Polska, mieszkam w Polsce | Noc Kultury 2012 (41 zdjęć)

cze
4

Ci, którzy śledzą profil bloga na Facebooku, dobrze wiedzą, że od poniedziałku jestem w Polsce. Przybyłem tu tuż przed Euro 2012 oraz Nocą Kultury w Lublinie. Zapraszam do przeczytania relacji z dużą ilością moich zdjęć.

Dużo osób pyta mnie, czy to tak już na stałe ten mój pobyt w Polsce. Odpowiadam, że potrwa tak długo, ile wytrzymam, bo nie jest sztuką spakować się i gdzieś wyjechać. Na wyspy, albo może do Nowej Zelandii, co pociąga mnie najbardziej. Póki co jestem tutaj i powoli rozglądam się za pracą w mojej branży (media, reklama, marketing, pr, social media itp.). Inaczej mówiąc, jeśli nauczę się znowu żyć w PL, znajdę ciekawe zajęcie i po prostu będę zadowolony to zostanę dłużej, jeśli nie to wyjeżdżam w świat. Proste i bez miejsca na kompromisy.

A co z motywacją, czemu do PL wróciłem? A no dlatego, że stwierdziłem, że w UK osiągnąłem dla siebie tyle, ile mogłem. I nie chodzi tu o pieniądze, tylko o jakiś wewnętrzny rozwój, spokój, przekonanie, że potrafię wybrnąć z najtrudniejszych sytuacji życiowych (także czysto materialnych). Oczywiście duże znaczenie miała też tęsknota za rodziną i przyjaciółmi oraz fakt, że był to ostatni moment na podjęcie decyzji, czy zostaję w UK na stałe, czy wracam do Polski. Gdybym został to pewnie otworzyłbym własną firmę, co skutkowałoby związaniem się z UK na lata. Wybrałem jednak Polskę, na “okres próbny”, o czym napisałem wyżej. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

A teraz pora na właściwy wpis blogowy. Czyli o Nocy Kultury w Lublinie.

Co to jest Noc Kultury?

Noc Kultury to cykliczne wydarzenie kulturalne w Lublinie, którego pierwsza edycja odbyła się w roku 2007. Miało to związek z walką miasta o przyznanie tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Skończyło się skandalem, bo dziwnym trafem wygrał Wrocław, miasto z którego pochodzi Minister Kultury, niejaki Zdrojewski, który za to będzie w Lublinie długo pamiętany i coś czuję, że niekoniecznie dobrze. No ale mniejsza o to, wracam do tematu. Nie wiadomo, gdzie po raz pierwszy padła idea Nocy Kultury, ale prawdopodobnie było to w siedzibie lubelskiej Gazety Wyborczej, podczas debaty ludzi kultury i mediów na temat marki Lublina jako miasta, w którym wiele się dzieje. Potem zaczęła się wielka praca, do której dołożyłem swoje 3 grosze, poprzez pomoc w lokalnej i ogólnopolskiej promocji wydarzenia. Natomiast w roku 2009 wymyśliłem “chodzącą” wystawę zdjęć, która okazała się wielkim sukcesem. Ludzie zatrzymywali “chodzące” ekspozytory (ów) i robili sobie z nimi zdjęcia. Tak to wyglądało na filmie (jeszcze w dzień, zaraz po starcie wystawy):

Jestem więc z “Nocą” związany emocjonalnie i uważam, że jest to wydarzenie, które każdy szanujący się miłośnik kultury powinien znać i cenić. Organizatorom udało się zaangażować wszystkie kulturalne instytucje Lublina, muzea, teatry, performerów, muzyków, malarzy, galerie itd itd. Tej jedynej nocy w roku 2007  Lublin stał się i corocznie staje rzeczywistą stolicą kultury w Europie. Na ulicach tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy ludzi z Polski i zagranicy, mnóstwo koncertów na otwartych scenach, przedstawienia uliczne, spektakle, otwarte muzea, wystawy – i to wszystko za darmo dla widzów!

