / wieczorze spędzonym z samymi Anglikami.

30. Po przegranym meczu drużyny angielskiej odczuwasz potrzebę wypłakania się i ogłoszenia minimum 3-dniowej żałoby narodowej.

Nie.

31. Zaczynasz chodzić w grudniu po ulicy bez rajstop i w krótkim rękawku i patrzysz zdziwiona na ludzi w kurtkach i szalikach

Zdecydowanie tak. Dodam nawet, że cały rok chodzę bez rajstop i nie golę nóg! Lol :)

32. Twoj makijaż kiedyś subtelny i delikatny, teraz świeci się jak psu … zgodnie z obowiązującym trendem

Mój makijaż, taa… Poważniej mówiąc: wiele dziewczyn wygląda tu okropnie z tą tapetą ku…wską. Wystarczy wybrać się w weekend do centrum żeby zobaczyć tę rewię rodem z Pretty Woman (przed przemianą głównej bohaterki).

33. Na pytanie czy masz chłopaka odpowiadasz ze szczegółami jak Ci z nim było ostatniej nocy

To chyba zależy od konkretnych osób i ich ekshibicjonizmu emocjonalnego. I generalnie to mnie to pytanie nie dotyczy.

34. Jak ktoś Ci zwróci uwagę, że będąc na diecie nie powinnaś jeść chipsów i batoników czekoladowych, obruszasz się i mówisz, że to weigth watchers i mają tylko 100 kcal na paczkę

Odchudzaniowa hipokryzja. Temat chyba międzynarodowy :)

35. Przestajesz się dziwić, że przy minus dwóch stopniach ogłaszany jest stan klęski żywiołowej, wręcz zaczynasz uważać to za normalne.

Nie, ta panika mnie nigdy nie przestanie dziwić. Przesadzają zdecydowanie i przy przymrozku zakładają łańcuchy na koła i zamykają szkoły. Poza tym, kompletnie nie wiedzą jak kierować samochodami w takich warunkach.

36. Kupujesz 0.7l wodki za £9.99 i jesteś zadowolony z promocji

No pewnie – niezła promocja! Normalnie 0,7 wyborowej kosztuje jakieś 16 funtów. A ostatnio w Sainsbury’s widziałem Jacka Danielsa 1L za 20 funtów :)

37. Dziwnie ubranym ludziom nie robisz już zdjęć i nie wysylasz ich na www.JoeMonster.org , po prostu mówisz im “Hello!”

Tak, to pisałem wyżej o “kosmitach” na ulicy. Ostatnio w okolicy stacji Wimbledon podniosłem kciuk do góry do kolesia przebranego za żołnierza z Gwiezdnych Wojen (ten biały kombinezon miał) :)

38. Przy 0,5 cm ilości śniegu nie wychodzisz z domu, bo wiesz, że większość sklepów jest zamkniętych z powodu pogody.

Dodam też, że zastanawiasz się, czy dojedziesz do pracy, bo pewnie odwołane pociągi / autobusy.

39. W pubie nie zamawiasz 0.5l piwa, zamawiasz 1 pint of lager.

No wiadomo, że pintę, przecież nie sprzedają w półlitrowych kuflach. Ale niekoniecznie lagera, próbuję różnych ale, ciderów itd.

40. Na firmową imprezę świateczną nie zakładasz eleganckiej sukienki czy garnituru – zakładasz sukienkę, w której na polskich ulicach nikt by się nie pokazal lub skórzane spodnie z wycięciami na pośladkach.

Nie wiem, gdzie pracował autor tego punktu, ale w mojej poprzedniej firmie tak nie było.

41. Wszystkie przychodzace rozmowy od nieznanych numerów odbierasz ze slowami: “Hello?”

No przecież, że nie “Słucham”…

 

To już wszystkie punkty z joemonster. Myślicie, że jestem w UK za długo? :)

 

 

 

 

 

 

  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
 

2 Responses to “Po czym poznać, że jesteś w UK za długo?”

  1. Aga mówi:

    Punkt 6. i 19. – a byłeś w Szkocji na dłużej? Na przykład Edinburgh, nie mówiąc już o Aberdeen ;)

  2. admin mówi:

    Niestety nie byłem w Szkocji, ale mogę się założyć, że klimat tamtejszy jest zupełnie inny, choćby zimy o wiele gorsze. Byłem za to w Dublinie i tam rzeczywiście pogoda była gorsza niż w Londynie. Dużo chmur i wiatr, i tak podobno przez większą część roku…

Leave a Reply