Picie, palenie i policja w Londynie

lis
16

Zróbmy koktajl. Składniki: prawo w Anglii + słynne angielskie “dziękuję, proszę, przepraszam” + wszechobecne kamery + odrobina alkoholu. Wstrząsnąć, nie mieszać!

Tabliczkę, której zdjęcie znajduje się poniżej, spotkałem tuż obok przystanku autobusowego w dzielnicy Wimbledon, niedaleko słynnych kortów.  To ciekawy pretekst, by napisać o angielskiej policji, o wódzie i narkotykach :)

Widniejący na niej napis przetłumaczyć można następująco:

ZNAJDUJESZ SIĘ W MIEJSCU PUBLICZNYM
Jeśli będziessz nadal pił alkohol w tym miejscu, po tym gdy funkcjonariusz policji poprosi cie żebyś tego nie robił
poniesiesz odpowiedzialność w postaci
mandatu o maksymalnej wysokości 500 funtów.
Możesz zostać aresztowany, jeśli odmówisz oddania funkcjonariuszowi policji jakiegokolwiek alkoholu na tym obszarze.”

Fakty:
1. Butelka wina na kocyku w Hyde Parku – tak robiłem to. Piwko na ławce – tak robiłem to. I nikt nigdy absolutnie nie zwrócił mi uwagi, pomimo tego, że obok przechodziło kilka patroli policji.
2. Znajomy spotkany przez policjanta na ulicy z jointem w ustach został z troską pouczony, że to może niezdrowo palić to zioło i żeby to przemyślał. Potem pan policjant pożyczył miłego dnia i sobie poszedł.
3. Masz krzaczek zielska w swoim ogrodzie lub w swojej szklarni? Nie ma sprawy – pod warunkiem , że nie sprzedajesz, tylko używasz na swoje potrzeby. Krzaczków takowych kilka w Londynie widziałem u różnych ludzi :)
3. Chcesz przejść przez ulicę na czerwonym świetle? Spoko, czerwone światło jest tylko od tego żebyś wiedział, że wchodzisz na własną odpowiedzialność. Sam przechodziłem w “niedozwolonym miejscu” tuż przed policyjnym radiowozem kilka razy. A jeśli ustrzeli cię rozpędzone auto to kierowca będzie niewinny. Wszystko bowiem nagrają kamery (są ich tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy w Londynie)
4. Kiedyś poprosiłem policjanta o zrobienie mi zdjęcia, bo nie było nikogo innego w okolicy. Pan policjant uśmiechnął się, powiedział że spoko i strzelił mi fotkę. Manewr powtarzałem jeszcze wielokrotnie ze znajomymi podczas różnych okazji.
5. Głośna onegdaj historia dotyczy Polaka, który kilka lat temu pobił policjanta. Stało się tak dlatego, że nasz rodak ni w ząb nie rozumiał angielskiego. Pan policjant go o coś zapytał, więc ten w odruchu samoobrony wybił mu kilka zębów i odesłał do szpitala. Sąd uznał winę Polaka, ale nie wymierzył mu kary, gdyż jak stwierdzono “miał traumatyczne przeżycia z policją w Polsce i ten psychiczny uraz spowodował napad agresji”.
6. Jeden ze znajomych, który (co tu kryć) lubi sobie wypić, wracał samochodem po wódce do domu. Daleko nie miał, raptem kilkaset metrów. Świadomy posiadanych promili jechał bardzo ostrożnie. Ni stąd, ni zowąd pojawił się patrol, który go zatrzymał. Nie poproszono go o prawo jazdy, ubezpieczenie, dmuchanie w balonik, czy inne takie. Pan policjant zapytał tylko, dlaczego prowadzi tak wolno, bo tak właśnie jeżdżą pijani kierowcy. Jako, że funkcjonariusz nie wyczuł na odległość “gorzelni”, życzył memu znajomemu szerokiej drogi i puścił wolno.
7. Podczas balangi w jednym z klubów wypiłem troszeczkę za dużo. Wyszedłem więc na zewnątrz zapalić papierosa. Niestety nie mogłem wrócić, gdyż pan ochroniarz (Murzyn 2×2 metry) stwierdził, że jestem pijany. Ja mu na to: proszę pana, oczywiście że jestem pijany, w końcu po to tu przyszedłem”. A on mi: “Spoko, poczekaj tu chwilę, przewietrz się” i po kilku minutach wpuścił mnie z powrotem.
W Londynie policjant ma być opiekunem, kumplem, zaufanym człowiekiem. Nie poprosi o dokumenty “prewencyjnie” bo do niczego ich nie potrzebuje, nie wyśle na wytrzeźwiałkę tylko dlatego, że jesteś pijany – w końcu jesteś dorosłym człowiekiem i pijesz albo palisz zioło, kiedy chcesz. Za to policję w Londynie po prostu się szanuje i jej się ufa.

Ale jeśli nabroisz – pamiętaj, że nikt się nie będzie patyczkował.

Przekonał się o tym pewien adwokat, 32-letni Mark Saunders, absolwent Oxfordu, mieszkający w Chelsea – dzielnicy bogaczy, celebrytów i innych snobów. Miał facet problem, z kobietą, ale przede wszystkim z piciem i zażywaniem kokainy. Londyńska prasa pisała o nim bardzo dużo, po tym, gdy któregoś razu schlał się i wymachiwał z okna swoją strzelbą. Dostał 5 kulek od snajperów. Więcej na ten temat tutaj.

P.S. Przepraszam za jakość zdjęcia (iPhone)  :(

  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
 

One Response to “Picie, palenie i policja w Londynie”

  1. [...] nazywa “prewencja”, tutaj rzecz raczej nie do pomyślenia, o czym pisałem dawno temu tutaj. Na stacji Victoria tłum był, ale znacznie mniejszy niż zwykle, za to widziałem tam w ciągu 5 [...]

Leave a Reply