Tegoroczna edycja “Nocy” związana była silnie ze sztuką na Ukrainie i odbywała się pod hasłem “Stadion Kultury” (dość oczywiste odniesienie). Lublin odwiedziło wielu artystów zza wschodniej granicy, którzy razem z Polakami dali czadu! Wiem, byłem, widziałem i przeżywałem. Oto krótki spot reklamujący tegoroczną Noc Kultury:

Wybrałem się do Lublina z aparatem i napstrykałem prawie 600 zdjęć. Oczywiście wszędzie nie mogłem być, bo Noc Kultury 2012 obejmowała 270 wydarzeń artystycznych…

Przyjechałem do Lublina około godziny 19. i od razu na ul. Grodzkiej natknąłem się na inscenizację procesji, która miała miejsce w Lublinie 2. czerwca 1719 roku podczas wielkiego pożaru miasta. Jak pisze na swojej stronie Teatr NN: ” Tego dnia nad miasto nadciągnęła burza, a pioruny bijące z nieba wznieciły wielki pożar na przedmieściach Lublina. Gdy wydawało się, że nic już nic nie uratuje miasta, ojcowie Dominikanie zwrócili się o pomoc do Boga. Spod ich kościoła ruszyła procesja w kierunku miejsc ogarniętych ogniem, modły zanosili także rabini w najbardziej ogarniętej pożarem dzielnicy żydowskiej. Dzięki modlitwom stał się cud – ogień udało się opanować.” Obraz z pożarem Lublina można oglądać do dziś w bazylice oo. Dominikanów, a od lat odbywa się inscenizacja procesji, którą w ostatnią sobotę uwieczniłem na zdjęciach:

Ulica Grodzka (główna ulica Starego Miasta), w tle dym mający imitować pożar:

Noc Kultury 2012 Lublin, Procesja, ul. Grodzka

Brama Grodzka, przez kilkaset lat dzieląca miasto chrześcijańskie od Żydowskiego. Po drugiej stronie nie ma już dzielnicy Żydowskiej, tylko plac Zamkowy, targ i dworzec PKS. Dzielnicę (całe ulice z kamienicami, synagogę itd.) skutecznie zrównali z ziemią Niemcy przy likwidacji getta :/

Tłum podążający za procesją. W tle brama Grodzka.

Ulica Kowalska.

Zaułek Hartwigów. Całkiem niedawno tak nazwane malownicze miejsce prowadzące do placu Rybnego.

Procesja poszła dalej w kierunku deptaka, a ja wróciłem w okolice Zamku. Przed nim prezentował multimedialny Lublin Teatr NN, instytucja tylko z nazwy będąca teatrem, bo zajmuje się de facto dokumentacją historii miasta. Był puszczany także film pokazujący m.in. dawne zdjęcia z nieistniejącej dzielnicy Żydowskiej. Na stronie teatru NN można zapoznać się z bogatymi zbiorami zdjęciowymi i na bieżąco śledzić ciekawe przedsięwzięcia instytucji.

 

Później poszedłem na dziedziniec zamkowy, po drodze mijając instalacje Jarosława Koziary. To ten artysta z Lublina odpowiada m.in. za całą oprawę graficzną Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy oraz dekoracje w telewizyjnym studio w Warszawie podczas finałów. Podczas tegorocznej Nocy Kultury “Współczesne totemy” Koziary były widoczne w całym Lublinie.

Przed samym Zamkiem grał zespół “Sambasim”, od siedmiu lat towarzyszący mieszkańcom Lublina podczas najróżniejszy artystycznych wydarzeń. Grają na bębnach gorące latynoskie rytmy, co bardzo wkręca publikę :) Jedyne mocno edytowane zdjęcie, bo oryginał był paskudny :)

Na zamkowym dziedzińcu odbywało się kilka muzycznych instalacji jednocześnie. Relaksującą, chyba tybetańską muzykę wygrywali różnymi dzwonkami ci ludzie siedzący na dywanie:

W krużganku zaś skryła się grupa z muzyką poważną, tzn. instrumenty były poważne, a dźwięki hmmm.. eksperymentalne, mocno eksperymentalne. Jak widać zaszło już słońce i Noc Kultury zaczęła być “nocą” z prawdziwego zdarzenia.

Dziwne wrażenie robił ten pan za fortepianem, który z instrumentu wydawał dźwięki mało mające wspólnego z klasycznie rozumianą muzyką.

Po zamkową studnią ładnie mi zapozował bębniarz.

A obok rozłożył się jeden z dorabiających na Nocy Kultury. Za kilka groszy wrzuconych do kapelusza można było sobie zrobić zdjęcie z katem i ze specjalnym toporem (z otworem na szyję). Było wielu chętnych na taką pamiątkę.

 

Muzeum na Zamku było można zwiedzać za darmo, ale że byłem tam już wiele razy to sobie darowałem i ruszyłem z powrotem na Grodzką, i dalej w miasto. W kilku miejscach natknąłem się na malarzy – kapeluszników z latarkami na głowach. Widziałem, że malują charakterystyczne punkty Lublina i chyba w planach mieli złożenie wszystkiego w całość. O tak sobie malowali, opierając powstające obrazy o ściany kamienic:

Na placu po Farze stała “Scena Dialogu”, gdzie non stop trwały występy polskich i ukraińskich muzyków. Później tam wróciłem na koncert Voo Voo & Hajdamaky (na końcu wpisu zdjęcia).

Na ulicach Lublina tłumy, nieprzebrane morze ludzi przemieszczające się od wydarzenia do wydarzenia. Niżej ulica Grodzka i okolice placu po Farze.

 

Nieopodal rynku Starego Miasta, też na Grodzkiej rozłożył się taki młody zespół w garniturach. Chłopaki grali na gitarach i śpiewali hity np. “Wspomnienie” Niemena. Jeden z nich garnituru nie miał, rozłożyli więc futerał z informacją, że zbierają pieniądze na to żeby mu kupić. To jedna z wieeelu grup, które tej nocy spontanicznie wyszła na ulice żeby wyciągnąć kilka groszy. Wartość artystyczna była raczej niewielka, ale pomysł ciekawy.

Zaraz za Trybunałem Koronnym była mała scena z kolejnymi występami. Dowiedziałem się, że wcześniej swoje “Koko Euro Spoko” grała tam “Jarzębina”. Nie załapałem się :)

Posłuchałem chwilę folku granego na scenie, po czym nastąpiła awaria generatora i siadło zasilanie. Wykorzystałem chwilę bez świateł żeby zrobić zdjęcie fragmentu sceny oraz Wieży Trynitarskiej.

Ruszyłem przez deptak w kierunku placu Litewskiego. Po drodze, pod hotelem “Europa”, zobaczyłem całkiem londyński artefakt, czyli starego typu autobus piętrowy. W środku trwała impreza, zaś plakaty nalepione na autobus informowały, że to w związku z 20-leciem rockowego klubu Koyot.

A tu ten sam autobus i fragment deptaka.

Zaraz obok, na zamkniętej z okazji “Nocy” ulicy zobaczyłem małą budkę z napisem “Dla Narodu Kultura Osobista”. Jak się okazało, była to mini scena – wnętrze niby restauracji, gdzie performerzy z Iventektury uczyli Polaków zasad savoir – vivre. Stałem tam dłuższą chwilę, bo przedstawienie było niezwykle zabawne i stało na wysokim poziomie. W pewnym momencie zaproszono za stół “restauracji” dwie dziewczyny wybrane z publiczności. Troszkę się nad nimi panowie aktorzy “poznęcali”, ale wszystko w dobrym tonie :)

Była już późna godzina. Na leżącym obok placu Litewskim zaczynało się jakieś przedstawienie. Pobiegłem tam z aparatem i to co zobaczyłem zatrzymało mnie na niemal godzinę, choć w planach miałem dalsze chodzenie po mieście. Zaczynał się spektakl “Gloria” ukraińskiego teatru Voskresinnia. Genialny, CU-DOW-NY, pełny słowiańskich odniesień, obrzędowości, może nawet przedchrześcijańskiego “szamanizmu”. Było w nim mnóstwo muzyki, radości, grozy, ognia, iskier, a aktorzy poruszali się na szczudłach. Chciałbym to zobaczyć jeszcze raz, a potem jeszcze ze dwa razy. Odpłynąłem artystycznie i jedyny raz podczas tej Nocy Kultury rozłożyłem statyw, bo wiedziałem że długo tam zostanę. Patrzcie, podziwiajcie i żałujcie jeśli tam nie byliście:

 

Po widowisku postanowiłem powoli zwijać się do domu. Przeszedłem jeszcze przez Stare Miasto, gdzie utknąłem na koncercie Voo Voo & Haydamaki. Grupa Waglewskiego współpracuje z Ukraińcami od dawna, a że zakochali się najwidoczniej w Lubelszczyźnie, to często tu występują. Tłumy na placu po Farze były ogromne mimo bardzo późnej pory, a muzyka niezwykle dynamiczna i zwyczajnie… piękna. Muzycy dawali z siebie wszystko, ku uciesze gawiedzi. Udało mi się zrobić kilka dobrych zdjęć:

 

Potem z kolegą Tomkiem wyskoczyłem jeszcze na 2 piwka w pubie – browarze “Grodzka 15″ i poszedłem na dworzec autobusowy. Transportu planowego nie było (!), więc zapłaciłem 50zł za taxi…

Krótkie podsumowanie.

Na zdjęciach uchwyciłem jedynie niewielką część Nocy Kultury. Działo się równie ciekawie w wielu innych miejscach miasta, ale noc trwa kilka godzin i nie mogłem być wszędzie. Jeśli chcecie zobaczyć więcej relacji, a być może odwiedzić Lublin podczas następnej Nocy Kultury to śledźcie informacje na oficjalnej stronie projektu. Aha, miejsce do spania trzeba rezerwować już kilka miesięcy przed “Nocą” (jak coś). Polecam też wycieczkę do Lublina w innych terminach. To bardzo klimatyczne miasto, jeszcze nie zadeptane przez turystów, spokojne, z autentyczną piękną Starówką i bogatą historią pełną legend.

  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
 

6 Responses to “Polska, mieszkam w Polsce | Noc Kultury 2012 (41 zdjęć)”

  1. justa mówi:

    a to panie niespodzianka.

  2. Hanka mówi:

    Jestem pierwszy raz na Twoim blogu, ale juz moge stwierdzic, ze mamy podobny sposob myslenia i z glebi serca zycze Ci powodzenia w Polsce!! Moze latwo nie bedzie, ale daj sobie troche czasu – w koncu gdziekolwiek sie nie pojedzie zamieszkac trzeba przejsc okres ‘klimatyzacji’ i nie jest istotne, ze w tym przypadku bedziesz ten okres przechodzil we wlasnym kraju. Powodzenia!!

  3. Ania mówi:

    Staliśmy obok siebie w tłumie przy procesji rocznicowej pożaru Lublina:) Fajne zdjęcia, jak i cały blog. Pozdrawiam!

  4. przyszły emigrant mówi:

    Przeczytałem cały blog w jedną noc. Bardzo inspirujące, ciekawe, trafne, masz talent do pisania; ale jestem w ciężkim szoku, że wróciłeś do Polski.
    Ja rozumiem pewne motywacje, ale dziwię się, że osoba która wydaje się poznała ten kraj i doświadczyła wielu złych spraw wraca do tego piekła. Wiesz, nie chcę być złym prorokiem, ale wydaje mi się, że zatęsknisz za Anglią. Powrócą dawne problemy, przyjaciele znajomi których świetnie zobaczyć po wielu miesiącach bez “fizycznego” kontaktu, staną się już nie tak atrakcyjni. Polityka, polska mentalność, wszystkie ułomności wymiaru “sprawiedliwości” dadzą o sobie znać prędko i nie wiem czy zrekompensuje to iluzoryczne poczucie swojskości.
    Mam nadzieję że będzie inaczej, ale czy przez ten czas spędzony w UK pogłębiłeś znacząco swoje kwalifikacje w dziedzinie w jakiej ubiegasz się o pracę? W Warszawie jest tragicznie z tym tematem, co mnie dotyka kiedy widzę znajomego z tej samej branży co ja (promocja/reklama/film/montaz filmowy) z wiele bogatszym doświadczeniem nie dostaje odpowiedzi na wysyłane CV, ofert pracy jest śmiesznie mało i nic nie zmieniło się na lepsze od Twoich wpisów np, reakcji na artykuł w pulsie biznesu.
    Będzie tylko gorzej, kończą się pieniądze z UE, inwestycje za mniej więcej rok staną w miejscu; jak ludzie bedą mieli już dość nastąpi małe trzęsienie ziemi w politycznym światku co oczywiście tez niczego nie zmieni jedynie tchnie małą nadzieję na max. 0,5roku.
    Dla tego, jako młody człowiek w DOBIE KRYZYSU umownego chcę wyjechać choćbym miał “robić” w kiepskiej robocie to i tak będę mógł kupić sprzęt elektroniczny potrzebny do pracy prędzej niż tutaj, poznać lepiej język, ludzi, (na święta najwyżej nie przyjadę (kiedy mówisz o tym 1000funtów :p .
    Boję sie właśnie tego złudzenia (nie mam teraz rodziny, dzieci, jestem młody) że właśnie JAKOŚ sobię, żyję. Ale jak przyjdzie czas na poważniejsze kroki, przybędzie mi parę lat, boje się że będzie za późno i będę żałował że nie zaryzykowałem, kiedy miałem bardzo mało do stracenia.
    Przepraszam za tak chaotyczny wpis, do tego gdzie przenikają się jakieś moje pełne frustracji dzisiejszej dygresje z reakcją niewybredną na Twoją decyzję ale no tak wyszło.
    Ciekawy jestem co u Ciebie będzie dalej, redaguj dalej bloga na pewno mnóstwo osób chciało by się czegoś jeszcze dowiedzieć :)
    właczam bbc london musze się trochę osłuchać dzisiaj jeszcze pozdrawiam z miasta “artystów i poetów”

  5. Piootrrek mówi:

    Do kolegi wyżej – coś jest w tym co piszesz, gdyż sam spędziłem w UK 3 lata po czym w 2009 roku wróciłem do Polski, do mojego rodzinnego Krakowa z powodów identycznych co Autor bloga. Myślałem sobie wtedy – jestem jeszcze wystarczająco młody aby dać sobie szansę w PL, skończyć studia i poszukać pracy w mojej branży (hotelarstwo). Po prawie 4 latach planuje kolejny wyjazd do UK, gdyż ogarnia mnie frustracja nie ukrywam na to co się dzieje dookoła. Robię to z ciężkim sercem bo mam tu swoje miasto, swoich ludzi, rodzinę, znajomych (jeśli jednak o nich chodzi to też się trochę urywa po pewnym czasie – praca, rodzina, dzieci – kontakty są coraz rzadsze i coraz rzadziej się ich potrzebuje – zwłaszcza w PL gdzie każdy musi walczyć aby wystarczyło na życie). Wydaje mi się, że to jest najlepsze rozwiązanie tak patrząc obiektywnie choć z pewnością niełatwe dla mnie. Jednak naszą ojczyznę nie czeka niczego dobrego, a że sam staję przed poważnymi decyzjami takimi jak założenie rodziny itd wraz z moją partnerką zdecydowaliśmy się na wyjazd z PL gdyż najprawdopodobniej nasze dzieci i tak będą musiały robić to samo więc lepiej im to ułatwić, gdyż polityka prorodzinna w Polsce nie istnieje a sytuacja demograficzna pokazuje dość logicznie że nie czeka nas nic dobrego w kraju.

    Na koniec chciałbym wyjaśnić, iż nie uważam że Polska to czarna dziura i nie wiadomo jak źle – dla chcącego nić trudnego – jeśli jesteś singlem bez zoobowiązań i planów życie jest całkiem przyjemne, schody zaczynają się potem.

    Chciałbym również dodać iż nie wymagam od życia wiele – nie muszę mieć domu o pow. 100 m2 poza miastem, nowego auta czy jeździć na wakacje 2 razy w roku ani też kupować z Almie. Chciałbym mieć normalne życie, małe mieszkanko, kilkuletnie auto i brak zmartwień na głowie dotyczących stanu portfela już ok 15 każdego miesiąca. O kulturze pracy nie wspomnę na polskim gruncie. Wydaję mi się że nie wymagam wiele, jednak po obserwacji swego otoczenia rodziny i znajomych nie widzę praktycznie nikogo kto jest poza wymienionym przeze mnie schematem.

    Przepraszam za długi wywód – życzę powodzenia i wszystkiego dobrego!

  6. PiOTREK do Piootrrek mówi:

    Komentarz w 100% oddający moje odczucia. Ja zjechałem w 2008 roku. Obecnie szykuję się do powrotu. Esencją Twojej wypowiedzi wypowiedzi dla mnie jest : “Na koniec chciałbym wyjaśnić, iż nie uważam że Polska to czarna dziura i nie wiadomo jak źle – dla chcącego nić trudnego – jeśli jesteś singlem bez zoobowiązań i planów życie jest całkiem przyjemne, schody zaczynają się potem. ” Ująłeś to idealnie.Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Leave a Reply